wtorek, 1 stycznia 2013

Kurochi

Noc była piękna. Żałowałem, że Hime poszła już spać. Postanowiłem zamknąć ją z bezpiecznym Świecie Odwróconym, a sam udać się na spacer po ogrodzie. W końcu w Nowy Rok świat niematerialny i materialny są najbliżej siebie, więc może kogoś spotkam... Jezioro oświetlone księżycem było piękne. Zatęskniłem trochę do Podziemia i Krainy Wiecznej Zimy. Ale nawet dla niej nie opuściłbym Hime. Wyciągnąłem się zadowolony na trawie i przymknąłem oczy. W pewnej chwili usłyszałem szelest. Posłałem kulę mroku ku miejscu, skąd pochodził odgłos.
- Ej! - zaprotestował ktoś. - Ja rozumiem, że konkurencja i tak dalej, ale mógłbyś chociaż raz odpuścić! W końcu jesteśmy tu z kobietami, a nie wypada ich martwić - zza drzewa wyłonił się jasny kształt z dużymi, białymi skrzydłami. Skrzywiłem się zniesmaczony.
- Ty - stwierdziłem.
- Ja - potwierdził...
< I co, który to anioł przyszedł za mną?>

Inez

Pokaz wyszedł wspaniale. Udało nam się zadowolić nawet Tsukihime, a to duży wyczyn. Wszyscy się dobrze bawiliśmy i dopiero przed świtem rozeszliśmy się do pokoi.
Jak tylko weszłam do swojego mieszkania zauważyłam, że Alex zrobił mi niespodziankę. Na stole stał szampan z dwoma kieliszkami i talerz moich ulubionych ciasteczek.
- Napijesz się ze mną? - zapytał anioł
- Oczywiście! - uśmiechnęłam się. Wznieśliśmy toast za udany nowy rok. Potem byłam tak zmęczona, że ledwo zdołałam dojść do łózka. Kiedy się już w nim znalazłam niemal od razu zasnęłam.

Obudziłam się w południe. Mimo, że spałam tylko kilka godzin byłam wypoczęta.
- Może pójdziemy na spacer? – zaproponowałam Alexowi po śniadaniu.
- Możemy iść – uśmiechnął się do mnie
- Wezmę Nalę – powiedziałam. Kotkę znalazłam śpiącą smacznie na jednym z głębokich foteli. Wzięłam ją na ręce i przytuliłam do siebie.- Chodźmy – zakomenderowałam rozpromieniona.
Wyszliśmy z pokoju i podążyliśmy do wyjścia z akademika. W pewnym momencie sobie o czymś przypomniałam.
- Muszę odwiedzić Rafaella – zwróciłam się do przyjaciela
- Kogo?
- Nowego ucznia – wyjaśniłam – Jestem jego mentorką, a jeszcze nawet go nie widziałam.
- A wiesz gdzie on mieszka? – przytaknęłam – No to chodźmy go odwiedzić.
Przypomniałam sobie wskazówki Tsukihime i podążyłam korytarzami do pokoju Rafaella. Kiedy już tam dotarliśmy nieśmiało zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył je…. rysownik!
Cześć”– wymigał do mnie z uśmiechem
- Cześć – odpowiedziałam zdumiona
Wejdź do środka” - zaprosił mnie - Widzę ze ktoś ci towarzyszy”
- Tak, to jest Alex. Mój przyjaciel – przedstawiłam anioła. Przypomniałam sobie, że sama nie zdążyłam się mu jeszcze przedstawić – Ja jestem Inez – dodałam, rumieniąc się
Rafaello” przedstawił się chłopak
- Masz może ochotę na spacer? Pokazałabym ci szkołę - zaproponowałam
Przepraszam, ale czekam na kogoś” - pokazał na migi, a ja mimowolnie posmutniałam - Czekam na mojego mentora” wyjaśnił szybko, widząc moją reakcje.
- No to się doczekałeś – powiedział Alex, śmiejąc się – To Inez jest twoją mentorką.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Tsukihime - NOWY ROK!!!

Święta, święta i po świętach... Ale Nowy Rok, to co innego. On w końcu będzie trwał 365 dni, a nie jakieś tam 3. Byłam ciekawa, co też grupa pod wezwaniem wymyśliła. Wyszłam przed budynek. Powoli robił się tłum, bo każdy chciał zobaczyć te sławne fajerwerki, o których tyle mówili organizatorzy. W końcu pojawili się - 4 "wspaniałych", którzy za karę lub z własnej woli zajęli się naszym pierwszym wspólnym Nowym Rokiem. Od początku oniemiałam. Wyszli w pomarańczowych sukienkach (tak, nawet Dawid) z wielkim napisem PIROMANI. Już wiedziałam, że lepiej było wytresować parę smoków i efekt byłby lepszy. Kurochi wyczuł mój nastrój.
- Nie narzekaj, może będzie fajnie - szturchnął mnie w zaczepce.
- Ta, jasne - mruknęłam i chciałam jeszcze coś dodać, ale się zaczęło:
 
Gdy skończyli, pokiwałam głową z uznaniem.
- Nie jest złe - w końcu stwierdziłam. Uczniowie krzyczeli, szturchali się i wymachiwali. Wszyscy nagle zapomnieli o problemach ubiegłych dni.
- DOBRA, DOBRA, SPOKÓJ!!!! - wrzasnęłam, przeciskając się przez tłum. - Tak, tak, wiem, że cieszycie, bo przeżyliście cały boży rok, ale może trochę potem, co? Będziecie mieli tyyyyle czasu, ile chcecie, w końcu do końca tygodnia macie wolne - w reszcie się chociaż trochę uspokoili. - A teraz, jeśli nie jesteście zajęci, chciałabym wam coś pokazać - wyciągnęłam z kieszeni pilota i włączyłam wielki bilbord, wystawiony specjalnie na tą okazję. Film się zaczął:



Gdy w końcu się skończyło, wyłączyłam ekran.
- Możecie się rozejść, to koniec uroczystości - powiedziałam i sama wróciłam do pokoju. kuro ogarnął szybko łóżko i położyłam się spać. Co oni widzą w siedzenie i czekaniu przez pół nocy, żeby pocieszyć, że już nowa doba jest?

Izozteka


Gdy tylko Inez wyszła, David zabrał nas z powrotem do swojego pokoju. Na szczęście długo tam sami nie siedzieliśmy, bo przyszła Inez z kartonem pełnym fajerwerk, sztucznych ogni… i strojów dla nas! Były, co najmniej niesamowite. Muszę koniecznie pogratulować Cavaliadzie gustu.
-Czyli teraz musimy je ustawić, tak? – spytałam.
-Na to wychodzi – odparł David. – A gdzie dokładnie mają stać?
-Niedaleko boiska. Powinniśmy się pospieszyć, bo jeszcze nie zdążymy – powiedziała Inez, po czym zabrała karton i wyszła, a my pospieszyliśmy za nią.
-Jesteś pewna, że to dobry pomysł?- spytał w połowie drogi Blar. – Zabawa z ogniem w naszym przypadku… No wiesz! Ty to jak śnieżynka, a ja to wróż mrozu… Przy ogniu możemy się rozpuścić, czy coś…
-Nie przejmuj się! W końcu przetrwaliśmy w Puszczy Białowieskiej zupełnie sami i w górach też! Nawet smok jeden się kiedyś nas przestraszył, pamiętasz?
-Tak, ale on był mały i…
-Ale to był smok! I ział ogniem! Ale się nas przestraszył!
-Kto by się nie przestraszył ciebie, umorusanej błotem i krwią w podartym ubraniu i poszarpanych piórach we włosach?
-No masz rację – przytaknęłam mu z uśmiechem. – Ale piór to się więcej nie czepiaj, bo dostaniesz kolejną karę – dodałam zbierając do ręki pióra wplecione we włosy.
-Jesteśmy na miejscu – poinformowała nas Inez. – David i Laurel wyjmijcie fajerwerki. Izo i Blar połóżcie je tam. Ja się zajmę wyznaczaniem miejsc, w których należy je później wetknąć.
I zaczęliśmy ciężko pracować. Ciężko jak ciężko. Fajnie się przy tym też bawiliśmy. Kilka razy ktoś się pogubił w tym wszystkim i trzeba mu było pokazywać, lub tłumaczyć, co, do czego. W końcu na półtorej godziny przed pokazem wszystko było gotowe.
- To teraz jeszcze ubrać się w stroje i gotowe – powiedziała wciąż roześmiana od ucha do ucha, Laurel.
* * *
Po przebraniu się poszliśmy do pokoju Cav i daliśmy jej strój. Wyglądała wspaniale, tak samo jak my. 
-Czyli wszystko gotowe! – krzyknęłam. – Chodźmy zobaczyć jak zbiera się tłum!

Cavaliada


- Cavaliada. Uspokój się. Poradzą sobie. - szeptał uspokajająco Div. Leżałam w jego ramionach. Byłam conajmniej... Przerażona. A jak im coś nie wyjdzie? Albo materiały nie przyjdą na czas? 

- To zupełna tragedia! Coś nie wypali! A mnie tam nie będzie, żeby pomóc! - zawołałam. 
- Kochanie, będziesz tam. Odwaliłaś kawał dobrej roboty. Musisz tam być. - wyszeptał i pocałował mnie w ucho. Uśmiechnęłam się. A więc, będę tam. Już zaczęłam odliczać. 
- Cav zdrzemnij się... Obudzę Cię godzinę przed pokazem. - powiedział. Zrobiłam co kazał. Zasnęłam. 
***
- Cava! Wstawaj! - usłyszałam wołanie. Zaplątałam się w koce i wylądowałam na podłodze. Kiedy już wstałam zobaczyłam kto mnie wołał. Stała tam moja ekipa z pokazu. Mieli na sobie stroje, które zamówiłam. Granatowe z czerwonym napisem PIROMANIACY. Uśmiechnęłam się. 
- Cavaliado. Może założysz swój kostium? - zapytał Div. 
-Pewnie.

Inez

Po spotkaniu z rysownikiem wróciłam do siebie. W chwilę później pojawiła się Izo prowadząc Davida i jakąś ładną dziewczynę,
- Cześć jestem Inez – powiedziałam na powitanie – A to jest Alex – przedstawiłam mojego anioła, który właśnie wszedł do pokoju z kubkami gorącej czekolady. Rozdał je wszystkim – Jak zawsze przewidywalny – uśmiechnęłam się do niego promiennie,
- Ja jestem David – przedstawił się chłopak – A to Laurel moja towarzyszka
- Miło mi – powiedziała – Siadajcie – zachęciłam
- A Cavaliady nie będzie? – zapytała mnie Izo
- Nie, źle się czuje – wyjaśniłam – Ale już odwaliła kawał roboty – pokazałam im papiery Cav
- Wow, wszystko rozrysowała – zdziwił się David
- Zadbała o każdy szczegół – zachwyciła się Laurel
- Jasne – przytaknęłam – Postarała się, a reszta należy do nas
- Ok, to jak się podzielimy? – zapytał David
- Najpierw trzeba odebrać materiały. Ja mogę to zrobić – zaproponowałam
- My się możemy zająć Fajerwerkami – powiedział David
- A ja wam w tym pomogę! – włączyła się Izo
- No to mamy ustalone – podsumowałam
Pożegnaliśmy się a potem każdy wrócił do własnych spraw. Ja poszłam do głównego budynku po zamówione przez Cavaliade materiały. Kiedy weszłam do środka natknęłam się na Tsukihime. Białowłosa spojrzała na mnie trochę bardziej przyjaźnie niż zwykle. Może dlatego, że jako jedna z nielicznych pojawiłam się na obu spotkaniach…
- W sekretariacie czeka na ciebie paczka – poinformowała mnie
- Wiem, właśnie po nią idę. To są materiały na pokaz fajerwerków. – wyjaśniłam
- Spoko – dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie – A poznałaś już swojego podopiecznego?
- Podopiecznego? – zdumiałam się – O kim ty mówisz?
- Nie wiedziałaś? Do szkoły dołączył nowy uczeń Rafaello, a ty zostałaś jego mentorką.
- O niczym nie wiedziałam – przyznałam – Dzięki za informacje, a wiesz może gdzie ten Rafaello mieszka? Przydałoby się żebym go poznała.
-Jasne – Tsukihime objaśniła mi jak dojść do pokoju chłopaka po czym pożegnała się i szybko ruszyła w swoją stronę.
Ja poszłam do sekretariatu i odebrałam paczkę. Zaniosłam ją do pokoju Davida.

Rafaello

" Jak długo jeszcze?" zapytałem na migi Leosia. Nie cierpiał gdy tak go nazywałem.
- Nie długo i nie mów na mnie Leoś.- spojrzałem na niego znacząco.- Przepraszam. Nie cierpię jak tak do mnie migasz. Jesteś pewien, że będziemy pasować?
" Tak. Jak nie tam to gdzie mieli byśmy pasować, hę?"
- Bo ja wiem. Nie jestem do tego przekonany.
" Ty do niczego nie jesteś przekonany. Jak nie spróbujesz to się nie dowiesz."
- Tsa... Ciekawy jestem ile osób zna tam migowy.
" Nie muszą. Po to mam tableta" - uśmiechnąłem się szeroko. Leonardowi jednak do śmiechu nie było. " Uspokój się. Nic nam nie będzie"
- Tsa...
" No weź. ". - szturchnąłem go ramieniem. Obrócił się a w tedy uniosłem mu palcami kąciki ust. Wybuchnął śmiechem.
- Ty to masz pomysły.
" Kto z kim przystaje takim się staje"
- Jesteśmy na miejscu.
 " Ok. Ja się rozejrzę a ty, mógł byś wnieść nasze walizki a szczególnie znaleźć pokój".
- Oczywiście ale pamiętaj, że będę mieć cię na oku. I nie zapomnij wziąć tableta.
Leoś wyszedł pospiesznie z samochodu i zabrał się do pracy. Ja poszedłem obejrzeć ogród. Już z daleka wyglądał interesująco. Przysiadłem pod jakimś drzewkiem na wprost mostku. Spacerowała po nim jakaś dziewczyna. Zaintrygowało mnie to co miała ze sobą, a mianowicie jej kot. Wyglądała naprawdę ciekawe, szczególnie na tym moście. Postanowiłem ją narysować.
Tak skupiłem się na pracy, że nie zauważyłem jak dziewczyna zniknęła. Stałą tuż za mną i oglądała przez ramię moje bazgroły.
- Ładnie rysujesz.
" Dziękuję. "
- Jesteś... - przytaknąłem - Oj... Wybacz.- Odruchowo mówiłem migowym zamiast pisać. Przyzwyczaiłem się, że zawsze migałem z Leosiem albo to on tłumaczył. - Spokojnie znam migowy. 
" Świetnie. Na reszcie mogę pogadać z kimś innym niż Leonardo"
- Leonardo?
" Mój... " zapomniałem słowa.
- Rozumiem. To on? - wskazała na zmierzającego w naszą stronę Leosia.
"Tak. Lepiej już pójdę. Oprowadzisz mnie jutro?"
- Z przyjemnością.
" Masz fajnego kota. " - wymieniłem ostatnie gesty i pomachałem dziewczynie z daleka na pożegnanie.
Leoś był wkurzony jak ktokolwiek do mnie podchodził. Był bardziej wyczulony niż pies gończy.
- Skończyłem. Poukładałem wszystko i zrobiłem ci obiad. Co tam stworzyłeś?- zapytał biorąc ode mnie tableta. - Ciekawe....