czwartek, 17 stycznia 2013

Tsukihime

-Hm... no dobrze - odpowiedziałam po chwili. - Ale nie mam zamiaru robić nic przy tym. Jeśli nie wezmą ich, to osobiście będziesz załatwiać każdemu schronienie - zastrzegłam. Nie ufałam mu, mimo, że to był "ten wspaniały" anioł. Nie, żeby Kuro miał odmienny pogląd, ale jego gra była idealna. Alex mu ufał i nie miałam zamiaru tego nie wykorzystać. Dobry i zły glina w końcu dawali prawie sto procent skuteczności. - W takim razie uzgodnione na razie. Reszta potem, żebyście zdążyli z rozumieniem, co do was mówię - stwierdziłam. Wiedziałam, że co najmniej zirytuję Mr. and Mrs. Wonderful, ale oni tylko zagryźli zęby, a ja wyszłam.

OGŁOSZENIA:
W związku z wojną i przebudową dormitorium wszyscy uczniowie przenoszą się do MT (szczegóły u Inez, czyli gulinek.16 na Howrse). Zostają (panowie + słudzy): 
Tsukihime (czyli ja),
Inez,
Devi,
Rafaello (jak wróci).
Proszę się przeprowadzić wraz ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami  do końca miesiąca tam, być może na dłużej. Jeśli ktoś jeszcze chce brać udział w wojnie, zgłosić to do mnie, żebym nie ścigała za brak przeprowadzki.

Maya



Kiedy Izo i Blar odeszli Eve też postanowiła isć do pokoju. Chciała żebym z nią poszła, ale się nie zgodziłam. Czułam, że muszę zostać….
- To co teraz? – zwróciła się Inez do białowłosej – Masz jakiś plan jak pokonać tego archanioła?
- Może… – odpowiedziała z wahaniem dziewczyna
- No to może nas wtajemniczysz? – zaproponował Alex
- Niech wam będzie, ale nie tutaj – powiedziała i zaprowadziła nas do akademika.
Po kilku minutach siedzieliśmy już w jej pokoju razem z dwoma chłopakami. Jeden chyba był aniołem, ale nie takim jak Alex. Był inny i miał czarne skrzydła.
Ten inny anioł na początku strasznie się zdenerwował kiedy usłyszał co się stało. Po chwili się uspokoił i wszyscy usiedliśmy żeby wysłuchać co białowłosa ma do powiedzenia.
- Nie mamy łatwego przeciwnika – zaczęła dziewczyna – Michał jest silny, cwany i ma na pewno różnych…. – zawahała się, patrząc na mnie – sługusów na każde zawołanie…
- Nie rozwódź się nad nim tyle tylko powiedz jak go mamy załatwić – przerwał jej drugi chłopak
- Devi, zamknij się i daj jej mówić! – skarcił go anioł – Kontynuuj – zwrócil się poważnie do dziewczyny
- No więc zanim spróbujemy stanąć z nim do walki musimy gdzieś ukryć uczniów żeby nie oberwali przez przypadek. Nie wiem jeszcze gdzie ich przeniesiemy, ale gdzieś na pewno….
- A może do szkoły, która jest ukryta w środku lasu co? Nadawałaby się – zapytała nieoczekiwanie Inez
- Nie wykluczona, ale skąd wiesz czy nas tam przyjmą?
- To jest szkoła w której uczyłem się razem z Divertente – wyjaśnił Alex – Znam nauczycieli i myślę, że nie będzie żadnych problemów z chwilową przeprowadzką.
- A ta wasza szkoła jest chociaż jakoś chroniona? – zapytała z powątpiewaniem białowłosa
- Oczywiście. Są tam specjalne bariery ochronne.
- Hm… - dziewczyna zastanawiała się przez chwilę, a potem westchnęła ciężko i odpowiedziała…

Izozteka

-Zmywamy się – szepnęłam do Blara.
Szybko zabraliśmy koty (wraz z Nalą, która jeszcze nie chciała się rozstawać z innymi) i poszliśmy do pokoju. Tylko Kot został twierdząc, że chce wszystko obserwować i że później powiadomi nas o rozwoju wypadków.
-Dlaczego chciałaś stamtąd iść? – spytał mój sługa, gdy już znaleźliśmy się w pokoju.
-Nie mam zamiaru mieszać się w sprawy pomiędzy „niebem a piekłem” – odparłam dziwnie ponuro.- A niestety zapowiada się, że taki konflikt nie tyle jest nieunikniony, co już trwa.
-Ale dalej nie rozumiem, czemu nie chcesz pomóc swojej koleżance.
-Mojej koleżance? Fajnie, mam koleżankę – wymruczałam do siebie. Kiedy ja ostatnio nazwałam kogoś koleżanką? Na pewno nie przez te dwa lata, od kiedy Blar został moim „jedynym przyjacielem”…
Właśnie, to już dwa lata, a on nie ogarniał mojego zachowania. A może chciał mną tak troszkę, ociupinkę zmanipulować żebym jednak pomogła „koleżance”?
Usiadłam na łóżku, a po chwili namysłu padłam na nie zostawiając nogi n podłodze.
-Przypomnij mi: dlaczego zostałeś moim sługom? – spytałam nagle.
-Dlaczego…? Bo nie miałem zamiaru zostawić cię samej, a to był najlepszy sposób na to.
-Ale dlaczego nie chciałeś zostawić tej wrednej i wkurzającej dziewczyny jaką byłam?
-Hmm… Właściwie to nie wiem. Może dlatego, że ta dziewczyna ma szczególne względy u mojego pana? A może jednak, dlatego, że wcale nie była taka wredna i wkurzająca, na jaką pozowała?
-Dzięki – powiedziałam z niemrawym uśmiechem, a wkrótce potem zasnęłam, myśląc o tym co się mogło stać z moją rodziną…

Tsukihime

Właśnie medytowałam, gdy do Świata Odwróconego wrócił Sitri.
- Musimy porozmawiać - oznajmił, potrząsając mną lekko. Wróciłam do pełnej świadomości i popatrzyłam na niego nieco zaspanym wzrokiem.
- Więc? - spytałam. W odpowiedzi pokazał mi kawałek pióra. Białego pióra o charakterystycznej ostrej końcówce.
- Misiek? - spytałam, zaciskając zęby, by nie krzyknąć z bólu. Nigdy nie zagojone rany Niebiańskiego Miecza wyczuły obecność świętego pióra i zaczęły pulsować, odnawiając się. Poczułam strużki krwi ściekające w dół pleców.
- Był tu? - spytałam słabym głosem.
- Hybryda - demon zaprzeczył głową  poważnie. - Na razie. Jesteś pewna, że nie chcesz mówić Kuro?
- Jestem. Masz wiadomość? - spytałam.
- Jaką wiadomość? Tylko to mam, ale nie szukałem, więc... - nie dałam mu dokończyć.
- Odwołaj Świat. Muszę zobaczyć ciało.

Na miejscu już był tłum. Zaklęłam w myślach na widok  Inez i jej anioła. Dziękowałam wszystkim duchom opatrzności, że założyłam na siebie kurtkę. Inaczej na pewno zobaczyliby, że moje plecy są całe we krwi, mimo, że kawałek pióra był już spalony. Nie oni jednak przykuli moje spojrzenie, a mała dziewczynka, z którą ostatnio Wspaniali Tego Świata bawili się w przedszkole. Jej oczy były dużo głębsze niż zwyczajnego dziecka. Nie zdawała sobie pewnie nawet z tego sprawy, ale była jedną z broni ludzi, maszyną do zabijania. Oczywiście, uśpioną, ale ciągle cykającą przed wybuchem.Mówiono na nich nadludzie i mieli zdolność do przekazywania swojemu potomstwu wszystkiego, co wiedzieli. Po kilku pokoleniach było tego całkiem sporo. Dziewczynka nie wiedziała chyba jednak o tym w świadomy sposób. (...)
- Zgoda - powiedziałam w końcu. Nie była to jednak moja całkowita wola. Jakiś niedefiniowalny rodzaj magii kazał mi przystać na to. Być może był to instynkt rodowy, w końcu kiedyś moi przodkowie rządzili jej przodkami i mieli niejako do nich zaufanie. Zwłaszcza, że nadludzie, podobnie jak inne istoty z grupy Artificials nie byli w stanie kłamać.
- Cóż to się stało, że pani "ja wszystko umiem lepiej" przyjmuje pomoc od dziecka? Staczasz się, wiesz? - dociął mi Alex, ale zbyłam go krótkim spojrzeniem. Podeszłam do truchła pozbawionej głowy hybrydy grizzly, lwa i czegoś jeszcze. Przemacałam kieszenie, ale nie mogłam nic znaleźć. W końcu, wkurzona , kopnęłam ciało i znalazłam to, czego szukałam. Na ludzkich plecach istoty napisane było "Niech twa duża mizerna spocznie w pokoju, dziecino", pod spodem runa oczyszczenia. Poleciało kilka niecenzuralnych słów.
- On? - spytał Sitri, podchodząc do mnie i obejmując mnie w pasie.
- On - potwierdziłam. - Jak zwykle hojny i wielkomyślny - zironizowałam. - I, jak widzę, wraca do starych kontaktów.
- Czyli wiesz, kogo to hybryda?
- Oczywiście, że tak. Mało kto ma tak zły gust - uśmiechnęłam się z wyższością do Inez. Wiedziałam, że nie ma zielonego pojęcia o świecie i nie zna prawie nikogo z tej swojej kochanej "białej strony mocy". Ja znałam aż za dobrze. Ale nie miałam zamiaru nic mówić. Informacja ma w końcu swoją cenę...

Inez


Uslyszawszy krzyki i zamieszanie w parku razem z Alexem pobiegłam zobaczyć co sie dzieje. Kiedy dobieglismy na miejsce moim oczom ukazał sie bezgłowy potwór leżący na trawie w kałuży krwi. Niedaleko stwora stał lekko ranny Blar i Izo z Eve w ramionach. W krzakach dojrzałam tez Maye z kotami. Podeszłam najpierw do Izo. Dziewczyna wypuściła już Eve z objęć. Podalam jej rękę i pomogłam wstać. Alex tymczasem szybko wyleczyl obrażenia Blara. 
- Co tu sie stało? - spytałam - Skąd ten potwór sie tu wziął? 
- Nie wiem - odpowiedziała z wahaniem dziewczyna - Pewnie przeszedł przez dziurę w barierze 
- Ale to nie jest zwykły potwór - wtrącił sie nagle Kot - To hybryda
- Hybryda? - zapytaliśmy chórem 
- Taa, to taki potwór niezbyt mądry i ładny, ale dość silny i prawie niezniszcalny. Ale oprucz tego jest jeszcze jeden problem 
- To znaczy? Przeciez go zabiloscie - odezwala sie Maya 
- Tak, ale on nie powstał samoczynnie. Ktoś go musiał stworzyć...
- I chyba wiem kto - przerwał mu Alex i pokazał nam ulamane białe pióro. Podeszłam do niego i przyjrzałam sie znalezisku - To pióro archaniola - wyjaśnił 
- Kogo? 
- Archaniola Michała 
- Kto to? 
- To ten cholerny anioł, który mi to zrobił - usłyszałam znajomy głos.
Odwróciłam sie na pięcie i zobaczyłam Tsukihime, szybko zmierzającą w nasza stronę  -To on mnie ścigał kiedyś i to o mnie mu chodzi teraz - wyjasnila, widząc nasze zdumione 
spojrzenia. Wyglądała na zdenerwowaną, ale po chwili okazało sie, że to coś wiecej. 
- Jesteś silna więc czemu sie go boisz? - zapytała Maya, nieoczekiwanie zbliżając sie do białowłosej 
- Nie boje sie go! - odparla podenerwowana dziewczyna, ale zrobiła to za szybko jak na przemyślaną odpowiedż. Maya pokręciła głową. 
- Boisz sie i to bardzo, obie o tym wiemy - szepnęła dziewczynka, była tak blisko białowłosej i mówiła tak cicho, że oprócz Tsukihime tylko ja mogłam ją zrozumieć - Możemy ci pomoc - oznajmiła stanowczo 
- Nie! Nie zamierzam przyjmować pomocy od.... - urwala zaskoczona bo dziewczynka stanela na palcach i położyła jej rękę na ramieniu 
- Obie wiemy, że sama go nie pokonasz i może ci sie stać krzywda więc pozwól sobie pomóc - mała mówiła bardzo przekonująco, przez cały czas patrząc Tsukihime prosto w oczy. 
 Na twarzy białowłosej dziewczyny widniało niebotyczne zdumienie i jakieś inne uczucie po części wzruszenie po części rezygnacja. Dziewczyna toczyła walkę sama ze sobą. Zapadła chwila klopotliwej ciszy...
- Zgoda - szepnęła w końcu Tsukihime

środa, 16 stycznia 2013

Sitri

Znudzony wpatrywałem się w bawiące się ze sobą motyle. ?Były na swój sposób piękne. Usłyszałem za sobą szelest i automatycznie złapałem skradające się do mnie stworzenie. Był to biały kot z niebieskimi oczami, a właściwie kotka, i to dosyć młoda.
"Puszczaj!" zwierzątko było wściekłe na mnie. Uśmiechnąłem się i położyłem je na ziemi, wyciągając i prostując pionowo kocie uszy w geście pokoju. Przekrzywiłem lekko głowę, by spytać, skąd tu jest.
"Moją panią coś napadło. Postanowiłam się nie narzucać." odpowiedziała, jak gdyby to było oczywiste. Wywróciłem oczami i zakreśliłem łuk ręką, by mnie poprowadziła. Prychnęła i skoczyła w krzaki, myśląc, że mnie zbędzie. Nie miałem jednak najmniejszego problemu z podążaniem za nią. Muszę przyznać, że dźwięki wydawane przez jej łapy były stłumione, ale podejrzewałem, że to jakaś kocia magia, więc nic nie mówiłem. Zwłaszcza, że zwierzę było przekonane, że go nie słyszę, więc nie mówiłem mu, że na mnie wpływ magii jest mniejszy przez "wspólne korzenie". W końcu wyszliśmy na polanę, gdzie panował tłok, i to dosłownie mówiąc. Była tam ta dzina dziewczynka pachnąca chemią i metalem, młoda kotołaczka i psychopatyczna dziewczyna w krzakach, a na otwartej przestrzeni walczył wróż z jakąś hybrydą. Wszystkiemu przyglądał się Kot z Cheshire, mój stary kumpel wraz z trójką innych kotów. Poza tym, z oddali słyszałem przyspieszony kroki "watahy", jak nazywałem w myślach Inez i spółkę.
- Widzę, że sparing tu macie, Kocie - zagadnąłem kocisko.
- Nie gadaj, tylko byś mu pomógł. W końcu niewiele osób wie, jak się zabrać do hybryd - odparował.
- I ty niby jesteś w tej większości? - uśmiechnąłem się z tryumfem, ale odwróciłem się do potwora. - Te, ładny! - rzuciłem w niego małym kamykiem, by zwrócić na siebie uwagę. Odrzucił łapą ww tył walczącego z nim wróża... Blara, czy jak mu tam było. - Nie, żebym coś do ciebie miał, czy coś. Ja osobiście jestem za istotami in' labour, ale nie na moim terenie. Tak się tylko zastanawiam, kto cię zrobił, co? Bo poczucia smaku, to chyba nie miał.
- TY!!! - wykrzyknęło stworzenie zniekształconym głosem.
- Ja? Ja jestem całkiem ładna istota. W odróżnieniu do ciebie. Na twoim miejscu wstydziłbym się pokazać na oczy swojemu panu. Takiego paszczura musi biedny oglądać. Ale wiesz, jest na to sposób. Twój pan przyznałby mi rację, że będzie mu lepiej w ten sposób - ciągnąłem dalej. Wiedziałem, że załapie. 
- Co mam zrobić? - załapało.
- Wiesz, to prosta sprawa. Nie będzie się na ciebie musiał patrzyć, jak cię nie będzie. Ale to drastyczne rozwiązanie jest. Więc po prostu oderwij sobie głowę, bo ona jest najgorsza, z resztą jakoś da się żyć - uśmiechnąłem się życzliwie.
- Tak... - stworzenie sięgnęło łapami, prawdopodobnie niedźwiedzimi, do swojej głowy i szarpnęło za nią gwałtownie z siłą. Po chwili, leżała na ziemi we krwi. W tym momencie Kot skoczył na nią i wbił pazury w oboje oczu stworzenia. Było po wszystkim.
- Masz jeszcze gorsze maniery niż kiedyś. Tak po prostu źle doradzać i jeszcze z tego się cieszyć - skwitował w końcu Kot, wylizująć łapy.
- Uznam to jako komplement - uśmiechnąłem się promiennie. - Resztą zajmiecie się wy, nie lubię sobie brudzić rąk z byle powodu. Tylko polecam to spalić, inaczej się odbuduje i wróci do pana, jeśli jest dobrze zrobiony - machnąłem ręką na pożegnanie i już miałem odejść, gdy moją uwagę przykuł jeden szczegół. Podszedłem do ciała i włożyłem rękę do kieszeni. Zakląłem. Stwór miał w niej białe pióro i karteczkę. Nie musiałem czytać, by wiedzieć, o czym ona jest. Z furią wrzuciłem ją do krwi i po chwili pozostała po niej tylko kupka popiołu. Słysząc, że wataha pojawi się za chwilę na polanie, przełamałem pióro na pół i puściłem nasadę luzem, by ją zobaczyli. Koniec włożyłem do kieszeni i zmyłem się do dzikszej części ogrodu.

Izozteka


Obudzili mnie nad ranem Blar i ta mała kotołaczka, Eve. Lubiłam małą, ale poranne pobudki to nie moja specjalność. Ale jak mi powiedzieli, że chcą się pobawić z kotami w parku to obudziłam się bardzo szybko. Ubrałam na siebie pierwsze lepsze ciuchy i poszliśmy się pobawić.
-Czyli umiesz rozmawiać ze zwierzętami, tak? – spytałam po pewnym czasie zabaw.
-Tak – odparła mała, która dzięki kotom była teraz cała w skowronkach.
-A powiesz mi czy Zima też coś mówi?
-Przecież mogłaś się mnie spytać! – wtrącił zdegustowany Kot.
-Cicho, ja tu się zaprzyjaźnić próbuję – odparłam i wystawiłam mu język na co Eve się roześmiała.
-Tak, Zima mimo, że nic nie słyszy to potrafi „mówić”. Dzięki temu udało mi się dowiedzieć, jakie są ich zdolności.
-Naprawdę? – odezwał się przysłuchujący się tylko do tej pory rozmowie Blar. – A jakie to?
-Śnieg jest ich przewodnikiem – zaczęła dostojnie dziewczynka – dlatego zawsze będzie wiedział jaką drogę wybrać by była ona tą właściwą. Śnieżynka ma jedno ucho nie sprawne, ale nadrabia to drugim i słyszy na dwa razy większą odległość niż inne koty. A Zima potrafi poruszać się całkiem bezszelestnie. Nie wyda żadnego dźwięku, nawet gdy coś przypadkiem strąci, może strawić że nikt tego nie usłyszy.
Ja i Blar patrzyliśmy na nią całkowicie oczarowani tą przemową. Jednak nie zdążyliśmy nic powiedzieć gdy Eve wykrzyknęła:
-Maya! - I podbiegła do dziewczynki, która stała z jakimś chłopakiem nieopodal nas.
Zamieniła ona kilka słów z tym chłopakiem, (który nic nie mówił tylko coś odpisywał) i zaraz wróciła do nas.
-Cześć młoda, chcesz się z nami pobawić? – spytałam słodko May.
-Jasne! – odparła i zaczęliśmy zabawę.
Bawiliśmy się wszyscy wspaniale. W końcu wpadłam na pomysł żeby pobawić się w chowanego. Stanęłam w miejscu, w którym wszyscy mogli mnie zauważyć, zakryłam oczy ręką i zaczęłam odliczać. Gdy zbliżałam się do zera Blar coś krzykną i zostałam powalona na ziemię.
Natychmiast otworzyłam oczy i zobaczyłam, że Blar mierzy się z jakimś dziwnym stworzeniem – zapewne jednym z tych, co się dostały na teren szkoły przez dziury w barierze. Odtoczyłam się pod krzaki i spokojnie czekałam aż Blar załatwi całą sprawę – nie miałam mu jak pomóc, bez łuku w takich sytuacjach byłam bezbronna. Blar już kończył z tym stworzeniem, gdy nagle skoczył na nie tygrys. Wszystko by było pięknie, tygrys wielkie i wspaniałe zwierzę, raz dwa by sobie poradziło z tym małym stworzonkiem. Ale ten tygrys był mały, i to bardzo mały. Młody i niezbyt silny, dlatego od razu zorientowałam się, o co chodzi.
-Eve nie! – krzyknęłam i skoczyłam by zepchnąć młodą kotołaczkę z toru lotu.
Udało mi się to w ostatnim momencie. Gdyby Eve zdążyła dotknąć stworzenia, wraz z nim zostałaby zamrożona. Przeturlałam się z tygrysem w objęciach, a gdy usiadłam w moich ramionach znów była mała i lekko wkurzona Eve.