niedziela, 6 stycznia 2013

Kurochi

- Kogóż to moje piękne oczka widzą! - uśmiechnąłem się. Miałem ochotę rechotać jak opentany, widząc, jak wygląda postrach całego Podziemia.
- Co... A, spodziewałem się ciebie - Matt wyglądał na zównie zdegustowanego, co ja.
- No, to w jednym się zgadzamy. Żaden z nas nie spodziewał się zobaczyć coś tak niedorzecznego - skwitowałem. - Masz zamiar wrócić do Lucka w spokoju, czy muszę cię sprowadzić na ziemię? - spytałem, wymacując w kieszeni Groma. Ptaszysko ukryte w kostce wielkości pięści czekało niecierpliwe.
- Po tym, jak mnie olał? Chyba śnisz!
***
Poczułem ból. Ostry, przeszywający ból łopatki. Wiedział, że rana po straconym skrzydle jeszcze się do końca nie zagoiła. Syknąłem, tracąc grunt pod nogami. Przez całe zajście straciłem panowanie nad mieczem z Mroku i rozpadł się w pył. Widziałem grymas tryumfu na twarzy Matta. Nie dam mu tej satysfakcji. Udało mi się do niego zbliżyć i przystawiłem mu do piersi kostkę z Gromem. Ptaszysko uwolniło się do połowy, wbijając łakomy dziób w pierś przerażonego Matta. Było po wszystkim. Wyrzuciłem kostkę, by Grom poleciał do Lucyfera i ogłosił wygraną.
***
Pierwsze, co zobaczyłem, gdy się ocknąłem, to zszokowany Sitri i dumny z siebie anioł. Poczułem dziwne, wżerające się we mnie jak wygłodniałe zwierzę uczucie, że coś próbuje mnie zmienić z powrotem w zwykłego anioła. Popatrzyłem się przez prawę ramie za siebie - z mojej łopatki na nowo wyrastało skrzydło. Ale nie moje. Od razu wyczułem, że nie było w nim ani trochę ciemnej materii, pomimo czarnych lotek. Syknąłem z frystracją.
-Ty idioto! - zarówno Sitri, jak i Alex byli zdziwieni moją reakcją.
- Sit, wziąłeś ze sobą oczywiście Hercemona, nie? - popatrzyłem na brata.
- Oczywiście! Za kogo ty mnie masz! - wyciągnął z własnego cienia dużą, czarną kosę.
- Nie spudłuj, bo będę miał dziurę w plecach - nadstawiłem mu nowe, irytująco upierdliwe skrzydło. Demon miał minę, jakby ktoś mu właśnie powiedział, że jest dziewczyną. - powiedziałem, tnij. Nie mam zamiaru mieć tego na sobie ani sekundy dłużej! - warknąłem na niego zniecieerpliwiony.
- O co ci zaś chodzi, co? - Alex wyrwał się z zaniemówienia i przeszedł do fazy oburzenia.
- Może na przykład o to, że nie mam zamiaru pozwolić ci zmienić mnie w jednego z was. Już nie. Sitri, rusz się. Chcesz, żebym latał w białej kiecce po chmurkach? - zironizowałem. - W tym czymś nie ma ani jednej kropli Czarnej Krwi i jest coraz bardziej irytujące - syknąłem z bólu, gdy kolejne pasmo świetlistej energii wpłynęło do mojego serca. Demon zrozumiał, o czym mówiłem i - ku szoku anioła - długim, dokładnym cięciem odciął skrzydło tuż u nasady. Nawet nie zdążyło upaść i rozproszyło się w złotawy pył.
- Widzisz? - spytałem retorycznie brata, widząc jego rozszerzone źrenice.
- Ty! - krzyknął, wymierzając kosę w Alexa. - Myślałeś, że zabierzesz mi brata do tego waszego Las Vegas?! Porzałujesz tego!! - chłopak chciał rzucić się z bronią na anioła, ale uciszyłem go gestem dloni.
- To nie ma sensu - stwierdziłem i wstałem. Chodźmy gdzieś w ustronne miejsce, potrzebuję trochę twojej krwi, bo mi już niedobrze od tym Jasnych krwinek - rzuciłem mu jeszcze, wchodząc w zaciszną niszę w grocie. Podążył za mną bez słowa, jak za dawnych lat. Nie lubiłem swoich wampirycznych zwyczajów, nawet przed poznaniem Hime, ale nie miałem wyboru, jeśli chciałem pozostać tym, kim byłem. Krew Sitriego miała przyjemny, słono metaliczny smak. Już po chwili poczułem się dużo lepiej, gdy moja krew nabrała z powrotem koloru ciemnej mahoni.

Alexander

Kiedy tylko wylądowałem złapałem Inez w ramiona.
- Alex uratowałeś mnie – szepnęła, wtulając się we mnie. Nagle jęknęła z bólu i złapała się za bok.
- Co ci jest? – zapytałem przestraszony
- Jeden z demonów mnie drasnął – wyjaśniła, próbowała się nawet uśmiechnąć ale jej nie wyszło.
- Pokaż mi to – poprosiłem. Kiedy uniosła zakrwawioną bluzkę zobaczyłem paskudną ranę. Szybko przyłożyłem do niej ręce. Natychmiast się zagoiła.
- Dziękuje – powiedziała Inez, widać było, że rana bardzo jej dokuczała, W odpowiedzi pocałowałem ją w policzek i mocniej przytuliłem.
- Może byście przestali się migdalić co?! – zawołał do nas Sitri – Chyba chcecie pomóc przyjaciołom?
- Oczywiście, że tak! – wykrzyknęła Inez, odrywając się ode mnie
- No to ruszajmy. Zaprowadzę was
- Polecimy, będzie szybciej – zdecydowałem i szybko wziąłem przyjaciółkę na ręce. Sitri tylko wzruszył ramionami i wzbił się w powietrze.
Lecieliśmy przez jakieś kilka minut aż znaleźliśmy właściwą jaskinię. Kiedy wlecieliśmy do środka zobaczyliśmy Cavaliade klęczącą przy Divertente oraz Matta walczącego… z Kurochi! To niemożliwe! Czyżby facet naprawdę chciał nam pomóc? A może miał w tym swój interes? Zresztą nie było to teraz najważniejsze. Podleciałem do Diva i postawiłem Inez na ziemi. Oboje przyklękliśmy przy rannym chłopaku,
- Dasz radę mu pomóc? – zapytała mnie moja pani, a Cav spojrzała na mnie z nadzieją w oczach.
- Spróbuje – przyrzekłem i zabrałem się do roboty. Po jakichś pięciu minutach było po wszystkim. Divertente usiadł i przytulił ukochaną. Był już całkiem zdrowy.
- Cavaliado ty też jesteś ranna! – krzyknęła nagle Inez
- Nic mi nie będzie. Zajmiesz się mną później. Teraz nie ma na to czasu – miała racje, musieliśmy stąd uciekać.
- W porządku, zmiatajmy stąd! – zakomenderowałem.
Kiedy dobiegaliśmy do wyjścia z jaskini zauważyłem, że Kurochi zaczyna przegrywać z Mattem. Zatrzymałem się. Facet pomógł mi uratować przyjaciół. Nie mogłem go tak zostawić.
- Alex! Chodź! – zawołał za mną mój przyjaciel. Pokręciłem głową.
- Div, zabierz dziewczyny do szkoły i czekajcie tam na mnie – poprosiłem. Chłopak mi ufał więc zrobił to bez protestów.
Oni poszli a ja zostałem i ruszyłem pomóc Kuro w walce. Na szczęście chłopak miał tylko chwilowy kryzys i już sobie sam dał radę. Zabił Mathew za pomocą jakiegoś dziwnego przedmiotu.
- I po wszystkim – skomentował Sitri, nawet się nie siląc żeby pomóc bratu. Ale to jeszcze nie był koniec bo Matt zanim zginął poważnie zranił anioła. Kuro próbował nie pokazywać, że cos jest nie tak. Jednak kiedy spróbował wzbić się w powietrze jęknął z bólu i zatoczył się. Podtrzymałem go szybko.
- Ej, co z tobą?
- Nic – odparł, odpychając moją rękę i próbując stanąć o własnych siłach. Był wściekły.
- Przestań się zachowywać jak idiota i pokaż ranę! – wkurzyłem się. Facet zapewne dalej by się opierał, ale w tym momencie stracił przytomność.
Położyłem go na ziemi i odnalazłem ranę. Była głęboka, ale można ją było szybko wyleczyć. Kiedy już ją zagoiłem moją uwagę zwrócił inny szczegół. Płaszcz, który Kuro nosił przez cały czas spadł i zobaczyłam, że chłopak nie ma jednego skrzydła.  Znalazłem miejsce z którego skrzydło powinno wyrastać i przyłożyłem do niego obie dłonie. Przekazałem Kuro całą swoją energię a potem…. powoli powoli, lotka po lotce skrzydło zaczęło się odnawiać. Kiedy skończyłem byłem wyczerpany, ale zadowolony. Za to Sitri był w ciężkim szoku.
- Jak tyś to zrobił?! – wzruszyłem ramionami
- Normalnie – uśmiechnąłem się
- No normalne to to nie było! Kim ty jesteś?
Nie odpowiedziałem bo w tym momencie Kuro otworzył oczy.

Cavaliada

Miałam wyrzuty sumienia, że zostawiłam Inez samą z tymi potworami...
Galopowałam do jaskini, w której był Div. Wpadłam tam nawet nie sprawdzając czy jest bezpiecznie. W rogu leżał mój anioł.
- Cavaliado! Co ty tu robisz??? - zapytał.
- Przyszłam Cię uratować...
- Ale, tu jest... - przerwałam mu głębokim pocałunkiem.
- Siedź cicho... - mruknęłam.
- No proszę, proszę... Kogo my tu mamy? Czyżby Cavaliada? - usłyszałam. Wstałam z ziemi i spojrzałam na upadłego anioła. Nie zaszczyciłam go ani jednym słowem. - Jestem Matthew. Młodszy brat Diva. - powiedział wyciągając do mnie dłoń. - Czyżby ukochana mojego brata nie umiała mówić?
- Umiem mówić. Tylko nie widzę powodu, aby się do ciebie odzywać. Szkoda moich słów na coś takiego plugawego. - warknęłam. Rozwścieczyłam go tym.
- Zobaczymy czy teraz też będziesz taka mądra! - zawołał. Nie wiem co on zrobił... Może rzucił na mnie jakiś czar? W każdym razie leżałam na ziemi zwijając się z bólu. To było... To było jak Crucio i Sectumsempra z Harry'ego Potter'a złączone w jedno. Płonęłam. Nagle wstałam i spojrzałam na Matta. Ból przestał istnieć. Ale rany nadal były.
-Tylko na tyle cię stać? - zapytałam kpiąco. Matt nie odpowiedział. Patrzył się zszokowanym wzrokiem na mnie. Nie spodziewał się tego...

Kurochi

Przylecieliśmy w momencie, gdy brunetka opadała już z sił. Aż nie chciałem wierzyć, że nie potrafiła sobie dać rady z siódmym kręgiem. Już po chwili było pozamiatane. Anioł i dziewczyna zaczęli się tulić do siebie i mizdrzyć, co wolałem ominąć. Miałem już zapytać Sitriego, czy nie majstrował przy sytuacji, ale stwierdziłem, że nawet jego nie potrzeba było do tego. Przeszedłem po okolicy, sprawdzając ślady, zostawione przez demony.
- Ta druga pojechała, są jeszcze ślady kopyt - stwierdził mój brat, przystawiając nos do ziemi. Miał część cech geparda, więc czuł lepiej ode mnie.
- Jak daleko stąd może być? - spytałem, żeby się upewnić.
- Do pięciuset metrów. Możliwe, że troszkę dalej. Konie to zdecydowanie wolne zwierzęta.
- Jasne - mruknąłem. Dla niego wszystko było wolne.
- Wiesz, gdzie jest Matt, nie? - upewniłem się.
- Co do centymetra. Powinieneś go też czuć już - stwierdził chłopak. Skupiłem się na chwilę w poszukiwaniu pulsu czarnej magii. W końcu znalazłem go.
- Mam go. Poprowadzisz tą dwójkę kochasiów tropem koni - zadecydowałem.
- A ty?
- A ja pójdę na skróty. Chcę mieć chwilę czasy sam na sam z tym idiotą. Zobaczymy, czy się dogadam, czy już mu zupełnie mózg wypaliło - uśmiechnąłem się ze złośliwością. Odkąd Hime nie było koło mnie, wracały stare nawyki i czarna połowa mojego serca brała górę w większości przypadków.
- Jasne - Sitri zauważył błysk w moich oczach, mówiący, że staję się dawnym sobą. - To weź chociaż to - rzucił do mnie jakiś drobiazg. Chwyciłem go w ręce i już miałęm zapytać,co to, gdy zobaczyłem złotą pieczęć i mały kryształ.
- Skąd masz Groma? - spytałem podejrzliwie.
- Do zwrotu. Lucu go pożyczył. Jak załatwisz już Matta, masz go posłać z wiadomością, żeby wiedział, czy czekać, czy nie.
- Dobra. Ja już idę - powiedziałem i zacząłem biec w stronę groty.

Inez

Na początku walka szła nam całkiem dobrze. Potwory cofały się przed gradem strzał jakie posyłałyśmy w ich kierunku. Niestety nie trwało to długo. Strzał w końcu nam zabrakło, a stwory korzystając z tego naparły na nas wielką kupą. Rzuciłam Cav amulet tarczy. Złapała go i natychmiast użyła. Teraz ona był bezpieczna, a ja mogłam się zająć walką.
- Pilnuj koni! – nakazałam po czym zeskoczyłam z Aryi. Wydobyłam ogniste wachlarze i zaatakowałam. Zdołałam pokonać mnóstwo potworów, ale to nie wystarczyło bo ciągle przybywały nowe. W końcu zaczęły mnie opuszczać siły. Zrozumiałam, że nie uda mi się ich wszystkich pokonać więc kiedy znalazłam się na tyle blisko przyjaciółki, by ta mogła mnie usłyszeć, krzyknęłam:
- Cav, ja ich odciągnę, a ty jedź po Divertente!
- Nie zostawię cię! – zaprotestowała dziewczyna
- Nie mamy czasu! Musisz się spieszyć jeśli chcesz uratować Diva! Ja dam sobie radę! Jedź! – niechętnie mnie usłuchała.
Walcząc, manewrowałam tak aby odciągnąć potwory jak najdalej od Cav. Wreszcie mi się to udało. Cav bezpiecznie przejechała i już prawie dotarła do jaskini. Niestety teraz ja byłam w poważnych tarapatach. Jeden z potworów zaszedł mnie od tyłu i zaatakował znienacka. Nie byłam dość szybka i zanim zdążyłam zareagować stwór ugodził mnie w bok wielkim toporem. Ból był tak ostry, że ledwo mogłam utrzymać się na nogach. Zaczęło mi się też ćmić w oczach, ale próbowałam dalej walczyć. Nie zamierzałam się poddać. Zabiłam potwora, który mnie zranił, ale reszta wrogów mnie otoczyła. Było ich za dużo. Nie miałam szans na przeżycie…
Nagle usłyszałam nad sobą szum skrzydeł, a po chwili przede mną wylądowały 3 anioły (2 upadłe, ale anioły) i zaczęły walczyć ze stworami. Próbowałam im pomóc, ale zachwiałam się i musiałam się oprzeć o skały żeby nie upaść. Ku mojemu zdziwieniu wkrótce było po wszystkim. 


Leonardo

Poszedłem do pokoju, oczywiście jednocześnie będąc w świetnym humorze. Nie wiem dlaczego Rafaell się tak złościł. Wie jaki jestem, więc dziwie się, że połamał mi na głowie miotłę. Szkoda jego siły, heh.
Gdy chłopak wrócił zrobił coś co mnie zaskoczyło.
"Spakuj nas na jutro."
-A po cholerę?- zapytałem zdziwiony.
"Nie wyrażaj się"
-Aj tam. Gdzie jedziemy?
"Do Włoch i mnie dzisiaj nie denerwuj."
-No dobrze.- powiedziałem pokornie.- Ale po co tam jedziemy?
"Po ogon wiewiórki Setro. Coś jeszcze?"
-Coś ty taki wkurzony, hę?
"Siedź cicho. Mówiłem coś?!" gestykulował nerwowo. "Czy ty zawsze musisz zachowywać się jak palant?"
-Wiesz jaki jestem.- Rafaell wywrócił oczami z westchnieniem- Naraz ci to zaczęło przeszkadzać?
"Jak jesteś sam ze mną to bądź jaki chcesz ale kultura i maniery obowiązują wobec wszystkich."
-Jezu... odezwał się- nie skończyłem bo dostałem z poduszki w twarz.- A to co ma być?
"Mam do ciebie sentyment więc normalnie uderzyć cię na razie nie mogę."
-Yyy...-zatkało mnie. Odkąd tu przyjechaliśmy, po pewnych wydarzeniach, Rafaell coraz częściej się zamyślał i gadał jak dla mnie bez sensu.- Jak na razie?
"Kiedyś przesadzisz i cię zjadę."
-A teraz? Jaka czeka mnie kara za brak manier, hę?
"Dostaniesz ją. Ale później."
-A teraz dlaczego nie? Co ty tam robiłeś, hę?
"Nie powinno cię to interesować. Ale zanim walniesz coś bez sensu, powiem, że tylko sprzątałem, teraz idę się wykąpać a ty idziesz gotować kolację. I bez dyskusji"

Nie miałem nic przeciwko. Ale coś nie dawało mi spokoju. Coś co musiało dziać się podczas mojej nieobecności w stajni. I co on widział w sprzątaniu?!
Zręcznie przygotowałem kolację, którą potem zjedliśmy w milczeniu. Zdziwiło mnie to. Nie chodziło wcale o tą ciszę ale sposób w jaki Rafaell jadł. Nigdy tak nie myślał przy jedzeniu!
-Bo się ubrudzisz.- walnąłem z uśmiechem siedząc naprzeciw niego.-Nad czym tak myślisz?
Nic.
-No weź. Nie bądź taki, zaczynam się martwić.
"Jutro jedziemy po wiewiórkę, więc pomyśl gdzie kupimy klatkę."
-Co? A nie mieliśmy przewieźć ogona?
"Niech go sami tną."
-Ja bym to chętnie zrobił.
"A ja bym ci chętnie łeb urwał. Pozmywaj, umyj się i idź spać."
-A pakowanie?
"Zrobisz jutro".



CDN

Kurochi

- Opowiedz mi co o Matthe'ie - zażądał Alex. Sitri już miał coś powiedzieć, ale mu przeszkodziłem.
- Jak tam z Lilith? - spytałem. Wiedziałem, że brat nie oprze się pokusie streszczenia wydarzeń odnośnie swojej połówki jabłka. A przynajmniej partnerki, bo to byłoby lepsze słowo. W końcu to Sitri, a nie jakiś Amorek od czystej, nieskazitelnej miłości. Widziałem, jak Alex zaciska zęby ze złości, gdy chłopak zaczął opowiadać o swoich miłosnych podbojach. Lecieliśmy już jakiś czas, gdy wyhamował i zniżył lot. Postosowałem sę do niego.
- Co jest? - spytalem. 
- Musimy porozmawiać - oznajmił Sitri. - Nie mówiłeś, że będę musiał współpracować z aniołem. To takie... nienormalne.
- Myślisz, że ja skaczę ze szczęscia? Ale tylko Matt może mi zwrócić skrzydło, tak? Ta wredota nic nie zrobi z własnej woli, zwłaszcza, że nawet Lucu mu nic nie zrobi. Dlatego muszę go zlikwidować, żeby Hime nie zawierała paktu, tak?
- Nie podarzam za tobą - chłopak był nieco zdezorientowany. - Jak ma ci oddać skrzydło, jak go zabijesz?
- Normalnie - zniecierpliwiłem się nierozumnością brata. - Lucu sam mówi, że nic za darmo, tak? - pokiwał głową. - No właśnie. A jak pozbędę się tego kleszcza z organizmu Podziemia, to Lucu będzie na tyle zadowolony, że będzie, o czym rozmawiać. A więc Hime nie będzie musiała oddać swojej duszy,, tak?
- I tak to zrobiłaby - stwierdził sceptycznie Sitri. - W końcu ma z tobą już pakt, nie? Aż do TWOJEJ śmierci.
- Ale pakt nic nie mówi o jej duszy. Poza tym, jest wtedy opcja, żeby ją wziąć na swoją kobietę, a nie służkę Luca w miniówie i czymś, czego bluzką się nazwać nie da, prawda? - Sitri powoli zaczynał rozumieć.
- Tylko, aniołek i banda nie mogą się zorientować, co tak na prawdę Mat znaczy dla Podziemia. Inaczej nie zechcą współpracować. Jak tylko kółko wzajemnego samouwielbienia się połączy, to pójdą w długą, jak będą wiedzieć, że chodzi o prywatne porachunki Podziemia, a nie "Wroga Ludzkości, Pokoju i Szczeniaczków". Więc pilnuj się - ostrzegłem i doleciałem do Alexa. Z oddali dostrzegliśmy na wzgórzu tuman kurzy. Rozgrywała się bitwa pomiędzy dwójką dziewczyn - ludzi, a chordą demonów z niższych kręgów Dantejskich.