Kiedy Rafaell wszedł do pokoju miał
dziwną minę. Gdy tylko ją zobaczyłem, wiedziałem, że po prostu jest
zmęczony i jednocześnie zadowolony, że zastał ciepłą kolację. Jednak
zanim doszedł do kuchni, komuś zachciało się pukać do drzwi.
-Ja się tym zajmę.- walnąłem z uśmiechem.
"Nie. Jak ty się czymś zajmujesz to zaś jest gorzej." odparł i otworzył drzwi.
-Rafaell!- krzyknęła jakaś dziewczynka i wtuliła się w niego. Jeszcze tej małej brakowało.
Chłopak wziął ją na ręce i posadził na łóżku. Potem wyszukał tablet i
zaczęli rozmawiać. Ja udałem się do kuchni aby im nie przeszkadzać.
Mogłem zjeść kolacje w spokoju. Na razie...
Gdy skończyłem i wróciłem do pokoju zastałem dziwny "obrazek". Rafaell
siedział, trzeba przyznać, że ledwo ale siedział i trzymał małą w
ramionach próbując ukołysać do snu. Mała jednak spała płytko i
jakikolwiek dźwięk budził ją z powrotem.
Usiadłem więc cicho na fotelu i dalej się przyglądałem. Wiedziałem, że
chłopak miał podejście do dzieci ale nie spodziewałem się, że aż takie.
Mała była ufna ale kilka osób traktowała niemal jak rodzinę.
Gdy w końcu mała spała na łóżku Rafaell wymigał.
"Sorki ale przeszła mi ochota na jedzenie."
-Spoko. Co ją tu sprowadziło?
"Po prostu zły sen."
-Aha.
"Daj spokój. Dużo przeszła. Rozumiem ją."
-Zostaje na noc?- zapytałem ignorując jego wcześniejszą wypowiedź.
"Zostanie."
-No to idę po koc i zsunę sobie fotele.
"Nie musisz. Mała mnie nie puści." spojrzał na dłoń małej kurczowo trzymającą się jego ubrania.
-Spoko.- prychnąłem rozbawiony.- Dobranoc Pani Niania.
"Dureń."wymigał i położył się obok małej Ta gdy tylko to wyczuła, to wtuliła się w niego jak w pluszowego misia.
Po jakiejś godzinie mała się przebudziła i usiadła spłoszona na łóżku.
Chcąc nie chcąc wszystko oglądałem, bo ciekawiło mnie co mała wymyśli.
Nie zgasili lampki więc nawet nie musiałem skupiać wzroku. Śmiać mi się
chciało, widząc naiwności dzieci, jak także mdliło mnie na myśl
wykorzystywania ich. No bo przecież dzieci nie są w stanie przynieść
tyle frajdy co znęcanie się nad dorosłymi...
-Rafaell?-zapytała drżącym głosem. Chłopak usiadł i przetarł oczy
dłonią.- Ale obiecujesz, że tu mnie nie skrzywdzi?-Rafaell przytaknął
skinieniem głowy. Mała była jednak niezdecydowana a on wymęczony. Dużo
nerwów kosztuje go ostatnio ta buda. Postanowiłem mu pomóc.
-Nic cię nie dorwie, bo prędzej ja to coś załatwię.-walnąłem nie
zmieniając pozycji.- A teraz śpij.- Maya popatrzyła na mnie zdziwiona
zgasiła lampkę i położyła się.
-Na pewno?- zapytała niedowierzającym głosem.
-Nie będę się powtarzał.- burknąłem.
Po kilkunastu minutach ktoś zaczął dobijać się do pokoju. Usłyszałem jak
Rafaell walnął się ręką w czoło. Ktoś miał idealne wyczucie czasu.
-Obiecaliście...- jęknęła Maya.
-Tak. Więc idę dorwać tych durni co cię znowu wybudzili.- odpowiedziałem
przeładowując broń. Od razu mój pan włączył lampkę i wymigał
"Przestań. Pewnie jej szukają."
-Niech ci będzie.- zgodziłem się niechętnie. Rafaell znowu spróbował uśpić małą, ale to była Syzyfowa praca.
Za drzwiami stała para państwa boskich z ekipą.
-Wszystko jest w porządku.- oznajmiłem bez emocji.
-Czyli Maya jest u was, tak?- zapytała nie dowierzając Inez.
-Tak ale jak ją znowu ktoś obudzi to obiecuje, że wyjdzie z całym
magazynkiem amunicji w miejscu o którym nawet nie wiedzieliście, że
istnieje.- westchnęła.- Nie wierzysz to zobacz.- otwarłem drzwi a oczom
naszych gości ukazał się Rafaell z Mayą w ramionach. Kołysał ją gładząc
po włosach.- Coś jeszcze? Bo jak wiecie prawo do snu ma każdy, a wy tą
małą go właśnie pozbawiliście.
-To my pójdziemy.- powiedziała dziewczyna z nutą psychopatyczną w oczach
i w czwórkę odeszli. Zostali państwo boscy i jakaś kotołaczka czy coś.-
Wchodzicie czy ma tak zimno lecieć, hę?-zapytałem. Usłuchali.
-Maya gdzieś ty poszła?-zapytała kotołaczka z troską w głosie. Jednak Maya nie puszczała Rafaella z objęć.
wtorek, 15 stycznia 2013
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Izozteka
Zabawa z Reiną to coś wspaniałego! Blar już dawno nie był tak sponiewierany. Ale coś nie dawało mi spokoju, i wcale nie chodziło o sumienie. To było coś głębokiego, coś czego nie czułam odkąd znikła rodzina…. By się tego uczucia pozbyć powiedziałam:
-Chodźmy, poznam was z moimi znajomymi: Inez i Alexem. Później możemy jeszcze wstąpić do innych, ale nie wiem czy ich spotkamy tam, gdzie spotkać byśmy ich chciały.
-Prowadź mentorko! – odparła dziarsko Reina, a Blar i Acrux poszli za nami bez słowa.
Do pokoju Inez nie było daleko, więc nawet nie miałyśmy czasu się rozgadać. Przed wejściem spotkałyśmy jakiegoś anioła o czarnych skrzydłach, wyraźnie nie był w humorze i to mnie zmusiło do podejrzeń, że Inez też nie będzie. Ale łubu dubu i jednak była w humorze! To znaczy, próbowała nie pokazywać jak bardzo ktoś ją wytrącił z równowagi i ja to szanowałam, ( jeśli o czymś takim jak „szacunek” można mówić w moim wypadku).
-Hej, Izo – zaczęła w miarę radośnie. – Przedstawisz mi swoją podopieczną?
-Jasne! To jest… - i zwyczajowo podopieczna mi przerwała.
-Jestem Reina, a to mój sługa, Acrux.
-Miło was poznać. – I zapanowała trochę nie zręczna cisza, którą przerwał donośny dziecięcy głosik:
-Inez, nie wiesz gdzie się podziała Maya? – To była ta dziewczynka, Eve, którą uratowaliśmy dzięki wspaniałemu Śniegowi i wspaniałej Śnieżynce.
-Nie ma jej w pokoju? – zdziwił się Alex.
Przyglądnęłam się dziewczynce i doszłam do wniosku, że jest kotołakiem. Skąd taki wniosek? A z tego, że miała kocie uszy i ogon. No i z tego, że przyplątały się za nią wszystkie cztery koty z mojego stadka.
Nie zważając na nic stanęłam przed małą i kucnęłam, tak, że nasze twarze były na tej samej wysokości.
-Wiesz mała, że to moje kociaki pomogły cię uratować? Bez Śniega i Śnieżynki nie byłoby cię tu, a co najmniej nie tak szybko.
-Powiedziały mi już – odparła poważnie dziewczynka, a ja zerknęłam na Kota. Ten się szczerzył i jakby mówił „tak, to kotołak”.
-Czyli się nie pomyliłam, jesteś kotołakiem. Ja jestem Izo, to Blar mój sługa, a to Reina i Acrux jej sługa. A teraz chodźmy poszukać Mayi - powiedziałam wstając i wyciągając rękę do dziewczynki. Ta o dziwo ją złapała i wszyscy wyszliśmy z pokoju w poszukiwaniu Mayi.
Reina
Od razu spodobała mi się ta dziewczyna.
Nawet nie mówię o jej uśmiechu, który skojarzył mi się z mamusią.
Straszna kobieta to była, oj, okropna psychopatka. Zjadała kurczaki,
zanim się je oskubało. No cóż, prawa wsi.
Dłuższą chwilę żywo gadałyśmy, idąc właściwie bez celu. Acrux nie odzywał się zupełnie.
-On tak zawsze?-spytała mnie w pewnym momencie Izo.
-Taa.-odparłam. -Zaczyna mówić dopiero wtedy, kiedy mam zamiar zrobić coś głupiego. No i nie bardzo ludzi lubi. Dlatego nie zdziw się, jeżeli nie będzie chciał z nikim wcale słowa zamienić... Z kim ja muszę pracować!
-Obgadujecie mnie?-nieoczekiwanie sługa przerwał rozmowę swoim przyjemnym głosem.
-A skąd. Wiesz co, smoczku ty mój, lepiej idź sprawdzić, czy za rogiem cię nie ma. To rozkaz.
Na potwierdzenie tych słów dźgnęłam go patykiem, wyciągniętym nie wiadomo skąd. Podniósł oczy do sufitu i skierował się w stronę zakrętu. Za mną mentorka cicho cichotała.
Niestety, do celu nie doszedł, bo zderzył się z człapiącym powoli, niebieskowłosym chłopakiem.
-Przepraszam.-mruknął Acrux.- Moja pani zmusiła mnie do sprawdzenia, czy nie ma mnie za rogiem.
Po zobaczeniu miny niebieskowłosego już nie powstrzymałam śmiechu. Chyba nie był świadomy mych sadystycznych zapędów.
-Witaj Blar. -uśmiechnęła się, już do granic słodko, Izo. - To mój sługa, a to podopieczna, R...
-Reina jestem, a to mój prywatny smok, Acrux. -przerwałam. - Miło poznać.
Zwróciłam się do mentorki, zanim rozmówca zdążył odpowiedzieć.
-Izo, zamienisz się? Ja dam ci smoczka, a ty mi swojego ślicznego...!
-Ja ci już nie wystarczam?-zapytał z wyrzutem Acru, chowając skrzydła.
-Za długo ci by nie posłużył... - wydawało mi się przez chwilę, że widzę diabła.
Mentorka wyciągnęła łuk. Ja zza bluzki miecz.
-Zawsze walę tępą stroną... Co z tego, że to miecz obusieczny! Nihihi!
Goniłyśmy Blara jakieś trzy minuty, dopóki mój sługa nas nie zatrzymał. W ciągu następnych kilku już zapomniałyśmy o całej sprawie. Spostrzegłyśmy również, że obiegłyśmy pewnie całą szkołę. Przystanęłyśmy na chwilkę, zmęczone. Już wtedy byłam pewna, że z Izo będę miała przednią zabawę.
-On tak zawsze?-spytała mnie w pewnym momencie Izo.
-Taa.-odparłam. -Zaczyna mówić dopiero wtedy, kiedy mam zamiar zrobić coś głupiego. No i nie bardzo ludzi lubi. Dlatego nie zdziw się, jeżeli nie będzie chciał z nikim wcale słowa zamienić... Z kim ja muszę pracować!
-Obgadujecie mnie?-nieoczekiwanie sługa przerwał rozmowę swoim przyjemnym głosem.
-A skąd. Wiesz co, smoczku ty mój, lepiej idź sprawdzić, czy za rogiem cię nie ma. To rozkaz.
Na potwierdzenie tych słów dźgnęłam go patykiem, wyciągniętym nie wiadomo skąd. Podniósł oczy do sufitu i skierował się w stronę zakrętu. Za mną mentorka cicho cichotała.
Niestety, do celu nie doszedł, bo zderzył się z człapiącym powoli, niebieskowłosym chłopakiem.
-Przepraszam.-mruknął Acrux.- Moja pani zmusiła mnie do sprawdzenia, czy nie ma mnie za rogiem.
Po zobaczeniu miny niebieskowłosego już nie powstrzymałam śmiechu. Chyba nie był świadomy mych sadystycznych zapędów.
-Witaj Blar. -uśmiechnęła się, już do granic słodko, Izo. - To mój sługa, a to podopieczna, R...
-Reina jestem, a to mój prywatny smok, Acrux. -przerwałam. - Miło poznać.
Zwróciłam się do mentorki, zanim rozmówca zdążył odpowiedzieć.
-Izo, zamienisz się? Ja dam ci smoczka, a ty mi swojego ślicznego...!
-Ja ci już nie wystarczam?-zapytał z wyrzutem Acru, chowając skrzydła.
-Za długo ci by nie posłużył... - wydawało mi się przez chwilę, że widzę diabła.
Mentorka wyciągnęła łuk. Ja zza bluzki miecz.
-Zawsze walę tępą stroną... Co z tego, że to miecz obusieczny! Nihihi!
Goniłyśmy Blara jakieś trzy minuty, dopóki mój sługa nas nie zatrzymał. W ciągu następnych kilku już zapomniałyśmy o całej sprawie. Spostrzegłyśmy również, że obiegłyśmy pewnie całą szkołę. Przystanęłyśmy na chwilkę, zmęczone. Już wtedy byłam pewna, że z Izo będę miała przednią zabawę.
Inez
- Tak, Tsukihime – potwierdził Kurochi – Ona jest w kiepskim
stanie i dobrze by było gdybyście postarali się jej unikać
- Unikać? A co ja niby robię, co? – zapytałam, a głos mi się
załamał. Żeby to ukryć zniżyłam głos do szeptu – Przecież od początku mnie nie
lubi, a ja od początku próbuję za wszelką cenę jej unikać. Myślisz, że ja lubię
jak się na mnie wydziera?
- Nie. No jasne, że nie – Kuro wyraźnie się zmieszał
- To może wytłumaczysz to Tsukihime? –zapytał Alex
- Nie wiem czy jest sens – powiedział Kuro – Teraz nic do
niej nie dotrze….
- No to próbuj do skutku! – uniósł się anioł – Spróbuj kiedy
już ochłonie! Ale zrób to tak żeby do niej dotarło. Rozumiem, że dziewczyna nie
miała łatwego życia, ale nie znaczy to, że ma tak traktować innych.
- Wiem - przyznał mu racje Kuro
- Spójrz na to w ten sposób – spróbowałam z innej strony –
Przecież ona jest przewodniczącą szkoły. To ją poznają uczniowie kiedy tu
przychodzą. Czy nie powinna być przykładem tolerancji? Czy nie chce żeby chodziło
tu jak najwięcej uczniów?
- Jasne, że chce – chłopak westchnął – Macie racje. Pogadam
z nią jak tylko trochę ochłonie, a na razie postaraj się żebyście na siebie nie
wpadały dobra?
- W porządku – zgodziłam się
- No to załatwione –
Kuro wyrażnie odetchnął, że się z nim nie kłócimy
- To my może już pójdziemy? – zapytał go Devi
- Ok – chłopak wstał i skierował się do wyjścia
- Odprowadzę was – zaproponował Alex
Ledwo zamknęły się za nimi drzwi usłyszałam szept mojego
anioła
- Słuchaj, nie chciałem tego mówić przy Inez bo by mnie uciszyła – zaczął – Ale jeśli ta twoja Tsukihime dalej będzie tak ją traktować to pójdę do dyrektora
- Słuchaj, nie chciałem tego mówić przy Inez bo by mnie uciszyła – zaczął – Ale jeśli ta twoja Tsukihime dalej będzie tak ją traktować to pójdę do dyrektora
- Wyluzuj facet przecież…- zaczął Kurochi
- Nie zamierzam wyluzować – przerwał mu Alex – Ty byś nie odpuścił
jeśli by chodziło o Tsukihime więc mi się nie dziw, że jestem w stanie dla Inez
zrobić wszystko – słowa anioła chyba trafiły Kurochiemu do gustu bo
odpowiedział mu z trochę większym szacunkiem
- Rozumiem cię i jeszcze raz obiecuję, że z nią pogadam –
powiedział, a potem usłyszałam jak odchodzi, a Alex wrócił do pokoju.
Kurochi
"Idź i załatw". Bo on myśli, że to tak łatwo. Ale nic nie powiedziałem. Wiedziałem, że lepiej, żeby posiedział teraz z Hime. Ja byłem dla niej zawsze kimś w rodzaju starszego brata, a z Sitrim wspólnie uciekała, żeby kraść jabłka w sadzie. Sitri z resztą zawsze zachowywał się bardziej jak dziecko i miał skłonności do infantylności. Co, w kontaktach z sześcioletnim dzieckiem zaowocowało.
- Idziesz ze mną? - spytałem Deviego. Chłopak był zupełnie załamany. - Hime nic nie będzie, a my musimy wyjaśnić wszystko z tymi zza ściany.
- Jesteś pewien, że powinienem iść? Pewnie poszła plota, że jestem tranwestytą i tak dalej.
- Dlatego lepiej to od razu wyjaśnić - odpowiedziałem spokojnie. Hime od dziecka ma... powiedzmy... trochę skrzywioną psychikę pod pewnymi aspektami. I tak radzi sobie wyjątkowo dobrze jak na człowieka, ale czasami przeszłość jest silniejsza od teraźniejszości. Zwłaszcza przeszłość z dzieciństwa. To co? Siedząc tutaj i udając, że cię nie ma nic nie zrobisz.
- No dobra... - zawahał się. Ale nie teraz.
- To znaczy?
- Pójdziemy przed świtem. Czar puści o 7.36, więc pójdziemy tak, żeby być ze 2-3 minuty wcześniej. Tak bedzie łatwiej chociaż jedno wyjaśnić, nie sądzisz?
- Jak chcesz. W takim razie powiem Sitriemu, żeby zajął się przez noc Hime - odpowiedziałem mu i na chwilę weszem do Świata Przekręconego.
"Zajmij się nią przez jakiś czas, my pójdziemy o świcie." wysłałem wiadoność bratu i wyszedłem.
- Wstajesz, czy będziesz udawał trupa? - spytał Devi. Popatrzyłem na niego rozespanymi oczami. Wciąż był w damskiej wersji.
- Jasne, jasne - wstałem, umyłem się i przebrałem szybko. Na zegarku migała 7.35, matko, idziemy, już! - pociągnąłem Deviego za sobą. Na całe szczęście pokój Inez był blisko. Zapukałem delikatnie do drzwi. Otworzył mi Alex.
- Możemy? - spytałem. - Ważna i dosyć pilna sprawa.
- Jasne - mruknął i wpuścił nas do środka. Nie za bardzo się zdziwiłem, widząc resztę gromadki w pokoju. - A ty co, na inną panienkę się już przestawiasz, czy to ten koleś? - zapytał anioł, chcąc zażartować. Wywołał jedynię irytację Deviego. Przytrzymałem chłopaka za ramię i pokręciłem lekko głową.
- Kiepskie kawały na potem. Teraz patrzcie - poleciłem. Devi wywrócił oczami i bez pytania rozsiadł się na fotelu. Z rozbawieniem zauważyłem na wpół zdziwioną, na wpół oburzoną minę Inez z domieszką czegoś, czego nie do końca byłem pewny. Nie musieliśmy czekać długo, gdy Devi "spikselizował się" i zmienił w dzienną, męską postać.
- No, to tyle, jeśli chodzi o tranwestyty, pedałów, schizolów, pedobearów i innych degeneratów - skwitował w końcu Devi. - To kto jeszcze uważa, że jestem nienormalny? - spytał cynicznie. Odpowiedziało mu milczenie. Byłem prawie pewny, że słyszę w oddali głos świerszczy.
- Czyli sprawa Deviego rozwiązana. Kto jeszcze będzie jakieś dziwne rzeczy wymyślał, temu osobiście wymyślę roboty społeczne na najbliższe sto lat. A teraz druga sprawa, zdecydowanie bardziej drażliwa.
- Tsukihime? - spytała Inez. Próbowała ukryć irytację w głosie, ale nie udało jej się to.
Maya
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się zdezorientowana. Byłam znowu w tym okropnym lesie, ale jak ja się tu znalazłam?
W tym momencie usłyszałam jakiś szelest w krzakach za moimi plecami. Wystraszona szybko się odwróciłam i już nic więcej nie udało mi się zrobić. Strach całkowicie mnie unieruchomił. Strach przed nim… przed Liamem.
Czarownik wyszedł zza jednego z ogromnych drzew i uśmiechnął się do mnie paskudnie.
- No proszę! Kogo ja widzę! – wykrzyknął – Maya! A ja się tak o ciebie martwiłem! – podszedł bardzo blisko i pogłaskał mnie po policzku.
- Nie dotykaj mnie – wyszeptałam, cofając się o krok – Nie martwiłeś się o mnie. Nasłałeś na mnie potwora!
- Mówisz o trollu? – zapytał, przysuwając się do mnie i cały czas dotykając mojej twarzy – On miał was tylko do mnie doprowadzić. A właśnie jeśli już o to chodzi…. – przerwał na moment, a w jego oczach zapłonął gniew – Uciekłyście mi. Ty i ta twoja przyjaciółeczka…. Ale to się już nie powtórzy… prawda? – cofałam się przez cały czas kiedy mówił, ale nic to nie dawało bo on przysuwał się jednocześnie. Kiedy więc przerwał i czekał na odpowiedź uznałam, że muszę uciekać i to już!
Odwróciłam się i pobiegłam pędem w las. Liam szybko mnie jednak dogonił. Kopałam, gryzłam i wyrywałam się jednocześnie wzywając na pomoc przyjaciół.
- Eve! Inez! Rafaell! Pomocy! – nikt jednak nie przychodził.
Kiedy myślałam, że to już koniec poczułam mocne uderzenie i….. Obudziłam się. Zlana potem i śmiertelnie przerażona. Próbowałam obudzić Eve żeby jej powiedzieć co się stało, ale mi się nie udało.
Nadal przerażona wyszłam z pokoju i poszłam się przejść żeby się uspokoić. Spacerowałam korytarzami opustoszałego akademika kiedy usłyszałam znajome kroki. Po chwili dojrzałam cień mężczyzny…. Z krzykiem rzuciłam się do najbliższego pokoju. Ledwo zastukałam drzwi się otworzyły i zobaczyłam w nich…
- Rafaell! – krzyknęłam i z ulgą się do niego przytuliłam. Teraz czułam się bezpieczna.
Rafaello
Byłem zadziwiony usłyszanymi rewelacjami.
Przewodnicząca szkolnej rady była osobą dyskryminującą całą rasę po
występkach kilku aniołów czy czegoś tam? Wydało mi się to dość dziwne...
Nie wiedziałem też, że Inez jest taka wrażliwa. Nie ciekawie się
zapowiadało. I jeszcze Leonardo musiał się w coś wplątywać. Matko...
-Nie martw się. Będzie dobrze.- pocieszał ją Alex, będąc już znacznie spokojniejszy niż przed chwilą.-Ułoży się.
-Wątpię...- szepnęła.
"Nie przejmuj się nią. Masz Alexa. To się liczy."
-To nie takie pro...- nie dałem skończyć.
"O nic się nie martw. Nie myśl o niej. Prędzej czy później wszystko się wyjaśni. A teraz nie płacz już bo co jak cię Maya zobaczy?"
-Racja.
"Właśnie. Ty zrobiłaś coś czego nie spodziewał bym się po Tsukihime. Chyba. Znam ją tylko z waszych opisów. Ale mniejsza z tym."
-Do czego zmierzasz?- zapytała najwyraźniej zaciekawiona.
"Do tego, że ty pomogłaś bezinteresownie dziewczynce. No i mnie nie zjechałaś, że cię wraz z kotem nabazgrałem bez pozwolenia. No i zaopiekowałaś się tęż Eve. Wątpię by ona to zrobiła tak od siebie."
-Czy ja wiem...- mruknęła.
"Ty może tego nie widzisz ale ja tak. Dość dużo syfu na tym świecie już widziałem." uśmiechnęła się.
-Jesteś inny niż reszta.- stwierdził nagle anioł.
"Wiem. Ja bardziej postrzelony jestem." uśmiechnąłem się.
-Rzeczywiście macie z Leo dziwną nutkę charakterku.
-Racja. Powiesz mi dlaczego Leo mnie nie cierpi?
"Leo? To nie tak."
-A jak?
"Leo ma odchyły. Według mnie. Ale w końcu zacznie się normalnie zachowywać. Powiedzmy, że nie jest aż tak ufny w stosunku do kobiet. On no... patrzy na nie zazwyczaj tylko w dwóch celach."
-Dwóch celach?- zdziwił się Alex.
"Albo jako przynęta albo mu się nudzi i idzie no wiadomo."
-Jak z tą dziewczyną...
"Podobno to facet był ale nie wnikam co kto ma pod spódnicą." Inez zaśmiała się. "To ja lepiej pójdę. Dobranoc."
Wyszedłem z pokoju z dziwnymi myślami. Z tego co się dowiedziałem, nieźle była ta szkoła zakręcona... Leo miał rację. Idealna dla nas. Na korytarzu minął mnie jakis upadły anioł. Zmierzał wprost do mieszkania Inez...
-Wątpię...- szepnęła.
"Nie przejmuj się nią. Masz Alexa. To się liczy."
-To nie takie pro...- nie dałem skończyć.
"O nic się nie martw. Nie myśl o niej. Prędzej czy później wszystko się wyjaśni. A teraz nie płacz już bo co jak cię Maya zobaczy?"
-Racja.
"Właśnie. Ty zrobiłaś coś czego nie spodziewał bym się po Tsukihime. Chyba. Znam ją tylko z waszych opisów. Ale mniejsza z tym."
-Do czego zmierzasz?- zapytała najwyraźniej zaciekawiona.
"Do tego, że ty pomogłaś bezinteresownie dziewczynce. No i mnie nie zjechałaś, że cię wraz z kotem nabazgrałem bez pozwolenia. No i zaopiekowałaś się tęż Eve. Wątpię by ona to zrobiła tak od siebie."
-Czy ja wiem...- mruknęła.
"Ty może tego nie widzisz ale ja tak. Dość dużo syfu na tym świecie już widziałem." uśmiechnęła się.
-Jesteś inny niż reszta.- stwierdził nagle anioł.
"Wiem. Ja bardziej postrzelony jestem." uśmiechnąłem się.
-Rzeczywiście macie z Leo dziwną nutkę charakterku.
-Racja. Powiesz mi dlaczego Leo mnie nie cierpi?
"Leo? To nie tak."
-A jak?
"Leo ma odchyły. Według mnie. Ale w końcu zacznie się normalnie zachowywać. Powiedzmy, że nie jest aż tak ufny w stosunku do kobiet. On no... patrzy na nie zazwyczaj tylko w dwóch celach."
-Dwóch celach?- zdziwił się Alex.
"Albo jako przynęta albo mu się nudzi i idzie no wiadomo."
-Jak z tą dziewczyną...
"Podobno to facet był ale nie wnikam co kto ma pod spódnicą." Inez zaśmiała się. "To ja lepiej pójdę. Dobranoc."
Wyszedłem z pokoju z dziwnymi myślami. Z tego co się dowiedziałem, nieźle była ta szkoła zakręcona... Leo miał rację. Idealna dla nas. Na korytarzu minął mnie jakis upadły anioł. Zmierzał wprost do mieszkania Inez...
Gdy
wróciłem do pokoju, okazało się, że czekała już na mnie kolacja. Trzeba
było przyznać, że Leo wiedział kiedy jestem głodny...
Subskrybuj:
Posty (Atom)