niedziela, 7 lipca 2013

Esme

Umocniliśmy barierę. Było późno więc wróciliśmy do akademika.
- Jutro będzie jej lepiej. Może namówię ją na wyjście na pole - uśmiechnęłam się, machając
- Może - dodał chłopak, a ja zniknęłam w korytarzu.
Weszłam do pokoju. Na łóżku leżała Osai z zamkniętymi oczami i chyba słuchała muzyki. Kiedy mnie zauważyła od razu ściągnęła słuchawki.
- Lepiej? - zapytałam
- No... - odpowiedziała szybko, podnosząc się.
- Czemu tak się denerwujesz? - zapytałam ponownie
- Nie lubię gadać o przeszłości, ok....- burknęła
- Dobra dobra, nie napieram - odpowiedziałam szybko..
- Jak tam chcesz - dorwała swój zeszyt i zaczęła coś pisać
- Ej nigdy cię o to nie pytałam... Co masz w zeszycie - zaciekawiłam się.
Pokazała mi zeszyt
- Ty piszesz piosenki? - skrzywiłam się
- Tsa......i co z tego - mruknęła pod nosem
- Nic, ale fajne są - uśmiechnęłam się
- Dobra dobra - zaśmiała się, a po paru minutach zasnęłyśmy....
Rano wyciągnęłam ją na pole z gitarą.
- A teraz coś zagraj - uśmiechnęłam się, rzucając jej gitarę i nuty
- Innym razem, ok? Wolę nie - mruknęła

(Alexander?)

Inez

Kiedy przez okno zobaczyłam Cav galopującą na Light, przeraziłam się. Przecież ona jeszcze do końca nie wyzdrowiała po ostatnich wyczynach, a już pakowała się w nowe tarapaty! Musiałam jej jak najszybciej pomóc okiełznać tę klacz żeby znowu sobie czegoś nie zrobiła!
Pędem wybiegłam z pokoju i w kilka minut dotarłam do stajni.
- CAVALIADO! – krzyknęłam przerażona, nie mogąc znaleźć przyjaciółki
- Tu jestem Inez! – usłyszałam wołanie, a chwilę później zobaczyłam Cavaliadę, całą i zdrową, wybiegającą z zagrody Light
Podbiegłam do niej i mocno ją przytuliłam.
- Co ty sobie wyobrażałaś co? – zapytałam, odsuwając się od niej – Przecież znowu mogłaś sobie cos zrobić!
- Uspokój się, kochana. Dałam sobie radę – powiedziała ze śmiechem, ale niemal natychmiast spoważniała – Inez, ja muszę zacząć trenować i wygrać ten wyścig. Zrozum inaczej Div…. – urwała, a w jej oczach rozbłysły łzy
- Wiem – szepnęłam, znowu ją przytulając – Jak mogę ci pomóc?

(Cav?)

Alexander

Chciałem iść za Osai żeby ją jakoś pocieszyć, ale zatrzymała mnie jej towarzyszka.
- Zostaw ją – powiedziała cicho – Teraz musi być sama
- W porządku – zgodziłem się z westchnieniem – Może jak wróci będzie w lepszym nastroju. Samotność czasem pomaga
- Widzę, że znasz się na ludziach – zauważyła dziewczyna
- Może trochę – wzruszyłem ramionami
- To co, zamierzasz tak tu stać czy wrócić do szkoły? – zagadnęła
- Muszę uszczelnić barierę
- Po co?
- Żeby się przez nią nie przedostały takie typy jak tamte wampiry – wyjaśniłem
- Pomogę Ci – powiedziała nieoczekiwanie
- Ok, no to chodź

(Esme?)

Osai

Wstałam, otrzepując się z kurzu
- Dzięki - powiedziałam nieśmiało.
Podeszłam i z ziemi podniosłam moje karabiny i schowałem je za siebie.
- Takie życie - dodałam szybko
- Hmmm? – zapytał, patrząc na mnie
- Inni rodzą się z mocami, a inni są normalni bez mocy... a ja...... Ja jestem tylko wyrzutkiem świata – burknęłam, patrząc na nogi - Inni mają jeszcze rodziny, a ja już od samego początku byłam wyrzutkiem, ale po ci to mówię i tak mnie nie zrozumiesz - odwróciłam głowę kopiąc kamyk pod moimi nogami...
Chciał się odezwać kiedy przyleciała Esme
- Nic ci nie jest? Wyczułam wampiry. Zabiłaś go? Znowu to samo......- powiedziała szybkim tempem.
- Nie nic mi nie jest. Tak zabiłam go i... Tak - machnęłam ręką, siadając na ziemi
- O co chodzi ? – zapytał Alex
- Mam mu powiedzieć ? - Esme zwróciła się do mnie machnęłam ręką i tyle
- Kiedy była mała wampiry zabiły jej rodzinę. Znalazłam ją po paru minutach odkąd uciekła z miasteczka. No wiesz jej miasteczka nie wiem dokładnie co tam się stało nawet mi nie chce powiedzieć, ale chciałabym wiedzieć - przerwała ponieważ wstałam ze łzami w oczach i z zaciśniętą pięścią
- Na serio chcesz wiedzieć co się tam stało?! - wrzasnęłam - Stało się to, że widziałam wszystko jak ludzie giną i moi rodzice. Te wampiry to idioci, odebrali mi wszystko! - mruknęłam
- A Leo ? - zapytała Esme, podchodząc do mnie
- Uciekał ze mną kiedy on wyskoczył z zza rogu i na tym się skończyło, że...na moich oczach... Dość, nie powiem wam nic więcej i tak już teraz dużo o mnie wiecie - burknęłam i szybko walnęłam z całej siły w drzewo, a następnie w szybkim tępię ruszyłam w las…

(Alexander?)

Alexander

Widząc, że Osai jest w poważnych tarapatach podniosłem ręce i oślepiłem wampiry. Te odskoczyły o parę metrów, dając mi czas bym otoczył dziewczynę tarczą ochronną. Kiedy znowu do niej podskoczyły przestrzeń wokół dziewczyny zapłonęła żywym ogniem. Rozległ się chóralny wrzask i po potworach została tylko kupka popiołu.
W tym samym momencie z lasu wyskoczyła kolejna para wampirów.
- Co do cholery?! – zawołał jeden z nich, patrząc na to co się stało, a potem spojrzał na mnie – Coś ty zrobił?!?!
- To co trzeba aby was pokonać – powiedziałem spokojnie – Więc jeśli nie chcecie podzielić losu kolegów to radzę się stąd zmywać
Nie trzeba im było tego dwa razy powtarzać. Potwory odwróciły się na pięcie i zniknęły w lesie.
Szybko podszedłem do Osai i pomogłem jej wstać,
- Nic ci nie jest?
- Nie, ale… jak to zrobiłeś? – zapytała lekko zszokowana
- Taką mam moc – wzruszyłem ramionami

(Osai?)

Osai

- Tropię tego gościa od paru miesięcy nie mam już przy tym nerwów. Ale jak nie masz zamiaru się odczepić to choć – burknęłam, drapiąc się w tył głowy
- A....- nie dokończył
- Nic nie mów, idziesz lub nie - machnęłam ręką
- Idę - powiedział szybko.
Kiedy dotarliśmy na miejsce wampir siedział na jednej ze skał i chyba rozmyślał. Podeszłam do niego po cichu i szybkim ruchem wyciągnęłam broń i zaczęłam go przyduszać kiedy mnie kopnął, odskoczyłam odsuwając się. Zamachnął się żeby mnie uderzyć, ale szybko się schyliłam, wywalając go na ziemię. Jedną ręką naładowałam jeden z moich karabinów i namierzyłam w niego
- To za moją rodzinę.....- burknęłam, a łza pociekła mi po oczach.
Strzeliłam następnie odwróciłam się, rzucając za siebie zapalniczkę i ruszyłam przed siebie kiedy nagle obok mnie pojawiły się dwa inne wampiry i złapały mnie za ręce wyrzucając mi z rąk karabiny
- Puszczać matoły! - krzyknęłam próbując się wyrwać ale na marne

(Alexander?)

Cavaliada

Głowa strasznie mnie boli. Powoli wstaję z łóżka i ubieram się. Rozczesuję ciemnogranatowe włosy i wiążę je w kucyka. Cichutko skradam się przez pokoje, a kiedy jestem pod drzwiami szybko otwieram je i wybiegam z mieszkania. Muszę iść do Light. Muszę ją obłaskawić. Dzwon może zabrzmieć w każdej chwili, a ja dopiero jeden raz, i to z marnym skutkiem, siedziałam na tym zwierzęciu! Kurczę, muszę się pośpieszyć. Wpadam do stajni i kieruję się do siodlarni. Biorę siodło, ogłowie z wielokrążkiem, najmocniejszym wędzidłem, jakie jest. Na głowę wkładam kask. Wchodzę do zagrody Light. Śpi, to lepiej dla mnie. Szybko zarzucam jej siodło na grzbiet, a kiedy ona chce wstać, dopinam popręg. Klacz staje dęba. Odsuwam się tylko i czekam, aż się uspokoi. Trwa to tylko chwilę. Zbliżam się do klaczy i farbą rysuję koło na jej boku. Potem przed jej przednimi nogami rysuję półokrąg i spluwam na niego. Light, nie może przez niego przejść. Jeszcze jedna sztuczka podłapana, od znajomych. Podchodzę do klaczy i uderzam ją delikatnie w bok. Klacz dziwi się, a ja wykorzystuje ten moment i z dość dużym wysiłkiem zakładam jej ogłowie. Koń jest gotowy do jazdy. Ja nie, ale to już inna sprawa. Wdrapuję się na ogrodzenie i wskakuję na grzbiet Light. Na ręce mam metalową bransoletę, którą przyciskam do gorącej szyi klaczy. Natychmiast się uspokaja. Delikatnie ściskam ją łydkami. Klacz galopem wybiega z zagrody. Ale co to jest za galop! Delikatny, ale szalony. Szybki, ale nieodczuwalny. Wyjeżdżam z ujeżdżalni, jeżdżę na klaczy po parku. Ludzie patrzą się na mnie dziwnie. Kiedy przejeżdżam obok akademika wydaje mi się, że w jednym z okien widzę Inez. A może mi się nie wydaje? Light przeskakuje kilku uczniów, oraz strumieni. Jazda na niej to przyjemność. Zwalniam kłusa i kieruję się do stajni. Kiedy przechodzę do stępa, Light zaczyna się troszkę buntować. Staje dęby, strzela klasyczne baranki... Zeskakuję z klaczy i chwytam ją za wodze. Szybko odpinam siodło, a klacz zrzuca je na ziemię. Zaprowadzam ją do zagrody i jednym szybkim ruchem zdejmuję z niej ogłowie. Klacz kładzie się w piasku i zaczyna się tarzać. Szybko wycofuję się z zagrody i zamykam ją.
- CAVALIADO! - słyszę krzyk.
Tak, a więc Inez w oknie wcale nie była przewidzeniem...