środa, 30 stycznia 2013

Leonardo

-Leo?- zapytała dziewczyna.
-Widzę, że ktoś mnie już przedstawił. Oby w odpowiednim świetle, bo jak nie to będę musiał poprawiać.
-No tak. Tylko z imienia.- zmieszała się.- Jestem Rozalie a to Suvenire.- przedstawiła siebie i towarzyszkę.
-Spoko.
Nastała chwila ciszy. O dziwo, zachowywałem się nawet kulturalnie podczas spotkania.
-Więc- zacząłem delikatnie- nie wiem co to było, dlaczego tak na niego dziwnie spojrzałaś ale- przerwano mi.
-To moja sprawa.- odezwała się dziewczyna na łóżku spuszczając głowę- Stare czasy. Po prostu wydawało mi się, że już się spotkaliśmy.
-Gdyby tak było to wiedział bym o tym.
-Niby jak?
-Mam sposoby. A więc, zanim mi przerwano, oznajmiam, że nie radzę próbować mu czegokolwiek przypomnieć bo i tak nic nie zdziałasz ani ty ani twoja towarzyszka. Co więcej, mam stu procentową pewność, że go z kimś mylisz. Nie spotkaliście się nigdy. A więc, żegnam!- wycedziłem i wyszedłem z mieszkania. Nie chciałem by jakieś panny kręciły mi się pod nogami w takiej chwili. I nie kłamałem.

Wróciłem do pokoju. Rafaell siedział na łóżku dziwnie zamyślony. Od razu, gdy wszedłem zapytałem
-A ci co jest?
"Nic"
-Ślepy nie jestem. Mów.
"Sprawdź kto to jest na tym zdjęciu i dlaczego je mam." zdziwił mnie.
-No zgoda. Ale na pewno chcesz wiedzieć?
"Tak. To nic, że znowu zapomnę. Wtedy ty będziesz wiedział i mi wyjaśnisz jak cię poproszę."
-Yyy...No...- nie byłem przekonany.
"Proszę."
-Ach... Z tobą... Zgoda.- uległem. Chciałem mu jakoś poprawić humor.-A mogę zajrzeć w kilka innych rzeczy, które przeżyłeś?
"Po co się pytasz skoro i tak to zrobisz" wymigał i uśmiechnął się delikatnie ale sztucznie. "To jeszcze wiem."
-Ta...
Zabrałem się do pracy. Przy nim mogłem zrobić to normalnie. Dokładnie. Nie musiałem się spieszyć.
Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem był jakiś dom. Duży biały dom z ogrodem, w którym rosło na pierwszy rzut oka tylko jedno drzewo rodzące owoce brzoskwini.- Na szczęście z pozycji cienia można było zobaczyć jego właściciela w pełnej okazałości.- Spojrzałem na przyjaciela. Miał chyba jakieś sześć lat. Wszedł do domu. Nie zdążył nawet odłożyć plecaka a już przytulała się do niego mała dziewczynka. Ta ze zdjęcia.
-Nareszcie jesteś! Obiad ci wystygnie!- krzyknęła ciągnąc go za rękaw prosto do jakiegoś pomieszczenia. Sądząc po odgłosach stamtąd dochodzących, była to kuchnia...
Przeszedłem do innego wspomnienia. Późniejszego.
Chłopak biegł najszybciej jak umiał. Miał z dziewięć lat nie więcej. Padał deszcz a nad głową rozciągały się ciężkie czarne chmury. Dopiero po dłuższej chwili zrozumiałem gdzie biegł. Biegł do domu...
Nie spoglądając na zniszczony ogród, mknął wprost do drzwi. Były zamknięte i nie mógł wejść. Niebo przeszyła błyskawica ale przed grzmotem rozległ się przeraźliwy krzyk z wnętrza budynku. Rafaell nie czekał na nic więcej tylko pomknął do pierwszego okna i wybił je kamieniem. Wskoczył niezdarnie do środka, okaleczając się przy tym.
W mieszkaniu nie było prądu ale chłopak szybko znalazł latarkę. Potem rzucił się do schodów z krzykiem:
-Rosalie! Jesteś tam?!
Zdziwiłem się. Miał ładny głos. A już myślałem, że go nigdy nie usłyszę...
Gdy dobiegł do jakichś drzwi znów rozległ się krzyk. To co się tam znajdowało, zszokowało mnie.
W pokoju było ciemno. Pozasłaniano wszystkie okna. Jakaś istota, której kształtu raczej nie znałem stała ukryta tak, że nie można było jej rozpoznać. Na dodatek latarka przestała działać ale to raczej to "coś" to spowodowało.
Stworzenie trzymało małą za ubranie ale gdy zobaczyło Rafaella, rzuciło małą o ścianę. Chłopak podbiegł do niej, pochwycił ją w ramiona i ruszył sprintem do wyjścia. Jednak gdy tylko zbiegł ze schodów "coś" pochwyciło go za nogę i pociągnęło tak, że stracił równowagę i upadł na ziemię.
-Rafaell?- zapytała z łzami w oczach.
-Nie martw się o mnie. Uciekaj przez okno w salonie.
-Ale ty też uciekniesz?
-Idź.- szepnął jej do ucha- Nie martw się.
-Ale...
-Idź!- zaczął się denerwować.- Nie patrz za siebie tylko stale biegnij przed siebie!- krzyknął i odsunął dziewczynkę na bok.
Nie słuchała. Stwór też nie dawał za wygraną, tak jak chłopak. Ciągnął go po schodach do góry coraz szybciej. Wrzucił go do innego pokoju i zablokował drzwi. Potem była cisza...
Po kilku minutach doznałem szoku. Rafaell po prostu otwarł okno i z niego wyskoczył. Całe szczęście wpadł w jakieś gęste, ozdobne krzaki. Ruszył z powrotem do okna, którym wszedł początkowo i zrobił to samo co poprzednio. Jednak znajdując się na parapecie, zamarł.
W pokoju było pełno krwi a na środku leżała mała dziewczynka rozerwana na pół w pasie. Jeszcze żyła.
Chłopak zeskoczył i podbiegł do niej po czym przytulił górną połowę.
-Pamiętaj o mnie... -szepnęła dziewczynka ze zdjęcia i zmarła.
-I co?- zasycało coś.- Mowę odebrało?
-Ty...- nie skończył bo stwór przycisnął go czymś do podłogi.
-Nie patrz za siebie tylko stale biegnij przed siebie... Dobre żarty. Przede mną nikt nie ucieknie...
-Zabiję cię...- wychrypiał Rafaell.
-Nie... Nie zabijesz bo nie możesz. Nie znasz nawet mojego imienia. Ha ha ha! Nie znajdziesz mnie! A poza tym nikogo o pomoc nie poprosisz bo już nic nie powiesz. Nic już nie zobaczysz i nie usłyszysz.
Stworzenie czy co to było, zabrało się za chłopaka. Najpierw go unieruchomiło a potem zaczęło powoli wyrywać struny głosowe.
-jakiś się cichy zrobiłeś...
Nie miałem ochoty dalej tego oglądać. Przestałem czytać i oniemiały siedziałem na łóżku obok przyjaciela. Zapadła dziwna cisza. To on ją pierwszy przełamał:
"Wiesz już? Coś się stało? Jakiś blady jesteś."
-Yyy...- nie wiedziałem co powiedzieć. Zawsze mnie ciekawiło jak stracił głos. Poznaliśmy się, gdy jeszcze nie do końca wyleczył gardło.- To twoja siostra.- powiedziałem szczerze.
"A gdzie jest?"
-Znaczy... Bo...
"Bo?"
-Ona nie żyje.

wtorek, 29 stycznia 2013

Rozalie

Wyszłyśmy od Inez. 
- Zostaniemy tutaj? - pyta Nira. W sumie mogłybyśmy... Chcę jej odpowiedzieć. Jednak obok nas przechodzi chłopak. Niesamowicie niebieskie oczy i jasne włosy. O bosz... To chyba naprawdę on.
Minął nas, nawet się nie oglądając. A jeszcze dwa lata temu poznałby mnie wszędzie... Chciałam krzyknąć, ale Nira zasłoniła mi usta. Zdziwiona spojrzałam na nią. 
- Dlaczego? - szepnęłam. Przecież wiedziała ile on dla mnie znaczył... 
- Kochana, najpierw znajdziemy pokój. - powiedziała i wprowadziła mnie do pokoju przy którym nie było tabliczki z imieniem. 
- Chcę iść do łóżka. - mówię. 
- A może sama kawałek przejdziesz? - Zerkam na nią. No ale jeśli chce...
Chwiejnie wstałam z wózka. Nira złapała mnie z ramię. Przeszłam 3 kroki. Potem prawie upadłam. Gdyby nie elfica... Podniosła mnie i ułożyła na łóżku.
- Dlaczego on mnie zignorował? - pytam.
- Bo cię nie pamięta. - odpowiada ktoś za nas. Odwracam szybko głowę.
- Leo?

Maya

Przez pewien czas bawiliśmy się w lesie zimowym. Dołączyli do nas nawet Blar, Izo i jakaś elfka, która chyba nazywała się Arisa.
Kiedy zmęczyło nas bieganie i rzucanie śnieżkami Tamala wymyśliła zabawę w chowanego. Pomysł wszystkim się spodobał…
- W takim razie ja liczę, a wy się chowacie – powiedział Blar
Zaczął liczyć. Razem z Eve pobiegłyśmy w stronę największych i najgęściej rosnących drzew. W końcu zatrzymałyśmy się pod wielką sosną.
- Będzie idealna – mruknęła z zadowoleniem Eve, uniosłam brwi ze zdumienia, a widząc to przyjaciółka wyjaśniła – Wdrapiemy się na nią i skryjemy wśród gałęzi. W życiu nas nie znajdą.
- Super pomysł, ale wiesz, że ja nie umiem się wspinać – powiedziałam cicho, żeby nas nikt nie usłyszał
- Nic się nie martw – Eve jak zawsze miała asa w rękawie – Ja się wdrapie pierwsza, a potem ci pomogę.
- Nie dasz rady
- Dam dam – powiedziała – A teraz nie marudź i poczekaj tu chwilę
Po tych słowach zaczęła wdrapywać się na sosnę. Uwielbiałam patrzeć jak zachowuje się jak prawdziwa kocica.
Zapatrzona w przyjaciółkę nie zauważyłam nawet jak ktoś wyszedł z pobliskich krzaków. Zorientowałam się dopiero kiedy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Zaskoczona odwróciłam się na pięcie i zobaczyłam nieznajomego mężczyznę.
Wyglądał tak:

- Jesteś Maya Stark? – zapytał dziwnie beznamiętnym szeptem
- Tak – odparłam krótko
- No to chodź ze mną
- Dobrze, ale dokąd? – zapytałam zaciekawiona
Nie odpowiedział tylko wykonał jakiś skomplikowany Znak, a drzewa zlały się w czarno-biało-zielony wir. Mężczyzna bez oporu wszedł do środka, ale ja się zawahałam.
- Ja nie wiem czy… - zaczęłam, ale on już po mnie zawrócił
- Zamknij oczy – szepnął
Wziął mnie delikatnie za rękę i poprowadził w głąb wiru.
Z zamkniętymi oczami czułam się bardzo dziwnie. Musiałam polegać jedynie na swoim przewodniku bo w środku magicznego wiru panowała niezmącona cisza…
Po kilku chwilach zaczęły do mnie jednak docierać rozmaite dźwięki takie jak szum morza, spiew wielu mew czy szum lasów…
- Możesz już otworzyć oczy – powiedział mężczyzna, puszczając moją rękę
To co zobaczyłam otworzywszy oczy było piękne i… niespotykane. Staliśmy na zboczu góry. Nad nami był las, a pod nami ocean…
- Jak tu pięknie – szepnęłam z zachwytem

niedziela, 27 stycznia 2013

Leonardo

Kiedy już posprzątałem wszystko, usiadłem w fotelu i zaczytałem się w książce, którą przyniósł gołąb. Niby wszystko wiedziałem ale wolałem się upewnić...
Tak jak myślałem, mała powinna się spotkać z Pierwszym. To było wręcz nieuniknione. Dla jej dobra, oczywiście.
Nie wiem dlaczego Rafaell ją uwielbiał. Była podobna do Rosalie ale nie miała takich oczu. No różniły się. Ale były podobne. I kto to do choler* jest ta Rosalie!
Po jakichś trzydziestu minutach (zdziwiło mnie, że tak szybko) chłopak wrócił do pokoju z dziwnym grymasem na twarzy.
-A ci co?- rzuciłem siedząc nadal w fotelu z książką w rękach.
"Byłem u Inez"
-Tego to się domyślałem. Pytałem się, co ci jest?
"Nic."
-Jasne... Więc, co się takiego ciekawego dowiedziałeś? I dlaczego tak szybko wróciłeś?
"Nie chciałem jej męczyć." wymigał chłopak i opowiedział czego się dowiedział. Gdy skończył skomentowałem zdziwiony.
-A już myślałem, że będzie ciekawie.- chłopak wywrócił oczami- Spokojnie. Żartuję sobie.
"Ach... Gdzie ten horror co przyniosłeś?"
-Wrzuciłeś go chyba do biurka.
Rafaell zajrzał we wskazane miejsce i rzeczywiście. Książka tam była. Zabrał ją i rozłożył się na drugim fotelu. Jednak w książce zamiast zakładki było to "felerne" zdjęcie.
"Leonardzie, kto to jest?"
-Że co?- zdziwiłem się.
"No kto to?"
-Nie pamiętasz?
"Nie. Ja już nic tamtego nie pamiętam. Kto to jest?"
-Yyy...- po raz pierwszy nie wiedziałem co powiedzieć.- Nie wyjaśniłeś mi tego.
"A chyba powinienem." spuścił głowę wpatrując się w fotografie. "Od teraz będę."
-Spoko.- nadal byłem w szoku.
"Leo ja nie chcę cię zapomnieć."
-Yyy... Wiem.- jak na złość nie wiedziałem co zrobić. Zaczynało mnie to irytować.
"Leo..." zaczął niepewnie.
-Tak?
"Jak nie będę nic pamiętał to mnie zabij"
-Że co?!
"Nie chcę żyć ucząc się na nowo migowego i... wszystkiego."
Teraz już rozumiałem. Nadszedł ten czas załamania, w którym każdy człowiek potrzebuje wsparcia, żeby się nie załamać. Pocieszenia. Ale ja nie jestem od tego. Po prostu się nie nadaję. I tyle... Mogłem spróbować ale po co? Wiem jak to się kończyło. A Rafaell już raz był w takiej sytuacji. Sam. I zbyt dobrze się to nie skończyło...
-Obiecaj, że już tego więcej nie zrobisz.- szepnąłem.
"Ale czego?"
-Nie spróbujesz. No wiesz...
"Rozumiem. A robiłem już?"
-To nie jest śmieszne. Nie żartuj sobie.
"Ale ja nie żartuję. Więc robiłem już?"
-Yyy... Nieważne.
Nagle zapukał ktoś do pokoju. Otworzył Rafaell. Jak się okazało był to gołąb. Przyszedł po książkę, którą czytałem. Oddałem mu ją bez słowa i zamknąłem drzwi przed nosem.
"Nie masz kultury." wytknął mi przyjaciel.
-Kultura nie ma nic do tego.- odparłem ciągnąc go za nadgarstek do łóżka. Gdy to zrobiłem usadziłem go na nim i zażądałem szczegółowej odpowiedzi na pytanie.-Co pamiętasz najdawniej?
Rafaell wyjaśnił mi wszystko dokładnie i jak się okazało, to za dużo nie pamiętał. Przyznał się nawet, że nie pamięta już wielu znaków migowych.

Inez

Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą twarz jakiejś elfki. Usiadłam zaskoczona. Byłam osłabiona, ale nic mnie już nie bolało.
- Co? Co się stało? Kim jesteś? - zapytałam
Do pokoju wszedł Alex. Spojrzał zdziwiony na mnie i na elfkę
- Jak ty to? - zapytał.
- Nira, jest elfem. Potrafi uzdrawiać, szybciej niż wy. Anioły. – odpowiedziała dziewczyna, której wcześniej nie zauważyłam. Była śliczna i siedziała na wózku inwalidzkim.
- Tak, to prawda. Ona jest elfem. - powiedziała Cav.
- Dziękuję bardzo. Nie wiem czy się odwdzięczę. – wyszeptał mój anioł - A tak właściwie. Nazywam się Alex – przedstawił się.
Był przybity i chyba nie tylko ja to zauważyłam bo Nira odezwala się pocieszająco.
- Uzdrowiłbyś ją. Tylko zajęłoby to Ci więcej czasu - Alex spojrzał na nią nie do końca przekonany
- Masz rację... Dziękuję Ci jeszcze raz. - powiedział
- Nie ma problemu. – elfka uśmiechnęła się delikatnie.
W tym momencie sobie o czymś przypomniałam.
- Cav. Mogłybyśmy pogadać? – zapytałam przyjaciółkę
- Pewnie.
- To może my już pójdziemy. – zaproponowała dziewczyna na wózku, a Nira niemal od razu znalazła się obok niej.
- Do widzenia wszystkim - powiedziała jeszcze po czym wyszły.
Alex i Div poszli do kuchni, a my zostałyśmy same.
- O czym chciałaś pogadać? – zapytała Cavaliada
- O tym czemu tu przyszłaś
- Co?! – zdumiała się – Chciałam zobaczyć co z tobą
- Wiem i bardzo się cieszę, że przyszłaś. Zrobiłaś mi wspaniałą niespodziankę, ale… - urwałam
- Ale co?
- Nie chcę żeby coś ci się stało – szepnęłam – Dużo ryzykujesz, wracając tu przed czasem. Tu jest niebezpiecznie – wyjaśniłam
- To nie ważne – powiedziała dziewczyna - Zostanę tu. Umiem się bronić, a poza tym nie mam zamiaru cię tu zostawić
- Jesteś najlepszą przyjaciółką pod słońcem – powiedziałam, a Cav się rozpromieniła. Zapadła cisza….
- Muszę już iść – powiedziała z westchnieniem Cav i zawołała w stronę kuchni – Div, idziemy już!
Anioł w kilka chwil był koło niej. Pożegnaliśmy się, a oni wyszli.
- Inez, na pewno wszystko w porządku? – zapytał zatroskany Alex, zamykając za nimi drzwi.
- Jasne, nie martw się – odpowiedziałam
- Nie będę się martwić jak wyzdrowiejesz – powiedział anioł. Był bardzo przybity.
- Alex nic mi nie jest – zapewniłam go
- Może i masz racje – przyznał anioł – Ale gdyby nie ja to nie byłabyś ranna
- Co? – zapytałam zaskoczona – O czym ty mówisz? Przecież mnie uratowałeś!
- Ale Cię też zostawiłem – powiedział przybity, spuszczając głowę – Gdybym z tobą został to by cię nie zaatakowali.
- Nie zostawiłeś mnie celowo i dobrze o tym wiesz – szepnęłam
- Nie mówmy o tym teraz dobrze? – poprosił
Chciałam zaprotestować, ale w tym momencie ktoś zapukał do drzwi i Alex poszedł otworzyć. Przez dłuższą chwilę go nie było i domyślałam się, że z kimś rozmawia. W końcu zniecierpliwiona zawołałam.
-Alex, kto to?
-Gość.- odpowiedział i wprowadził do środka Rafaella
"Jak się czujesz?"- zapytał chłopak
- Lepiej, dzięki – odpowiedziałam z uśmiechem
„ To może opowiesz nam co się dokładnie stało?”
- Ehhh… w porządku – przytaknęłam z wahaniem – Ale może usiądź bo to długa historia
Rafaell usiadł na fotelu
„Opowiadaj” poprosił
Zaczęłam mówić o ataku hybrydy, o tym jak mnie łowcy otoczyli i zranili. Potem opowiedziałam jak obudziłam się w namiocie i…
- Jeden z tych łowców chciał się zabawić – wyznałam, a Alex i Rafaell jednocześnie zacisnęli pięści
„Co za !@*#” wymigał Rafaell, a ja zaśmiałam się nieoczekiwanie „Czemu się śmiejesz?” zapytał zdezorientowany
- Z miny tego faceta kiedy mu przyłożyłam – odpowiedziałam, a widząc ich zdziwione miny dodałam – Myślał, że się nie będę bronić, ale się pomylił. Przekonał się jaka jestem kiedy za bardzo się zbliżył.
„Wow, tego bym się po tobie nie spodziewał” wymigał chłopak
- Taa, ale zapłaciłam za to wysoką cenę – powiedziałam poważniejąc – Nie dość, że mną poniewierali i traktowali jak worek treningowy to jeszcze zakuli mnie w jakieś magiczne kajdany, które raniły przy każdym ruchu.

Tablica ogłoszeń

Przypominamy, że do ukończenia został event który jest niezbędny do ruszenia dalej z fabułą. Chętni proszę zgłaszać się do gulinek.16 lub do Kitkomania.
Dziękuję za chwilę uwagi.

Rafaello

Obudziłem się głodny i niewyspany jak nie wiem co. Jednak już po chwili dotarła do mnie woń śniadania. Leonardo zawsze nadrabiał sobie u mnie poprzez mój żołądek. Wygramoliłem się z łóżka z nadzieją, że to co przygotował smakuje tak jak pachnie. Na szczęście moje zmysły mnie nie zawiodły...

-To jak?- wyskoczył Leo gdy już skończyliśmy.
"Ale, że co jak?"
-No co teraz?
"Nie rozumiem o co ci chodzi."
-No co masz zamiar zrobić z Mayą. Bo jak cię znam to nie oddasz jej tak łatwo.- wycedził z wrednym uśmiechem.
"Obawiam się, że nie mam możliwości by zrobić cokolwiek." wymigałem niezadowolony "Chciałem jej pomóc, żeby nie cierpiała więcej ale jestem na to za słaby."
-Czyżbyś się poddawał?- zdziwił się.
"Nie. Stwierdzam fakty."
-Dość dziwne fakty.
"Dlaczego? Co ja mogę sam zrobić?"
-A widziałeś co już zrobiłeś?
"Leo, nie mam zamiaru bawić się z tobą w zgaduj-zgadula."
-Spójrz na to z innej strony. Razem z gołębiem i jego panną daliście małej już dość dużo.
"Niby co?"
-Poczucie bezpieczeństwa.
"Złudne."
-No to dopilnuj by było prawdziwe.- odparł pogodnie.
"Niby jak?!"
-W takich sprawach nie zwracaj się do mnie. Wiesz jaki jestem. Mogło by nie wyjść za ciekawie.
"Ta. Po ty w stosunku do innych żywisz negatywne emocje. Tak... Znam to."
-Właśnie. Więc oddaj mi ten talerz i idź myśleć.- powiedział zabierając talerz.
"Jasne."

Nie rozumiałem nic z tego czego ktoś chciał od Mayi. To było dla mnie zbyt dziwne... Przecież to jest tylko mała dziewczynka po przejściach.
Na dodatek luki w pamięci się powiększały... Siedziałem i rozmyślałem. Chwilowo nic innego do robienia mi nie pozostało.
W końcu nie mogąc wytrzymać udałem się sprawdzić co z Inez.

Zanim zapukałem do pokoju dziewczyny, przybrałem radosną minę. Miałem nadzieję, że było z nią lepiej.
Gdy zapukałem niemalże natychmiast otworzył mi Alex, pytając:
-Ktoś was złapał?
"Nie. Mówiłem, żebyś się nie martwił. Co z Inez?"
-Dużo lepiej. Z resztą, ktoś mi pomógł. Wejdź.- zaprosił mnie.
Nie wiedziałem czy "lepiej"to u Alexa duża różnica ale miałem nadzieję,że tak.
Zanim stanąłem w polu widzenia dziewczyny zapytałem anioła o jedno:
"Powiedziałeś jej o karteczce?" chłopak pokręcił przecząco głową.
-Alex, kto to?
-Gość.- odpowiedział wprowadzając mnie do środka.
"Jak się czujesz?"- zapytałem.