środa, 16 stycznia 2013

Rafaello

Rano wstałem niewyspany. Jeszcze na dodatek ciągle ktoś budził Mayę. Nie chodzi o to, że byłem za to wściekły, bo świetnie, że się o nią martwili, ale ile razy mogłem ją usypiać? Bardziej to się na niej przecież odbijało. Ale co dziwne na końcu nawet Leo spodobała się zabawa. Miał niezłą kupę śmiechu z moich porażek. Ale zrekompensował to sobie śniadaniem. Nawet przez zamknięte drzwi dochodziły do mnie cudne zapachy... Czyżby tosty i ... dodatkowo gofry? 
Wyślizgnąłem się delikatnie z objęć małej ale gdy chciałem wstać, to pech chciał, że się przebudziła. 
-Co się dziej?-zapytała ziewając. Wiedziałem, że nie zna migowego, więc pogładziłem ją po głowie i otuliłem bardziej kołdrą. Najwidoczniej zrozumiała, że powinna jeszcze spać, bo to uczyniła. 
Tak jak myślałem w kuchni czekały na mnie perfekcyjne tosty i dochodzące gofry. 
"A co cie tak nagle wzięło na takie śniadanie?"
-Wczoraj nie jadłeś kolacji więc się wysiliłem. A poza tym, dzisiaj wyruszamy więc wiesz. 
"Racja."
-Maya śpi, Pani Niania? 
"Nazwałem cię wczoraj durniem i nie będę się powtarzał." 
-No dobra niech ci będzie. A teraz wsuwaj bo wiem, że uwielbiasz.- walnął z uśmiechem i podsunął mi wieżę z tostów. Nie miałem żadnego oporu. Z zapałem się za nie zabrałem. Jednak w po zjedzeniu połowy, po prostu poległem. Dokopały mi. 
"Ja już nie mogę."
-Że co?! A gofry?
"Ja o tostach. Na gofry nieco miejsca mam."
-Masz szczęście. To ja obsłużę naszą lokatorkę i wracam. 
"Tylko się pilnuj."
-Dobra dobra... -burknął wychodząc z talerzami. Szybko wrócił.- Akurat twoja panna wstała. kazałem jej zjeść w łóżku. 
"Spoko. Ale ja już nie dam rady..." wymigałem leniwie odsuwając talerz. 
-Coś ci cienko ostatnio wchodzi jedzenie. 
"Niby czemu?"
-Wciągałeś całą porcję tostów i jeszcze dokładkę. O gofrach nie wspomnę. 
"A ty już po śniadaniu?"
-No pewnie! A co?
"To mnie olśnij dlaczego ona się tak tego palanta boi."
-Aha. No więc. Ale tak treściwie czy z przykładami?
"Nie denerwuj mnie od rana" 
-Heh. A więc. Maya nie jest dokładnie zwykłym dzieckiem. Nie będę się zagłębiał w to ale nikt nigdy nie mówił w jej obecności, a na pewno nie w obecności jej cienia, o tych zdolnościach. Jestem pewien, że jednak je ma. 
"A to niby dlaczego?" 
-Bo jej potrzebował, to po pierwsze, a po drugie to się czuje.
"Ok. I co dalej?"
"No powiedzmy, że ten imbecyl nie lubi dzieci.- Leo zniżył głos- Nie raz dostała od niego i to porządnie.- bacznie mi się przyjrzał. Wiedział, że mi się to nie podoba.
"Mów dalej."
-Zabierał jej energię dla siebie. Jeszcze prowadził jakieś eksperymenty ale to już nieco inna bajka. 
"Inna?" 
-Chciał bym się małej spytać co czuła ale jak znam ciebie to nie pozwolisz. Nie będę nalegał. 
"I dobrze, bo bym ci znowu miotłę na głowie połamał. Pamiętaj, że mam skołować miotłę."
-Ach z tobą. Ale poczekaj. Jest coś jeszcze.- zaskoczył mnie.- Gościu stale powtarzał, że nadludzie powrócą do swoich panów i w tedy się okaże, kto jest silniejszy. 
"Ciekawe. Widzę, że to głębsza sprawa." 
-Na to wychodzi. Tyle, że... gofry muszą być z bitą śmietaną.- zmienił nagle temat, gdyż do kuchni weszła Maya z pustymi talerzami. 
-Smakowało? Jeszcze chcesz?- zapytał Leo, o dziwo uśmiechając się przyjaźnie. 
-Nie dziękuję. Ledwo to dałam radę zjeść. 
-Czyli smakowało tak? 
-No... tak.- odparła mała uśmiechając się. 
"To ja ją odprowadzę i ruszamy. czekaj przy barierze, tam gdzie się umówiliśmy." wymigałem do Leo i wyszliśmy z Mayą do pokoju. Przebrałem się sprintem i wyruszyliśmy.

Maya chciała iść na spacer po obfitym śniadaniu więc nie miałem nic przeciwko. Poprowadziła nas prosto w miejsce gdzie... o dziwo bawiła się Eve z kotami. 
-Maya!- wrzasnęła uradowana. 
"To ja już pójdę a ty zostań z przyjaciółką, dobrze?" nabazgrałem na kartce, którą wcześniej wraz z ołówkiem wsunąłem do kieszeni. 
-Dobrze. A jak mi się coś przyśni to mogę przyjść?- zapytała a ja pokiwałem potwierdzająco głową.- Pa pa!- krzyknęła machając mi ręką gdy biegła do Eve. Była tam jeszcze jakaś kobieta i niebiesko włosy facet więc była bezpieczna. 

Leo czekał już przy barierze. Na naszą korzyść nadal były w niej dziury. 
"Ktoś coś ten tego?"
-Nie. Czyściutko. 
"To dobrze. Gotowy?"
-Myślałem, że nigdy nie zapytasz. 
"Czyli?"
-I to jeszcze jak... 
Szliśmy dość długo przez lasy. Dość długo to znaczy coś koło kilku godzin. 


CDN

wtorek, 15 stycznia 2013

Eve

Kiedy weszłam do kuchni Alex poderwał się od stołu i zaczął szykować dla mnie porcje naleśników.
- Usiądź, zaraz wszystko będzie gotowe – posłuchałam
Usiadłam naprzeciwko chłopaka z niebieskimi włosami, którego poznałam wczoraj. To był chyba sługa Izo… Blar? Tak się chyba nazywał…
Chłopak kończył już jeść i przypatrywał mi się uważnie…. Tylko dlaczego?
- Proszę – Alex położył przede mną duży talerz naleśników
- Dziękuje – powiedziałam grzecznie i zabrałam się do jedzenia. Naleśniki były pyszne. Jedząc starałam się nie zwracać uwagi na chłopaka, który cały czas się we mnie wpatrywał.
- Możemy już iść po Mayę? – zapytałam Alexa kiedy skończyłam śniadanie
- Jest jeszcze wcześnie, mogą nadal spać. Może im nie przeszkadzajmy – odpowiedział anioł
- No dobrze – zgodziłam się niechętnie
- A może byś ze mną poszła do naszych kotów co? – zapytał niespodziewanie Blar – Zabralibyśmy je do parku i pobawilibyśmy się z nimi
- Super! – zawołałam
Kot, Śnieg, Śnieżynka i Zima byli wspaniali. Super się z nimi rozmawiało i byłam pewna, że będziemy się razem świetnie bawić.
- W takim razie chodźmy – zachęcił mnie Blar z szerokim uśmiechem
Wyszliśmy razem z pokoju i przeszliśmy do mieszkania Blara. Oprócz kociaków zastaliśmy w nim Nalę, której się nudziło więc przyszła z wizytą no i Izo. Dziewczyna była trochę zaspana, ale kiedy usłyszała jakie mamy plany natychmiast do nas dołączyła. Poszliśmy więc całą ekipą do parku i tam zaczęła się zabawa.

Blar

Dobrze, że Izo zaprzyjaźniła się z Reiną, ale troszkę mnie niepokoiło jej ostatnie zachowanie. Coś się zbliżało wielkimi krokami i oboje to czuliśmy.
Rano, gdy tylko wstałem i upewniłem się, że Izo śpi otoczona wianuszkiem kotów, ruszyłem w kierunku wyjścia. Szybko przeszedłem przez korytarz i zapukałem do drzwi pokoju Mayi. Przez chwilę czekałem pod drzwiami a zza nich wydobywał się wspaniały, aromatyczny zapach naleśników. Zapach ten był tak doskonały, że gdy w drzwiach staną Alex ślinka już prawie ciekła mi po podbródku.
-A, to ty. Chciałeś coś konkretnego? Właśnie robię śniadanie, a nie jest to takie proste jak by się wydawać mogło.
-Czuję… - odparłem rozmarzony, na co Alex się roześmiał.
-Czyżbyś zgłodniał? – spytał a ja energicznie pokiwałem głową. – Wejdź, poczęstuję cię.
Weszłam i pokierowałem się za nim do kuchni. Po drodze jednak musieliśmy przejść przez pokój i widziałem, że Inez i Eve słodko śpią.
-Wiec, co właściwie cię tutaj sprowadza? – spytał Alex gdy już siedziałem w kuchni przed talerzem ze świeżymi naleśnikami.
-Chciałem sprawdzić czy z Eve wszystko w porządku – odparłem w przerwach pomiędzy napadami ślinotoku. – Trochę się o nią martwię, przez tą całą historię. Wiesz właściwie, dlaczego były w lesie i dlaczego je ten troll gonił?
-Nie wiesz? – zdziwił się, a ja zaprzeczyłem kręcąc głową. – To słuchaj - dodał i wszystko mi opowiedział gdy ja jadłem naleśniki.
Ale gdy skończył nie zdążyłem nic powiedzieć bo do kuchni weszła rozespana, słodka Eve.

Tsukihime

Obudziłam się. Bolały mnie prawie wszystkie mięśnie - efekt wczorajszego szaleństwa. Podniosłam głowę i zobaczyłam intensywne spojrzenie migdałowych oczu Sitriego. Były nieco zszarzałe przez brak odpoczynku w nocy.
- Żyjesz mała? - spytał demon.
- Niezbyt - mrunęłam i chciałam wstać, ale zakwasy dały o sobie znać. Syknęłam z bólu i frustracji. Odpuść sobie, bo się wykończysz - Sitri się zaśmiał. - Powinnaś być z siebie dumna, że po doprowadzeniu demona do potu jesteś tylko trochę obolała.
- Trochę? - gwałtownie ruszyłam się za ręce. Błąd. - Całą noc tu jestem? - w końcu spytałam. Chłopak przytaknął głową. - Będę ci przeszkadzać, jak sobie jeszcze chwilę posiedzę? Tak ze dwa tygodnie?
- Aż tak źle? - nie odpowiedziałam. Nie przyznawałam się, ale już od dłuższego czasu nawiedzały mnie koszmary. I coraz częściej były to nie mary przeszłości, a wizje przyszłości. Prawie codziennie pojawiała się w nich znienawidzona postać Michała, wypowiadająca coraz większe groźby, jeśli się "nie nawrócę". Wiedziałam, że to on manipuluje moim snem. Równie dobrze wiedziałam, że nie był w stanie dosięgnąć mnie w Światach Odwrotnych. Ale i tak nie chciałam przyznać się do powrotu archanioła.Wszyscy mieli zbyt dużo na głowie, by martwić się jeszcze mną.
- Jasne. Będę go trzymał otwartego ile chcesz. Ale nie sądzę, żeby to był najlepszy pomysł, chyba że... - Sitri urwał. Domyślił się, dlaczego chciałam uciec od rzeczywistości. - Jak długo?
- To nie ważne. Po prostu chcę chwilę ochłonąć - uśmiechnąłem się, ale nie wyszło mi to zbyt przekonująco.
- Jak długo?
- Około miesiąca. Może trochę dłużej - w końcu odpowiedziałam, ściszając głos niemal do szeptu.
- Dlaczego nikomu nie powiedziałaś? Jeśli nie Kuro, to mi, Lilith, nawet Luckowi. Dlaczego wszystko trzymałaś? Wiesz, że Lucek dałby ci tarczę.
- I wtedy tylko brakowało by mi tabliczki z napisem debil. Dobrze wiesz, że zawsze mnie obserwują. Gdyby się zorientowały, że wiem o nich, od razu by zaatakowały. Chciałam to jakoś po cichu załatwić.
- Po cichu?! - Sitri nie wytrzymał i wstał gwałtownie. Nie zdążyłam się ustawić i bez najmniejszego przebłysku gracji poleciałam na twarz, w ostatniej chwili podpierając się rękami. Demon złożył po sobie uszy w wyrazie zaklopotania i pomógł mi podnieść się z ziemi. - Jak ty sobie to wyobrażałaś? - był już delikatniejszy, niż przed chwilą. Jego srebrne oczy migotały gniewem, choć starał się to ukryć. - Co, pójść w nocy gdzieś daleko, żeby cię załatwiły? Albo dosypać sobie arszeniku do drinku? Dobrze wiesz, że jedynym "załatwieniem sprawy" będzie śmierć. Chyba lepiej późniejsza niż wcześniejsza, nie sądzisz? - pomimo dosyć ostrych słów mówił miękko, niskim, melodyjnym głosem.
- Nie chcę innych mieszać w swoje fatum - niemalże rozpłakałam się. - Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby mnie po prostu nie było - oparłam głowę na ramieniu Sitriego. - Ile byś uniknął, gdyby mnie nie było? A Kuro? A rodzice, którzy przeze mnie umarli?
- Jeszcze raz powtórzysz, że nie chcesz żyć, a dostaniesz w twarz. Nigdy nie wolno ci tak mówić, rozumiesz? - Sitri pociągnął mnie na dół. Moja głowa znalazła się na jego kolanach. - A teraz śpij - zaczął mruczeć, a wiatr śpiewał wraz z nim spokojną melodię. Po chwili odpłynęłam w objęcia Morfeusza.

Eve

Kiedy zobaczyłam Mayę w ramionach nieznajomego mi chłopaka nie wiedziałam co robić. Miałam ochotę podbiec i oswobodzić przyjaciółkę. Nie zrobiłam tego bo dotarło do mnie, że ona tego nie chce. Wyglądało na to, że jeśli chodź by spróbuje ją oderwać od tego faceta to dostanie histerii. Mimowolnie trochę posmutniałam. Zawsze starałam się być dla niej wsparciem, ale ona potrzebowała także innych.Musiałam się z tym pogodzić. Moje rozważania przerwała Inez.
- To może niech Maya dziś tu zostanie bo widzę, że i tak się już od ciebie nie odklei – szepnęła, uśmiechając się delikatnie, a facet w odpowiedzi kiwnął głową – My już w takim razie pójdziemy – postanowiła, pogłaskała Mayę po włosach i wyszła. Alex też poszedł, ale ja się zawahałam
- Eve pójdziesz z nami? – zapytał Alex
- Nie wiem, Maya…
- Jest tu bezpieczna – zapewnił mnie anioł – Rafaell na pewno dobrze się nią zajmie, a rano już wróci do swojego pokoju
- No dobrze – zgodziłam się
Kiedy już anioł zamknął za nami drzwi Inez zapytała
- To może będziesz spała dziś u nas? Nie będziesz sama.
- Nie, dziękuję – odpowiedziałam, ale tak naprawdę nie chciałam być całkiem sama
- Na pewno? – zapytał Alex
- Yhy – mruknęłam
Ruszyliśmy więc do mojego pokoju. Po drodze ze zmęczenia ciągle się potykałam. W końcu Alex wziął mnie na ręce. Nie zdążyłam zaprotestować bo od razu zasnęłam….

Obudziłam się rankiem w moim pokoju. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się. W kąciku zwinięta na fotelu spała Inez, a z kuchni dobiegał przyjemny zapach naleśników z owocami. Chciałam pobiec szybko na śniadanie, ale cos mnie powstrzymało. Usłyszałam jak Alex z kimś rozmawia….

Leonardo

Kiedy Rafaell wszedł do pokoju miał dziwną minę. Gdy tylko ją zobaczyłem, wiedziałem, że po prostu jest zmęczony i jednocześnie zadowolony, że zastał ciepłą kolację. Jednak zanim doszedł do kuchni, komuś zachciało się pukać do drzwi.
-Ja się tym zajmę.- walnąłem z uśmiechem.
"Nie. Jak ty się czymś zajmujesz to zaś jest gorzej." odparł i otworzył drzwi.
-Rafaell!- krzyknęła jakaś dziewczynka i wtuliła się w niego. Jeszcze tej małej brakowało.
Chłopak wziął ją na ręce i posadził na łóżku. Potem wyszukał tablet i zaczęli rozmawiać. Ja udałem się do kuchni aby im nie przeszkadzać. Mogłem zjeść kolacje w spokoju. Na razie...
Gdy skończyłem i wróciłem do pokoju zastałem dziwny "obrazek". Rafaell siedział, trzeba przyznać, że ledwo ale siedział i trzymał małą w ramionach próbując ukołysać do snu. Mała jednak spała płytko i jakikolwiek dźwięk budził ją z powrotem.
Usiadłem więc cicho na fotelu i dalej się przyglądałem. Wiedziałem, że chłopak miał podejście do dzieci ale nie spodziewałem się, że aż takie. Mała była ufna ale kilka osób traktowała niemal jak rodzinę.
Gdy w końcu mała spała na łóżku Rafaell wymigał.
"Sorki ale przeszła mi ochota na jedzenie."
-Spoko. Co ją tu sprowadziło?
"Po prostu zły sen."
-Aha.
"Daj spokój. Dużo przeszła. Rozumiem ją."
-Zostaje na noc?- zapytałem ignorując jego wcześniejszą wypowiedź.
"Zostanie."
-No to idę po koc i zsunę sobie fotele.
"Nie musisz. Mała mnie nie puści." spojrzał na dłoń małej kurczowo trzymającą się jego ubrania.
-Spoko.- prychnąłem rozbawiony.- Dobranoc Pani Niania.
"Dureń."wymigał i położył się obok małej Ta gdy tylko to wyczuła, to wtuliła się w niego jak w pluszowego misia.

Po jakiejś godzinie mała się przebudziła i usiadła spłoszona na łóżku. Chcąc nie chcąc wszystko oglądałem, bo ciekawiło mnie co mała wymyśli. Nie zgasili lampki więc nawet nie musiałem skupiać wzroku. Śmiać mi się chciało, widząc naiwności dzieci, jak także mdliło mnie na myśl wykorzystywania ich. No bo przecież dzieci nie są w stanie przynieść tyle frajdy co znęcanie się nad dorosłymi...
-Rafaell?-zapytała drżącym głosem. Chłopak usiadł i przetarł oczy dłonią.- Ale obiecujesz, że tu mnie nie skrzywdzi?-Rafaell przytaknął skinieniem głowy. Mała była jednak niezdecydowana a on wymęczony. Dużo nerwów kosztuje go ostatnio ta buda. Postanowiłem mu pomóc.
-Nic cię nie dorwie, bo prędzej ja to coś załatwię.-walnąłem nie zmieniając pozycji.- A teraz śpij.- Maya popatrzyła na mnie zdziwiona zgasiła lampkę i położyła się.
-Na pewno?- zapytała niedowierzającym głosem.
-Nie będę się powtarzał.- burknąłem.

Po kilkunastu minutach ktoś zaczął dobijać się do pokoju. Usłyszałem jak Rafaell walnął się ręką w czoło. Ktoś miał idealne wyczucie czasu.
-Obiecaliście...- jęknęła Maya.
-Tak. Więc idę dorwać tych durni co cię znowu wybudzili.- odpowiedziałem przeładowując broń. Od razu mój pan włączył lampkę i wymigał
"Przestań. Pewnie jej szukają."
-Niech ci będzie.- zgodziłem się niechętnie. Rafaell znowu spróbował uśpić małą, ale to była Syzyfowa praca.
Za drzwiami stała para państwa boskich z ekipą.
-Wszystko jest w porządku.- oznajmiłem bez emocji.
-Czyli Maya jest u was, tak?- zapytała nie dowierzając Inez.
-Tak ale jak ją znowu ktoś obudzi to obiecuje, że wyjdzie z całym magazynkiem amunicji w miejscu o którym nawet nie wiedzieliście, że istnieje.- westchnęła.- Nie wierzysz to zobacz.- otwarłem drzwi a oczom naszych gości ukazał się Rafaell z Mayą w ramionach. Kołysał ją gładząc po włosach.- Coś jeszcze? Bo jak wiecie prawo do snu ma każdy, a wy tą małą go właśnie pozbawiliście.
-To my pójdziemy.- powiedziała dziewczyna z nutą psychopatyczną w oczach i w czwórkę odeszli. Zostali państwo boscy i jakaś kotołaczka czy coś.- Wchodzicie czy ma tak zimno lecieć, hę?-zapytałem. Usłuchali.
-Maya gdzieś ty poszła?-zapytała kotołaczka z troską w głosie. Jednak Maya nie puszczała Rafaella z objęć.


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Izozteka

Zabawa z Reiną to coś wspaniałego! Blar już dawno nie był tak sponiewierany. Ale coś nie dawało mi spokoju, i wcale nie chodziło o sumienie. To było coś głębokiego, coś czego nie czułam odkąd znikła rodzina…. By się tego uczucia pozbyć powiedziałam:
-Chodźmy, poznam was z moimi znajomymi: Inez i Alexem. Później możemy jeszcze wstąpić do innych, ale nie wiem czy ich spotkamy tam, gdzie spotkać byśmy ich chciały.
-Prowadź mentorko! – odparła dziarsko Reina, a Blar i Acrux poszli za nami bez słowa.
Do pokoju Inez nie było daleko, więc nawet nie miałyśmy czasu się rozgadać. Przed wejściem spotkałyśmy jakiegoś anioła o czarnych skrzydłach, wyraźnie nie był w humorze i to mnie zmusiło do podejrzeń, że Inez też nie będzie. Ale łubu dubu i jednak była w humorze! To znaczy, próbowała nie pokazywać jak bardzo ktoś ją wytrącił z równowagi i ja to szanowałam, ( jeśli o czymś takim jak „szacunek” można mówić w moim wypadku).
-Hej, Izo – zaczęła w miarę radośnie. – Przedstawisz mi swoją podopieczną?
-Jasne! To jest… - i zwyczajowo podopieczna mi przerwała.
-Jestem Reina, a to mój sługa, Acrux.
-Miło was poznać. – I zapanowała trochę nie zręczna cisza, którą przerwał donośny dziecięcy głosik:
-Inez, nie wiesz gdzie się podziała Maya? – To była ta dziewczynka, Eve, którą uratowaliśmy dzięki wspaniałemu Śniegowi i wspaniałej Śnieżynce.
-Nie ma jej w pokoju? – zdziwił się Alex.
Przyglądnęłam się dziewczynce i doszłam do wniosku, że jest kotołakiem. Skąd taki wniosek? A z tego, że miała kocie uszy i ogon. No i z tego, że przyplątały się za nią wszystkie cztery koty z mojego stadka.
Nie zważając na nic stanęłam przed małą i kucnęłam, tak, że nasze twarze były na tej samej wysokości. 
-Wiesz mała, że to moje kociaki pomogły cię uratować? Bez Śniega i Śnieżynki nie byłoby cię tu, a co najmniej nie tak szybko.
-Powiedziały mi już – odparła poważnie dziewczynka, a ja zerknęłam na Kota. Ten się szczerzył i jakby mówił „tak, to kotołak”.
-Czyli się nie pomyliłam, jesteś kotołakiem. Ja jestem Izo, to Blar mój sługa, a to Reina i Acrux jej sługa. A teraz chodźmy poszukać Mayi - powiedziałam wstając i wyciągając rękę do dziewczynki. Ta o dziwo ją złapała i wszyscy wyszliśmy z pokoju w poszukiwaniu Mayi.