wtorek, 5 lutego 2013

Maya

Inez zabrała mnie do swojego pokoju gdzie powitał mnie uradowany Alex.
- Jak dobrze, że się znalazłaś – szepnął mi do ucha
- Alex mógłbyś przygotować Mayi coś do jedzenie? – poprosiła Inez
– Jasne, zaraz cos przygotuje – obiecał, wypuszczając mnie z objęć – Ale chciałbym ci przygotować cos wyjątkowego więc czy mogłabyś chwilę poczekać?
- Oczywiście – uśmiechnęłam się, a Alex pobiegł do kuchni – Inez mogłabym w tym czasie odwiedzić Rafaella? – zapytałam
- W porządku, pójdę z tobą – zaproponowała po czym zwróciła się do Izo – Coś czuje, że Alex przygotowuje prawdziwą ucztę nie tylko dla Mayi. Może więc pójdziesz po Blara, a ja zaproszę Rafaella i Leo i razem uczcimy znalezienie naszej zguby co?
- Świetnie! Przy okazji kogoś poznacie! – ucieszyła się dziewczyna i wybiegła pędem z pokoju
- Eve czy mogłabyś iść po Cav i Diva? Oni też się na pewno ucieszą z odnalezienia naszej małej zguby
Eve tylko kiwnęła głową i razem wyszłyśmy z pokoju. Na korytarzu przyjaciółka skierowała się do mieszkania Cav, a my poszłyśmy do Rafaella…
- Może się pościgami? – zaproponowałam
- Jasne! – krzyknęła dziewczyna i ruszyłyśmy biegiem przed siebie.
Inez była ode mnie wolniejsza i dlatego pierwsza dotarłam do pokoju Rafaella. Nie czekając na przyjaciółkę zapukałam i otworzyłam drzwi. Nie zdążyłam nic więcej zrobić bo Rafaell podbiegłszy do mnie, upadł na kolana i mocno mnie przytulił. Trwaliśmy tak przez chwilę aż usłyszałam znaczące chrząknięcie Leo.
Rafaell wstał powoli nadal trzymając mnie w objęciach i zaniósł mnie do środka. Potem usiadł na łóżku i posadził mnie sobie na kolanach. Chłopak wykonał krótki gest w stronę Leonardo, a ten szybko podał mu tableta. Zaczęliśmy rozmawiać.
„Martwiłem się o ciebie”
- Wiem, przepraszam
„Nie przepraszaj. Najważniejsze, że nic ci nie jest”
Zanim zdążyłam odpowiedzieć do pokoju weszła Inez. Nie była ani zmęczona, ani zdyszana więc prawdopodobnie się nie spieszyła, ale czemu w takim razie zaproponowała wyścig? Po krótkim namyśle doszłam do wniosku, że przyjaciółka chciała mi po prostu pozwolić przez chwilę samej porozmawiać z Rafaellem i byłam za to wdzięczna.
- Jak widać nasza mała zguba się znalazła – uśmiechnęła się przyjaciółka – Może przyjdziecie zaraz do mnie i Alex? Urządzamy niewielkie przyjęcie, żeby to uczcić.
Rafaell coś jej odpowiedział, a mimo, że nie zrozumiałam o co chodzi wiedziałam, że się waha. Bardzo chciałam żeby z nami poszedł i się rozchmurzył dlatego znowu obiełam go mocno za szyję i szepnęłam prosto do ucha tylko jedno słowo
- Proszę

poniedziałek, 4 lutego 2013

Rafaello

"Rzeczywiście mógł byś być milszy."- wytknąłem przyjacielowi.
-Nie w tym życiu.
"Jak nie w tym, to w którym?"
-A tego to nikt nie wie...- mruknął rozciągając się w fotelu.
Nie podobało mi się jego zachowanie. Chociaż teraz mógł się postarać. Chociaż przez chwilę mógł pokazać, że mu zależy... a nie... Jednak gdy na to spojrzeć z innej strony, to widać, że coś go ruszyło...
"Leo..." wymigałem i opadły mi ręce.
-Tak?
"Czy ci w ogóle zależy?"
-Ale na czym?- zapytał zdziwiony.
"Na mnie."
-Do czego zmierzasz?- był coraz bardziej podejrzliwy.
"Mogłeś to wszystko skończyć już wcześniej. Był byś wolny. Chyba. A ty wciąż gnijesz przy mnie a ja nie wiem dlaczego. Niby jesteś ale cię nie ma..." załamałem się. Nie miałem już po prostu siły. Miało być normalnie, znaczy o ile to normalnością można było nazwać, a tu proszę. Z deszczu pod rynnę.
-Nie jestem taki jak ty.- szepnął przesiadając się z fotela na łóżko, obok mnie.- Nie jestem otwarty i w ogóle. Nie okazuję uczuć, no bo po co? To nas różni. Ale do choler*, dlaczego myślisz, że mi nie zależy!- uniósł się.
"Bo wciąż to tak widać."
-Jezu z tobą.- wywrócił oczami.
"Tak. W choler* ze mną." zgodziłem się.
-Co ci jest?! Nie poznaję cię!
"A ja ciebie."
-Ach z tobą.- mruknął i... przytulił mnie jak dziecko. Zszokował mnie tym całkowicie.- Dlaczego myślisz, że mi nie zależy? Przecież się staram. Na swój sposób ale się staram. Ach... W co ja się wpakowałem...
"To idź!" wymigałem nerwowo wyskakując z objęć. Wszystko co robił było sprzeczne. "Mam dość!"
Jednak jego reakcja była szybsza niż się spodziewałem. Z impetem przyskoczył do mnie i przytulił mocno, jednocześnie gładząc po głowie.
-Nie o to mi chodziło. Ciii... Spokojnie. Już dobrze...- uspokajał mnie.
Po kilkunastu minutach ktoś zapukał do pokoju. Zanim zdążyliśmy zareagować w drzwiach stanęła Maya. Poruszyłem ustami chcąc wymówić jej imię, po czym podbiegłem rzucając się na kolana i przytuliłem mocno.
Emocje we mnie rosły warstwami. W końcu nie wytrzymałem i ukradkiem z mego oka wypłynęła łza. Nie bólu... Mała iskierka nadziei, z powodu powrotu kogoś, kogo obiecałem sobie strzec jak oczka w głowie...

niedziela, 3 lutego 2013

Inez

Wzięłam Eve za rękę i wyszłam z pokoju. Poprowadziłam małą przez korytarz i zapukałam do mieszkania Izo. Dziewczyna chyba się mnie spodziewała bo niemal natychmiast nam otworzyła.
- Inez, ja… - zaczęła, ale jej przerwałam
- Może przejdziesz się z nami do parku? – zaproponowałam
- W porządku – powiedziała
We trzy wyszłyśmy ze szkoły i zaczęłyśmy spacerować po parku. Panowala idealna cisza. Dopiero ja ją przerwałam
- Wiesz kim on jest? – zapytałam Izo
- Kto? – zapytała zdezorientowana, chyba wyrwałam ją z rozmyślań
- No ten facet co zabrał Mayę – Izo ze smutkiem pokręciła głową
- Nie mam pojęcia – znów zapadła cisza – Inez, ja przepraszam – szepnęła po kilku minutach – Nie wiem jak mogłam pozwolić żeby Maya….
- Przestań – przerwałam jej stanowczo – Nic nie mogłaś na to poradzić
- Ale… to ja byłam za nią odpowiedzialna – upierała się – Obiecałam ci, że się nią zajmę
- I zajęłaś się – zapewniłam ją – Posłuchaj ani ja ani Alex też nie poradzilibyśmy nic jeśli Maya by zniknęła za naszymi plecami. Wiem, że jeśli byś przy tym była to byś jej pomogła
Ku mojemu zaskoczeniu Izo rzuciła mi się na szyję
- A ja myślałam, że na mnie nawrzeszczysz – zaczęła trajkotać – Jestes najlepszą przyjaciółką jaką kiedykolwiek miałam…
- Duszę się – przerwałam jej ze śmiechem, ale mówiłam prawdę bo dziewczyna trochę siły miała.
Kiedy się już ode mnie odsunęła zauważyłam, ze Eve nie ma koło nas.
- No nie tylko nie to! – jęknęła Izo
- Tam jest! – krzyknęłam pokazując na Eve, która gdzies biegła - Chodźmy za nią
Izo kiwnęła potakująco głową i ruszyłyśmy sprintem za naszą małą kotołaczką. Dogoniłysmy ją dopiero przy lesie na skraju terenów szkoły.
Kiedy zobaczyłyśmy do kogo mała tak biegła stanęłyśmy jak wryte. To była…
- Maya! – krzyknęłam i porwałam małą w objęcia – Tak się martwiliśmy – szepnęłam
- Wiem i przepraszam – odpowiedziała równie cichym głosem – Ale nic mi nie jest. Jestem tylko trochę głodna bo nie jadłam śniadania…
- Śniadania? – przerwała jej Izo – To przecież pora kolacji
- Ojej, naprawdę? – zdziwiła się – Tam skąd wracam była pora śniadania…
- To nie ważne – powiedziałam z promiennym uśmiechem – Chodźmy do mojego mieszkania. Alex na pewno znajdzie dla ciebie cos dobrego.

Alexander

Po wyjściu Rafaella Inez znowu słabiej się poczuła. Kazałem jej się położyć, a kiedy zasnęła postanowiłem poczytać książkę, którą wcześniej wypożyczyłem z biblioteki. Przeszukałem cały pokój ale nigdzie jej nie znalazłem. Przypomniało mi się, że zostawiłem ją w pokoju Rafaella. Poszedłem po nią szybko.
Kiedy wróciłem do pokoju doznałem szoku. Inez już nie spała, ale nie to było najważniejsze. Mieliśmy nietypowego gościa. Był nim feniks. Inez podeszła do niego i wyciągnęła rękę chcąc go dotknąć. Ku mojemu zdziwieniu zwierzę nie cofnęło się. Wręcz przeciwnie, feniks pozwolił by go pogłaskała i odwiązała liścik z jego nóżki.
Kiedy się od niego odsunęła feniks wyleciał przez otwarte okno. Moja przyjaciółka usiadła na fotelu przy kominku i rozwinęła liścik. W miarę czytania robiła się coraz bledsza.
- Inez? – zapytałem zaniepokojony – Cos się stało?
- Maya… ona zniknęła – wyszeptała
- Jak to? Skąd o tym wiesz?
- To wiadomość od Izo i Blara – wyjaśniła, wskazując świstek papieru
- Ale jak oni mogli pozwolić żeby im zginęła? Przecież mieli jej pilnować! – uniosłem się
- To nie ich wina – szepnęła, a po jej policzku spłynęła łza – Maya podobno poszła gdzies z jakim mężczyzną
- Ale to niczego nie usprawiedliwia! – upierałem się
- Alex proszę…. – Inez urwała i rozpłakała się na całego
- Przepraszam – powiedziałem, przytulając ją – Nie martw się, na pewno się znajdzie – szepnąłem jej do ucha.
Mimo moich wielkich starań Inez uspokoiła się dopiero po godzinie i to tylko dlatego, że zmorzył ją sen. Położyłem ją do łóżka, a potem zająłem się czytaniem książki. Nie szło mi to jednak najlepiej bo martwiłem się o Mayę. W końcu wstałem i poszedłem do kuchni przygotować kolację dla Inez.
Kiedy już wszystko było gotowe i miałem zacząć budzić przyjaciółkę zrobił to za mnie ktoś inny. Tym kims była Eve, która wbiegła z płaczem do pokoju.
- Inez...! Inez…! Maya zniknęła…! – szlochała kotołaczka
Inez szybko wstała z łóżka i przytuliła małą do siebie
- Ciii, spokojnie – mówiła, czule głaszcząc dziewczynkę po włosach – Znajdziemy ją – zapewniała
- Ale jak? – zapytała zrozpaczona Eve – Próbowaliśmy już wszystkiego
- Na pewno coś wymyślimy – obiecałam – A teraz uspokój się i zjedz z nami kolacje dobrze? Przy okazji opowiesz nam dokładniej co się stało.
Mała zgodziła się, a ja przygotowałem dodatkowe nakrycie i podałem posiłek. W trakcie jedzenia Eve opowiedziała nam dokładnie co i jak.
Kiedy skończyliśmy jeść Inez postanowiła zabrać wciąż zdenerwowaną Eve na spacer.
- Pójdę z wami – zaproponowałem
- Nie, zostań – zaprotestowała – Pójdziemy do parku. Będziemy tam bezpieczne – zapewniła mnie
- No niech ci będzie – zgodziłem się

Izozteka

Po poznaniu Hest rozchmurzyłam się trochę, ale tak minimalnie. Gdy tylko doszłam wraz z Blarem, Teito i Lauri do pokoju powiedziałam:
-Pakujemy się. Nie mamy już co robić w tej szkole, musimy wrócić i stawić czoła rzeczywistości.
-Raczej ty musisz, bo to ty miałaś się zajmować Mayą - odparł Blar z półuśmiechem na twarzy.
-Bardzo śmieszne. A teraz nas spakuj, a ja powiadomię o wyjeździe Eve.

***

O wyjeździe udało mi się zawiadomić i Eve i Arisę. Blar spakował nas, a Lauri i Teito zabrali swoje rzeczy których nawet nie zdążyli wypakować po powrocie do Magical Teams. Staliśmy właśnie przed szkołą gotowi do wyruszenia w drogę powrotną.
-To do zobaczenia, odwiedź nas kiedyś - powiedziałam do Arisy.
-Na pewno - odparła uśmiechnięta.
I wyruszyliśmy w drogę powrotną. Dotarliśmy szybko, a gdy stanęłam przed drzwiami naszego pokoju doznałam szoku. Bowiem na tabliczce na drzwiach pisało: "Izozteka i Lauri Elurra". Byłam bardzo szczęśliwa. Za to przygnębiona Eve poleciała od razu do Inez. Coś czuję, że czeka mnie coś okropnego...

Tablica ogłoszeń

W związku z zakończeniem remontu uczniowie będący na wymianie w szkole Magical Teams mogą wrócić z powrotem do naszej szkoły.


Pierwszy łowca

Wstałem dość późnym rankiem, co mnie zdziwiło. Nigdy nie spałem aż tak długo. No może kiedyś. Ale to były inne czasy.
Po szybkim "porządku", poszedłem obudzić Mayę. Jak się jednak okazało, mała już nie spała. Nie było jej nawet w pokoju. Zastałem ją w ogrodzie z medalionem.
- A więc zamierzasz zabrać tylko to?- zapytałem.
- I pamiętnik.
- Dobrze.- szepnąłem, a książka przeteleportowała się z pokoju wprost do mej ręki - Masz zamiar zjeść śniadanie czy wolisz już wrócić do przyjaciół?
- Yyy...- zaczęła niepewnie.- A czy...
- Tak. To przeze mnie wasza rozmowa się urwała. Nie mogę tracić czasu - wyjaśniłem.
- Tracić?
- Ja mam go nadto. Wy, natomiast w porównaniu ze mną macie go bardzo mało. Nie chcesz chyba spędzić tu całego życia, nieprawdaż?
- Oczywiście, że nie - przytaknęła. Jednak, prawdopodobnie nie do końca zrozumiała o czym mówiłem - No to ja pójdę bez śniadania.
- Ciekawe. - mruknąłem sam do siebie, odwracając się do niej plecami.
- Już idziemy? - zdziwiła się.
- Tak.
Mała podbiegła do mnie i ruszyliśmy w stronę lasu, a dokładniej wąskiej ścieżki, wijącej się przez jego wnętrze. Odprowadził nas nawet kot. Jednak gdy mijaliśmy altankę odezwały się moje małe "komplikacje".
- Co to? – zapytała, słysząc ciche dźwięki.
- Szczeniaki.
- Masz psy i kota?!- zdziwiła się.
- Mam kota.
- No ale szczeniaki...
- Nie są moje. Zaopiekowałem się suczką twojej matki. Tutaj czas biegnie wolniej.
- Gdzie więc one są?
- Na altanie.
- Zostawisz je? Tak po prostu?
- Nie wszystkim można pomóc – powiedziałem, kładąc rękę na jej ramieniu.
- To... Daj je mi! - wrzasnęła ze łzami w oczach. Jak na Iskrę przystało była bardzo wrażliwa.
- To je weź.- mała wbiegła na altankę i wyszła z małymi psami na rękach.
 http://static4.depositphotos.com/1011061/326/i/450/dep_3269310-Cute--puppies-together.jpg
- A gdzie matka?
- Zdechła.
- Że co?
- Przez poród. Idziemy skoro masz już wszystko.- uciąłem dalszą rozmowę.
Szliśmy dość wolno. Szczeniaki cały czas lizały Mayę jak tylko mogły, a ona się z tego cieszyła. Jednak po dłuższym czasie nie miała na nie siły. Nawet na nią nie patrząc, dałem jej dwie obróżki i smycze.
Podczas gdy ona próbowała uczyć swoich nowych podopiecznych jak chodzić przy nodze, ja myślałem gdzie ją odstawić. Było kilka miejsc do wyboru ale najodpowiedniejszym wydała mi się szkoła, do której uczęszczała.

Gdy w końcu zaszliśmy w odpowiednie miejsce, otwarłem portal i przeprowadziłem Iskrę do jej świata. Staliśmy na obrzeżach lasu, który przynależał do szkoły.
- Pamiętaj- szepnąłem kładąc jej dłoń na ramieniu - Jeżeli będzie naprawdę ciężko lub stwierdzisz, że naprawdę potrzebujesz pomocy, możesz mnie zawsze zawiadomić a ja sprawdzę, co da się zrobić - powiedziałem w miarę optymistyczne choć to do mnie nie pasowało.
- Ale jak? - zdziwiła się.
- Po prostu daj list Visten. Ona mi go dostarczy.
- A kto to?
- Sowa.- szepnąłem wskazując na ptaka siedzącego na gałęzi. Była dwa razy większa niż zwykła.

 http://www.ptaki.biz/ptaki/biala-las-sowa-galaz.jpeg
- Nie bój się jej. Będzie cię strzec.
- Ale sowy tak dziwnie huczą. A w nocy to jest przerażające.
- Ona nie huczy. Nie może. Żegnaj.- powiedziałem i rozmyłem jej się w powietrzu. Teraz musiałem załatwić swoje sprawy.