wtorek, 23 lipca 2013

Osai

Oprowadzał nas po każdym zakątku kiedy moją uwagę przykuł błyszczący się element w oddali
- Co jest? - zapytała Esme.
Zignorowałam ją i podeszłam do światełka i schylając się, podniosłam bransoletkę z trawy.
- Co to? - zapytała ponownie Esme.
Kiedy odwróciłam bransoletkę zobaczyłam napis "Always Together Forever". Coś mi to mówiło, ale nie mogłam sobie przypomnieć co. W pewnym momencie moje serce stanęło, a ja upadłam na ziemię na kolana, łapiąc się z głowę
- Osi wszystko dobrze?! - pisnęła Esme, podbiegając do mnie. 
Nie mogłam nic wykrztusić. Podałam bransoletkę Esme, a ta także zesztywniała
- O co chodzi? - zapytał Alexander 
Powoli wstałam, nie mogłam już dłużej ukrywać emocji i po prostu rozbeczałam się, chowając zza drzewo obok.
- To bransoletka jej mamy... Kiedyś ją nosiła, a teraz jej mama... - głos Esme się załamał, wstając zza drzewa wyrwałam bransoletkę z jej rąk
- Nie mów tego na pewno się domyśla. - burknęłam i założyłam bransoletkę na swoją rękę.

(Alexander?)

Alexander

- Jasne – powiedziałem z uśmiechem, ale spoważniałem natychmiast gdy spojrzałem na opierającą się o ścianę Osai, która nagle zrobiła się bardzo blada – Wszystko w porządku Osai? – zapytałem zaniepokojony – Może lepiej odprowadzę Cię do pokoju, a zwiedzanie odłożymy na później? – zaproponowałem
- Nie – zaprotestowała dziewczyna, hardo podnosząc głowę
- Osai... – zaczęła niepewnie Esme, która chyba też spostrzegła to co ja bo miała zmartwioną minę
- Nie idę do pokoju – warknęła Osai – Nie chcę na razie być sama
Dziewczyny patrzyły na siebie twardo przez dłuższą chwilę. W końcu przerwałem ciszę.
- Dobrze, Osai – powiedziałem z westchnieniem – Będzie jak chcesz. Chodźcie.

(Osai? Esme?)

Osai

- Po co tak wariujesz Osai - burknęła Esme, krzyżując ręce
- A ja wiem...- mruknęłam i usiadłam przy ścianie - Czuje się jakby wszystko zdarzyło się wczoraj. Esme nigdy tego nie zapomnę - warknęłam.
Esme podeszłą i usiadła obok mnie
- To co było się nie odstanie Osi - próbowała mnie pocieszyć
- I właśnie to mnie zabija od środka - mruknęłam
- Nie mogłaś wtedy nic zrobić byłaś młoda - powiedziała szybko
- Zapomnijmy o tym, jasne? Nie mam ochoty gadać o tym i to jeszcze tutaj - burknęłam.
-Alexander to co oprowadzisz nas? - zapytała Esme, wstając z ziemi.
Wstałam powoli i oparłam się o ścianę.

(Alexander?)

Osai - wspomnienia

Siedziałam razem z Esme w ciszy w pokoju kiedy wzięłam swój notatnik i zaczęłam bazgrać różne rzeczy. Przypomniała mi się rodzina....wspólne chwile, wspomnienia...Walnęłam się w głowę ręką żeby o tym wszystkim zapomnieć
- Wyluzuj Osai - mruknęła Esme
- Nie, nie wyluzuję - burknęłam
- Co się znowu dzieje? Cały czas tylko narzekasz i naskakujesz na innych np. na mnie...- wymamrotała
- Wszystko zdaje się jak by było wczoraj, dalej mam to wszystko przed oczami... te wspomnienia czy ten dzień - powiedziałam przez zaciśnięte zęby
- Więc po co dalej o tym myślisz? - wywróciła oczami.
Gwałtownie podniosłam się z łóżka, rzucając rzeczy na ziemię.
- Esme, ile lat już tkwię w tym wszystkim....- warknęłam, zaciskając pięść.
Cała moja twarz zrobiła się czerwona z gniewu.
- Dużo - jęknęła, zwijając się w kłębek
- Jak mam o tym zapomnieć, co?! Ty masz rodzinę, ale odeszłaś razem ze mną. Możesz do nich wrócić nawet teraz.. ale ja nie nie mogę już nic zrobić - wrzasnęłam - Nigdy tego nie zrozumiesz, nikt nie zrozumie - usiadłam z powrotem na łóżku, chwytając się za głowę.
- Wiem, że nie zrozumiem, ale musisz przestać żyć przeszłością Osi - powiedziała szybko, podchodząc trochę w nerwach do mnie.
- Nie przestanę, co mam innego robić? Tylko leżę albo tu albo na polu i tak w kółku......-wymamrotałam pod nosem...

CDN




poniedziałek, 22 lipca 2013

Inez

Siedziałam w sekretariacie nad stosem papierzysk. Miałam pełne ręce roboty bo do szkoły przybyło sporo nowych uczniów. Musiałam każdemu przydzielić pokój, klasę i mentora. Jednak zdawałam sobie sprawę, że oprócz tego czeka mnie jeszcze inne, trudniejsze zadanie. Trzeba było bowiem ogarnąć wszystko co się działo w szkole i przywrócić ją do normalności. Wiedziałam, ze nawet z pomocą przyjaciół nie do końca mi się to uda. Nikt bowiem nie miał takiej mocy żeby wskrzesić zmarłych, a ta szkoła bez Rafaella nigdy nie będzie taka sama….
Westchnęłam ponuro, przerzucając uczniowskie teczki. „To nie ma sensu” pomyślałam „Nie mogę wciąż tego rozpamiętywać. Teraz najważniejsze jest żeby zająć się Mayą...”
Moje rozmyślania przerwało głośne pukanie do drzwi. Zanim zdążyłam choćby wstać do pokoju wpadła Eve.
- Inez! Chodź szybko! – wołała już od progu
- Po co? Co się dzieje? – zaniepokoiłam się
- Chodź, to sama zobaczysz! – odpowiedziała, ale ja tym razem nie miałam ochoty na zagadki czy niespodzianki. Nie po tym co się ostatnio działo…
Podeszłam do dziewczynki, kucnęłam i spojrzałam jej prosto w oczy.
- Eve, proszę powiedz o co chodzi – powiedziałam spokojnie, ale stanowczo
- Rafaell żyje! – zawołała i rozpromieniona rzuciła mi się na szyję
Zaskoczona na moment straciłam równowagę i obie z małą znalazłyśmy się na podłodze. Nie zwróciłam na to jednak większej uwagi bo zajmowały mnie dwie rzeczy. Po pierwsze zachowanie kotołaczki, która jeszcze nigdy się do mnie nie przytuliła. Ba! Zazwyczaj trzymała się na dystans i to nie tylko ode mnie, ale od nas wszystkich, a teraz… Zresztą to nie było aż takie ważne. Najważniejsza była druga sprawa. Rafaell żyje! Ale jak? Przecież to niemożliwe….!
- Eve, jak to się stało? – wydusiłam zszokowana – Jakim cudem…?
- Nie mam pojęcia – przerwała mi dziewczynka – Maya chyba wie. Próbowała mi tłumaczyć, ale nie do końca zrozumiałam więc…
- Dobrze, już nie ważne – powiedziałam z promiennym uśmiechem – Gdzie on jest?
- W pokoju Rozalie – odparła – Są tam też Ro, Leo i reszta
Po tych słowach wstałam i pomogłam małej się podnieść po czym poprosiłam:
– Zaprowadź mnie do nich
- W porządku – powiedziała mała, a potem razem wybiegłyśmy z sekretariatu.
Kiedy tak biegłyśmy do pokoju Ro zza jednego z zakrętów wyłoniła się nagle jakaś dziewczyna, pędząca prosto na mnie. Spróbowałam się zatrzymać, albo chociaż zejść jej z drogi żeby nie dopuścić do zderzenia, ale mi się nie udało i po chwili obie wylądowałyśmy na posadzce.
- Uważaj jak chodzisz! – warknęła wściekle nieznajoma
- I vice versa – odparłam spokojnie, wstając i podając jej rękę – Jesteś nowa? – zapytałam
- Tak, a bo co? – burknęła zaczepnie, ale przyjęła pomoc
- Bo nigdy wcześniej Cię tu nie widziałam – wyjaśniłam krótko
- A niby czemu miałaś mnie wiedzieć? Kim ty jesteś żeby…?!
- Nazywam się Inez – przerwałam jej cicho – Jestem przewodniczącą szkoły, a ty jesteś…?- urwałam bo nagle rozległo się wołanie:
- Osai! Poczekaj!
Obie odwróciłyśmy się zaskoczone i zobaczyłyśmy kolejną dziewczynę.
- Oj, widzę, że przeszkadzam – powiedziała nowoprzybyła lekko zadyszana
- Tsa… masz niesamowite wyczucie czasu Esme – odparła moja rozmówczyni
- No to, może skoro już tu jestem to mnie przedstawisz?
- Sama się jeszcze nie zdążyłam przedstawić bo Ciebie tu przywiało – warknęła dziewczyna po czym zwróciła się do mnie – Jak już słyszałaś nazywam się Osai, a to jest Esme, moja towarzyszka
- Miło mi – uśmiechnęłam się i w tej chwili mi się coś przypomniało – Dobrze, że udało nam się spotkać
- Niby czemu? – zdziwiły się dziewczyny
- Bo jestem twoją mentorką – wyjaśniłam, zwracając się do Osai
- Mentorką? – dziewczyna uniosła brwi – Po co mi mentorka?
- Zaraz Ci wszystko wyjaśnię, ale muszę jeszcze coś załatwić więc może… - zaczęłam, ale urwałam bo na horyzoncie pojawił się Alex
- Może co? – zapytała Esme
- Będzie drobna zmiana planów – powiedziałam z uśmiechem – Ja jak mówiłam muszę cos załatwić więc zajmie się wami mój towarzysz. Pokaże wam co i jak
- Twój towarzysz? – zdziwiła się Osai – A kto to jest?
- Ja – odezwał się anioł
Zauważyłam, że dziewczyny zrobiły bardzo dziwne miny, ale nie miałam czasu żeby z nimi zostać i zapytać o co chodzi.
- No to do zobaczenia! - pożegnałam się szybko i odeszłam z Eve u boku.
Kiedy tylko stanęłyśmy przed drzwiami pokoju Ro, wiedziałam, że jest tam sporo ludzi i straszny rozgardiasz. Westchnęłam i pomyślałam, że nadeszła właściwa pora żeby to wszystko ogarnąć.
Eve zapukała, ale było tak głośno, że nikt jej nie usłyszał. Bez wahania złapałam za klamkę i jak burza wpadłam do pokoju, mała podążała tuż za mną.
Kiedy tylko weszliśmy podjechała do nas Rozalie.
- Gdzie jest Rafaell? – zapytałam, zanim zdążyła się odezwać
- W drugim pokoju – odparła, a kiedy niezwłocznie się tam skierowałam, dodała nieśmiało – Inez…
- Hm? – mruknęłam, nie odwracając się
- Jest tu jakiś nowy chłopak, który na Ciebie czeka
- Zaraz się nim zajmę Ro – powiedziałam cicho – Ale najpierw chcę zobaczyć… Rafaell! - zawołałam półgłosem na widok przyjaciela, wtulonego w Mayę na małym łóżku
Chłopak poruszył się i spojrzał na mnie. Oczy miał całkiem białe, ale poza tym wszystko było z nim w porządku.
- Rafaell, tak się cieszę, że znów Cię widzę – szepnęłam, a po policzku spłynęła mi samotna łza.
„Ja też się cieszę” – wymigał wolną ręką bo drugą wciąż obejmował śpiącą słodko Mayę – „Wiesz może gdzie się podział Leo?” – zapytał – „Chciałbym jak najszybciej znaleźć się w naszym pokoju. Tam jest spokojniej”
- Zaraz go znajdę – obiecałam
Zapach gofrów bezbłędnie zaprowadził mnie do kuchni gdzie Leo krzątał się rozpromieniony. Nigdy go takim nie widziałam, ale bardzo mi się podobał w tej odsłonie.
- Rafaell Cię szuka – powiedziałam kiedy na mnie spojrzał – Chce wracać do siebie
- W porządku – powiedział Leo – Już wcześniej chciałem go tam zabrać, ale czekałem na Ciebie i resztę zgrai.
- Jak wspaniałomyślnie – zauważyłam choć wiedziałam dlaczego to zrobił.
Po prostu nie chciał żeby ci wszyscy ludzie pałętali się po jego własnym pokoju.
- Tsa… - mruknął łowca, a ja zaśmiałam się cicho – Skończyłem już gofry
- Świetnie – powiedziałam, nadal się uśmiechając – Zanieśmy je więc Rafaellowi, a potem pójdziemy do waszego pokoju
- Pójdziecie? – mina Leo wyraźnie zrzedła
- Tak, pójdziemy – odpowiedziałam rozbawiona – Ja, Maya i Eve
- Ahh… dobra – łowca odetchnął z ulgą – Myślałem, ze chcesz wziąć tą całą hałastrę….
- Chodź, nie gadaj – przerwałam mu
Wzięliśmy gofry i razem wróciliśmy do pokoju w którym leżał Rafaell. Kiedy weszliśmy Maya akurat się przebudziła więc Rafaell mógł spokojnie usiąść i zjeść. Zresztą dla Mayi też wystarczyło.
Kiedy już oboje zjedli zarządziłam powrót do pokoju chłopaków. Leo podparł ramieniem Rafaella, który był jeszcze trochę osłabiony, a ja wzięłam na ręce wyczerpaną Mayę.
Zanim doszliśmy do pokoju Rafaella mała znowu mocno zasnęła. Chciałam zanieść ją do jej pokoju, ale Rafaell się uparł, żeby została u nich.
„Zajmę się nią” – obiecał – „Obojgu nam przyda się odpoczynek i trochę wspólnego czasu”
Zgodziłam się i zaniosłam Mayę do pokoju chłopaków gdzie ułożyłam ją wygodnie na jednym z łóżek. Rafaell położył się koło niej i objął tak jak poprzednio.
Postanowiłam im nie przeszkadzać więc wymknęłam się chyłkiem z pokoju. Jak się okazało w moje ślady poszła Eve.
- Czemu nie zostałaś przy Mayi? – zapytałam ją
- Bo jest pod dobrą opieką – odparła rozsądnie – Poza tym jest tak zmęczona, że prędko się nie obudzi, a ja chcę Ci pomóc – dodała, zaskakując mnie
- Dobrze, chodźmy – zgodziłam się z uśmiechem
Wróciłyśmy do pokoju Rozalie.
- Czy ten chłopak wciąż na mnie czeka? – zapytałam dziewczynę
- Yhy i strasznie przy tym marudzi – mruknęła
- Wytrzymaj jeszcze chwilę – poprosiłam – Zaraz go stąd zabiorę, ale najpierw muszę cos napisać
Wzięłam kartkę i długopis po czym usiadłam przy kuchennym stole i napisałam.

Przez wydarzenia ostatnich dni nasza szkoła bardzo ucierpiała i teraz trzeba ją przywrócić do normalności. Nie dam rady zrobić tego sama więc proszę o pomoc wszystkich uczniów. Powstaną cztery sekcje, które będą działać aż do odwołania. Niech każdy zapisze się do odpowiadającej mu grupy:
Sekcja 1 będzie zarządzana przez Leonardo
*Uczniowie mają zabijać niedobitki wroga, który może się ukrywać na terenie szkoły. Mają też za zadanie uzupełnić zapasy broni i ochronnych eliksirów.
Sekcja 2 będzie zarządzana przez Alexandra
* Uczniowie, a zwłaszcza ich towarzysze będą się zajmować rannymi i chorymi zarówno ludźmi jak i zwierzętami.  
Sekcja 3 będzie zarządzana przez Rozalie
* W tej grupie uczniowie sprzątają i ogarniają szkołę. 
Sekcja 4 zarządzana przez Cavaliadę
* Uczniowie mają za zadanie zadbać o konie i stajnie, a oprócz tego są do dyspozycji Cavaliady i mają jej pomagać w przygotowaniach do Wyścigu Śmierci
Zapisy przyjmowane są u mnie i u Cavaliady.

                                                                                          Dziękuję za uwagę
                                                                            Przewodnicząca Szkolnej Rady
                                                                                              Inez Casella
                                                                           

Kiedy skończyłam, wstałam i podałam kartkę Eve.
- Przypnij to na tablicy ogłoszeń – poprosiłam
Mała kiwnęła głową i wybiegła z pokoju. Ja tymczasem wróciłam do pokoju gdzie na kanapie półleżał nieznajomy chłopak.
- Witaj. Jestem Inez. Podobno na mnie czekasz – powiedziałam, uśmiechając się ciepło
- Część, jestem Felix – przedstawił się, wstając z kanapy – Szukam swojego mentora, a tamta dziewczyna na wózku powiedziała, ze ty będziesz wiedzieć kim on jest
- Felix… - zastanowiłam się przez chwilę – Twoim mentorem jest Rafaello – powiedziałam w końcu
- Zaprowadzisz mnie do niego? – zapytał, a ja się skrzywiłam, wyobrażając sobie reakcję Leo gdybym w takiej chwili przyprowadziła gościa
- To nie jest dobry moment na wizytę – powiedziałam szybko – Rafaell jest chwilowo zbyt zmęczony by się tobą zająć. Ostatnio przeszedł ciężkie chwile – wyjaśniłam, nie wdając się w szczegóły
- No dobra, to co ja mam teraz robić? – zapytał chłopak – Nie mam mentora więc…
- Masz mentora – przerwałam lekko poirytowana – Tyle, że chwilowo ja go zastąpię. Chodź za mną to pokażę Ci szkołę – poleciłam, wychodząc z pokoju.

(Felix?)

Chris

Zakręcony chłopak ze słuchawkami w uszach… Tak to ja. W nikomu nieznanych okolicznościach dotarłem tutaj, na tereny szkoły i w końcu do akademika. Ktoś wskazał mi pokój nr 77, więc długo nie czekając na skrzata ruszyłem ku schodom i zacząłem po nich iść ku wyznaczonemu piętru do wyznaczonego pokoju, jednak mój sługa nie miał takiego zapału do chodzenia po schodach, w ogóle mu się nie podobał pomysł by tu iść, w o wiele bardziej wolał życie jakie wcześniej prowadziliśmy, jednak ja chciałem zmiany i m.in dlatego tu trafiliśmy…
- Devin, ruszaj się! - rozkazałem skrzatowi, który dopiero dotarł ku schodom, a ja byłem już na klatce - Devin! - krzyknąłem gdyż lenistwo sługi już mnie nieźle wkurzyło.
- Co ciebie dzisiaj ugryzło, że tak wrzeszczysz Chris?! - oburzył się Devin i nie zamierzał przyśpieszyć. Ja jednak nic nie odpowiedziałem. Milcząc, szedł dalej.
W końcu dotarłem pod drzwi pokoju nr 77, a skrzat przeteleportował się, obrawszy łatwiejszą drogę niż to męczące człapanie po schodach. Jednak coś się stało.
Stojąc tak pod drzwiami zacząłem gorączkowo szukać klucza.
- O kurcze! – powiedziałem kiedy go nie znalazłem
- Hahaha kaleka, zgubił kluczyk haha - śmiał się skrzat i zaczął wesoło podskakiwać, wyśpiewując te słowa.
- Oddawaj! – rozkazałem słudze, długo go znałem i doskonale wiedziałem co zrobił.
- Ale co takiego? Nic nie zabrałem - zaczął wybraniać się skrzat i robił maślane oczy.
- Tsaa bo ciebie nie znam – przewróciłem oczami -Dawaj albo dostaniesz!
Skrzat widząc moją złość, bez zwlekania oddał posłusznie klucz.
W pokoju zastaliśmy idealnie czyste miejsce; łóżko zaścielone, okno umyte, dywan odkurzony, tam gdzie było widać to i panele wypolerowane. No po prostu było super.
*Wow* pomyślałem, siadając na pierwszym lepszym krześle. Rzuciłem w kąt swą torbę z rzeczami i rozejrzałem się po pomieszczeniu.
- Fuu! ale czysto - oburzył się skrzat, raczej gustował w brudnych miejscach.
- Przestań już grymasić – skarciłem go
- Tak, bo to tylko ja grymaszę, to ty ciągle ostatnio masz jakieś humory - odpowiedział sługa.
- Chociaż w sumie mogło by być bardziej czarno... ta biel razi w oczy – dodałem po chwili cichym głosem
- Yhy, wszystko na czarno, ubrania czarne, fryzurka czarna to pokój może być biały.
- No jak na razie musi, może kiedyś to zmienisz... - rzekłem i przypomniałem sobie o tym, że przecież Devin świetnie czaruje.

CDN

niedziela, 21 lipca 2013

Osai

- Tsa..... gościna - burknęłam pod nosem, zgarniając gitarę
- Nie przesadzaj już na każdego patrzysz takim surowym wzrokiem - burknęła Esme
- Nie na każdego - uśmiechnęłam się
- Jasne.....- zaśmiała się Esme.
- Dobra Esme mamy sprawy do załatwienia - powiedziałam szybko
- Niby jakie – burknęła, patrząc na mnie surowym wzrokiem
- Niby takie, że musimy rozebrać cały motor, sprzedać części, a potem popracować i kupić nowy - mruknęłam
- Po co ci motor jak i tak jeździsz na mnie? - prychnęła
- Tak tak, ale czasem mam własne sprawy i nie potrzebuję ciebie.....- wstrzymałam się na chwilę - Teraz też nie musisz mi pomagać sama wszystko zrobię nie potrzebuje tej twojej marnej pomocy - wrzasnęłam i wychodząc na korytarz pobiegłam w pierwszą lepszą stronę.