wtorek, 7 maja 2013

Pierwszy Łowca

Siedziałem w ogrodzie pod kwitnącą magnolią gdy nagle usłyszałem trzepot skrzydeł. Trzepot pojawiający się znikąd w dodatku dużego ptaka. Nie musiałem się nawet zastanawiać co to za zwierzę gdyż do tego świata mogła przedostać się tylko Visten. Wyleciała z portalu perfekcyjnie kilka metrów nad moją głową, zatoczyła koło i usiadła naprzeciw mnie. W normalnym świecie była duża ale tutaj jej rozmiar zwiększał się aż pięciokrotnie. W dziobie trzymała małą zwiniętą karteczkę. Mogło to oznaczać tylko jedno. Nadszedł czas aby doprowadzić pewną grupę osób do porządku...
Wiadomość faktycznie była od Iskry. Krótka, treściwa a przede wszystkim szczera. Do sprawdzenia autentyczności wystarczyła sama Visten. Łatwo mogłem zobaczyć wszystko co spotkało dziewczynkę oczami sowy. Ostatnie zdanie wiadomości mimowolnie sprawiło iż kącik mych ust drgnął i uniósł się lekko jakby na znak małego półuśmiechu.
-Przynieś katany.- szepnąłem do sowy jednocześnie kładąc się na trawie. Gdy ptak wykonał moje polecenie, wydałem mu drugie- Idź po kota. Wróć tu i zadecydujcie czy idziecie ze mną.
Visten szybko znalazła kota. Czarna piękność szła dość szybkim lecz wciąż pełnym gracji ruchem pomrukując cichutko. Jednym spojrzeniem przedstawiłem im zarys sytuacji i wydałem krótkie polecenia. Sowa miała mieć wciąż Mayę na oku a kotka miała pilnować jej przyjaciół, podczas gdy ja będę zajęty. Bez zbędnego namysłu podniosłem się z ziemi i przeniosłem nas na granicę oddzielającą teren szkolny. Visten była swych Ziemskich kształtów a kotka rozciągała się pod postacią wielkiej piękności zwanej tutaj pumą. Przeprowadziłem swych pomocników na teren szkolny po czym natychmiast udałem się za sową wskazującą odpowiednie okno. Puma w tym czasie zaszyła się w fragmencie lasu należącego do szkoły sprawiając, że każdy kto służył Radzie już z stamtąd nie wracał.
Wskoczyłem delikatnie na parapet i wszedłem do pokoju. Najważniejsze było by nikt się niczego nie domyślił. Nikt nieodpowiedni. Znajdowałem się w kuchni gdzie przy stole spała Maya. Odsunąłem sobie krzesło obok po czym usiadłem i zacząłem gładzić małą po głowie. Zareagowała dopiero po dłuższej chwili.
-Hm?... To Pan!- krzyknęła przytulając się.
-Melduj.- zażądałem chłodno.
-Co? A no tak. Bo ja...- zamilkła spuszczając głowę.
-Ilu ich jest?- zapytałem konkretniej chcąc jej pomóc zacząć.
-Nie wiem. Ja nie wiem o kogo Panu chodzi.
-O Radę.- ciągnąłem dalej. Nie lubiłem rozmawiać ale w takich chwilach było to konieczne.
-Och... Naprawdę nie wiem. Wszystko co wiem napisałam w liście.- zasmuciła się.
-Rozumiem.
-Proszę Pana pomoże Pan mojemu przyjacielowi?
-Nie mogę zbyt mocno ingerować w losy tutejszego społeczeństwa.
-Ale tu chodzi tylko o niego.- szepnęła a w oczach zabłysły jej łzy.
-Mayu. Wiem, że chodzi o jedną osobę ale czasem jedna osoba potrafi zmienić wynik danej sprawy. Nasze wcześniejsze spotkanie całkowicie zmieniło wynik tego starcie choć zbyt wiele osób się tego nie domyśla i niech tak pozostanie. Najpierw muszę zlikwidować Przewodniczącego Rady, potem posprzątać troszkę waszą szkołę z jej członków a resztą zajmiecie się sami.- powiedziałem dziwiąc się z tak długiej wypowiedzi, choć nie dałem tego po sobie poznać.
-Kogo?- zdziwiła się. Po chwili poprawiła dodała jednak.- Już rozumiem. To ja Panu pomogę.
-Nie.
-Dlaczego?
-Będziesz przy przyjacielu. Szczególnie dziś w nocy.
-Ale dlaczego?- dopytywała się a ja nie do końca byłem pewny czy powinienem powiedzieć jej prawdę czy zachować ją dla siebie. W końcu jednak podjąłem decyzję.
-Obiecaj, że zachowasz spokój.
-Obiecuję.- odparła bez namysłu.- Więc powie mi Pan czy nie mogę wiedzieć?
-Twój przyjaciel umrze dziś w nocy. Nie będzie to dla niego szybka i bezbolesna śmierć, wręcz przeciwnie. Mam więc dla ciebie dwa wyjścia: Albo zostaniesz z nim, dając mu poczucie bezpieczeństwa, albo skrócę jego cierpienie szybko i bezboleśnie.- oznajmiłem głosem wypranym z emocji.- Jeżeli wybierzesz drugą opcję to na pewno nikomu nie będziesz mogła powiedzieć choć słówka, szczególnie jego słudze.- dodałem kończąc wypowiedź.
Maya niespodziewanie zbladła spuszczając wzrok. Splotła palce dłoni na kubku stojącym przed nią po czym po chwili na stół zaczęły spadać jej łzy.
-Ja...- odezwała się po chwili zdławionym głosem.- Ale ja...
-A więc?
-Ja go nie umiem zabić...- jęknęła rozklejając się. Westchnąłem w duszy widząc co Maya przeżywała wewnątrz i delikatnie wziąłem ją na ręce, po czym dziewczynka mocno się do mnie przytuliła.
-Iskro. Nić ludzkiego życia jest cieniutka i ciągle ociera się o różne ostre rzeczy. Jednak jeżeli wygra walkę z nimi to w ostateczności i tak zostanie przerwana. Obiecuję, że zobaczę czy tą nić da się naprawić.
-Nie rozumiem... - szepnęła ale byłem pewny, że gdy przemyśli to na poważnie, to szybko wpadnie na rozwiązanie.
-Jest jeszcze jedna sprawa.
-Jaka?- zapytała coraz słabszym głosem.
-Nie atakuj stworzenia wyglądającego jak wilk z dziewięcioma ogonami. Ale sprawdź najpierw czy będzie miał czarną gwiazdkę na prawej przedniej łapce.
-Dlaczego?
-Będę cię pilnował. - mruknąłem wchodząc do innego pokoju gdzie spała jakaś dziewczyna. Posadziłem Iskrę obok niej.- Kto to?
-Inez. Nie jest wrogiem. Opiekuje się mną i Eve.- wyjaśniła ocierając łzy ale wciąż pojawiały się nowe.
Niepostrzeżenie posłałem śpiącej dziewczynie impuls energii, który powinien wystarczyć jej aby mogła zaopiekować się Iskrą, wstrząśniętą moimi słowami. Następnie opuściłem pokój pod postacią wcześniej umówionego stworzenia i ruszyłem przetrzebić siły Meriterego.

http://fc02.deviantart.net/fs70/i/2010/093/5/f/Ninetales__by_2D75.jpg

Nie było to specjalnie trudne lecz czasochłonne. Musiałem wszystko upozorować tak by wyglądało na robotę przyjaciół Mayi, którzy w tym samym czasie robili to samo. Gdy wybiła jednak godzina dziewiętnasta, wróciłem pod drzwi pokoju gdzie znajdowała się dziewczynka. Pechowo jednak otwarła mi Inez.
-Alex!!- wrzasnęła trzaskając drzwiami. - Alex co to jest!?- pytała kogoś.
-Mówiłem abyś odpoczywała.
-Ale drzwi... Tam taki... Co to w ogóle jest?
-Nie masz gorączki?- zapytał ją niespodziewanie głos z którym rozmawiała. Nie miałem ochoty czekać więc mentalnie otwarłem drzwi na oścież.
-Zakluczyłam je!- wrzasnęła a na korytarz wpadła zdezorientowana Maya. Udałem zwykłe zwierzątko i przewróciłem się na plecy pokazując spód łapki tak by Iskra widziała gwiazdkę a reszta myślała, że chcę się bawić.
-To mój znajomy.- powiedziała smutno jakby nadal przeżywała to co jej powiedziałem, po czym podeszła do mnie. Nie dotknęła mnie jednak gdyż jakiś białowłosy anioł zabrał ją szybko.
-Zostaw go, albo ją... Co to w ogóle jest?
-Spotkałam go... w lesie. Jest płci męskiej. Zostanie z nami dobrze?
-Nie. Ro przyjęła nas a na dodatek ma brać tego... zmutowanego wilka?
-Zostaje!- wrzasnęła Maya wyrywając mu się z uścisku. Objęła mnie mocno i wtulona w futro wyszeptała- Już rozumiem. Mam nadzieję, że się Panu uda.
Widząc reakcję przyjaciół dziewczynki postanowiłem zmienić się w człowieka i nie robić jej więcej kłopotów. Gdy to zrobiłem, anioł i dziewczyna wytrzeszczyli na mnie oczy. Delikatnie pogłaskałem dziewczynkę po głowie mówiąc.
-Pamiętaj. Dzisiejsza noc. "Jutro znów sprawdzę jak się czujesz."- dodałem mentalnie rozpływając się w powietrzu.
Znalazłem się w lesie pod postacią maleńkiego zwierzątka, którego nic nie mogło wytropić.

Maya

Kiedy późnym wieczorem wszyscy położyli się w pokoju Ro ja nie mogłam zasnąć. Cały czas myślałam o przyjaciołach, których spotkało nieszczęście. Cały dzień pomagałam Ro i Nirze w opiece nad Inez i Rafaellem jednak żadne z nich do tej pory się nie obudziło.
W końcu nie wytrzymałam, cicho wstałam z łóżka i poszłam do pokoju Rafaella. Chłopak leżał na łóżku nieruchomy i z kamienną twarzą. Przysiadłam na skraju jego łóżka i zapatrzyłam się w okno. Nic nie mogłam zrobić, a tak bardzo chciałam mu pomóc....
Nagle usłyszałam cichy jęk z pokoju w którym leżała Inez. Zajrzałam do niej i zobaczyłam, że wierci się na łóżku.
Zaraz potem pobiegłam do salonu gdzie spała reszta i zawołałam:
- Alex! Cav! Inez się budzi!
Wszyscy poderwali się na równe nogi i pobiegli do pokoju. Inez jęczała i miotała się po łóżku. Alex i Nira szybko do niej podeszli i zaczęli wspólnymi siłami ją uzdrawiać.
Po chwili dziewczyna uspokoiła się i otworzyła oczy.
- Cco się dzieje? – zająknęła się – Gdzie…gdzie jesteśmy...?
- Spokojnie – powiedział Alex, kładąc jej rękę na ramieniu – Jesteśmy bezpieczni w szkole
- Ale…
- Ciii…musisz odpocząć – uspokoił ją anioł – Poza tym musimy z tobą porozmawiać
- Maya, chodź ze mną do Rafaella – szepnęła nagle Eve
- Ale czemu? Cos się stało? – zaniepokoiłam się, wychodząc za nią z pokoju
- Nie, ale trzeba dać trochę przestrzeni Inez – wyjaśniła – Poza tym i tak jej teraz nie pomożemy. Alex się nią zajmie.
- Ale Rafaellowi też nie damy rady pomóc! – zawołałam
- Przynajmniej przy nim posiedzimy – powiedziała, a widząc moją smutną minę, dodała – Nie martw się, on też się w końcu obudzi
- Mam nadzieję…- westchnęłam – Gdybym mogła cos zrobić…Zaraz! Przecież mogę! – zawołałam olśniona
Wzięłam kratkę i długopis po czym napisałam:

Proszę Pana
Wiem, że miałam Pana wzywać tylko jak będzie naprawdę ciężko, ale to jest bardzo ważna sprawa. Mój przyjaciel jest bardzo chory i tylko Pan może mu pomóc. Oprócz tego jemu i mnie grozi niebezpieczeństwo z którym bez Pana nie damy sobie rady.
Bardzo proszę żeby Pan mi pomógł!

Maya

P.S. Podsłuchałam, że są tu członkowie jakiejś Rady. Nie wiem co to znaczy, ale proszę na siebie uważać!

Skończywszy pisać, zwinęłam kartkę w rulonik i związałam ją wstążką do włosów. Następnie ruszyłam biegiem na zewnątrz.
- Maya gdzie biegniesz?! – zawołała za mną Eve
- Sprowadzić pomoc! – odpowiedziałam przez ramię i wybiegłam
W kilka chwil dotarłam do ogrodu i zaczęłam szukać Visten. Znalazłam ją dopiero po dłuższej chwili, siedzącą na gałęzi jednego z dębów.
- Visten! Proszę chodź tutaj! – zawołała
Ku mojemu zdziwieniu sowa posłusznie sfrunęła mi na ramię. Przywiązałam jej list do nóżki po czym szepnęłam:
- Wiesz gdzie lecieć. Nie zawiedź mnie
Sowa chyba zrozumiała bo wzbiła się w powietrze i po chwili zniknęła mi z oczu. Miałam nadzieję, że szybko dostarczy wiadomość, a co ważniejsze, że moje prośby zostaną wysłuchane. Ta nadzieja sprawiła, że z uśmiechem wróciłam do pokoju Ro.

niedziela, 5 maja 2013

Rozalie

Miałam na głowie jeszcze trójkę ludzi. Rafaella, który wyglądał jakby był w śpiączce, Inez potraktowaną dość... Niemiło przez Królową Światła, i małą Mayę. W sumie... Ona była takim małym promyczkiem słońca. Pomagała opiekować mi się Inez i Rafaellem. Leonardo i Alex cały czas przy nich siedzieli i musiałam siłą wywalić ich z mojego domu. Oni wcale nie spali. Raz do herbaty dosypałam im środek nasenny, a Nira zaniosła ich do pokoju. Śmiesznie to wyglądało. Musiałam zrobić temu zdjęcie. Dość duży problem był z Cav. Siedziała cicho i cały czas chodziła do konia Światła. Nie wsiadała na niego. Chciała nawiązać więź. Kiepsko jej to szło, a jeszcze nie było przy niej Diva. Ona nawet na skrzypcach przestała grać. To mnie najbardziej zaniepokoiło. Zaczęła popadać w depresję. Włosy jej pociemniały, nie były już piękne błękitne, tylko ciemno granatowe. Martwiłam się o nią. Oby tylko nie zrobiła nic głupiego.

Cavaliada

- Hej Ro. – powiedziałam, wchodząc do jej mieszkania. Dziewczyna uśmiechnięta podjechała do mnie.
- Wróciłaś. A co was tak dużo?- zapytała, wskazując na mały tłumek stojący za mną.
- Mam do ciebie prośbę. Czy możemy ukryć u ciebie Mayę, Raffaella i Inez?
Ro spojrzała na wymienionych.
- Raffaell niech zajmie sypialnię, w sumie Maya też może tam spać. Są dwa łóżka. Inez umieszczę z Nirą w jej sypialni. Jest tam jeszcze jedno wolne łóżko. - powiedziała.
Leonardo zaniósł Raffaella do wskazanego pokoju, a Maya i Eve pobiegły za nimi. Tylko Alex z Inez na rękach się nie ruszył.
- A ty gdzie będziesz spała? – zapytał.
Rozalie wzruszyła ramionami.
- Na kanapie. I tak częściej na niej śpię, niż w łóżku.

sobota, 4 maja 2013

Alexander

Razem z Leo szybko pobiegliśmy do jego pokoju. Na miejscu czekała na nas Cav, Maya, Eve i reszta. Ledwo weszliśmy zamknąłem za nami drzwi i zabezpieczyłem je potężnym czarem dzięki któremu my mogliśmy wyjść, ale nikt nie mógł wejść. Potem rozsiedliśmy się gdzie kto mógł i zaczęliśmy obradować.
- Słuchajcie – zaczął Leo – To już nie jest zabawa jak z Liamem tu są członkowie Rady i chcą zabrać Mayę, a przy okazji zabić tylu z nas ilu się tylko da.
- Jak możemy ich pokonać? – zapytała Cavaliada – Przecież muszą mieć jakiś słaby punkt!
- No i mają – przytaknął Leo – Problem w tym, że jest ich za dużo i są podzieleni według mocy, a każda moc ma inny słaby punkt
- Skoro nie możemy z nimi walczyć to co proponujesz? – zapytałem
- A czemu ja mam układać plan? – oburzył się
- Bo najlepiej ich znasz – uciąłem dyskusję – Więc co proponujesz?
- Najpierw musimy gdzieś ukryć Mayę – zadecydował, a po chwili posmutniał i dodał – Rafaell też nie powinien zostać bez opieki
- Inez tak samo – westchnąłem
- A co z nią? – zdziwił się łowca
- Została nieprzyjemnie potraktowana przez Królową Światłości – powiedziałem ze złością zaciskając pięści
- No to ładnie – westchnął Leo – W takim razie musimy ją też gdzieś ukryć
- Może u Ro? – zaproponowała Cavaliada – Nikt do niej nie zajrzy bo jest na wózku i nikt jej o nic nie podejrzewa. Za to Nira na pewno pomoże Inez i Rafaellowi i zajmie się dziewczynkami.
- W porządku, to chyba jedyne wyjście – przyznałem
- W takim razie chodźmy do niej od razu! - zawołała Cav 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Leonardo

Rafael nic nie chciał jeść ani pić. Ciągle wyglądał jakby spał. Nie mogąc wymyślić nic sensownego by pomóc przyjacielowi, skupiłem się na akcjach w szkole. Skoro miałem jakoś pomóc to logiczne, że nie mogłem przez cały czas siedzieć w pokoju. Tylko co tu zrobić? ...
Po trzech kwadransach doszedłem do wniosku, że najlepszym wyjściem z całej tej sytuacji będzie tępienie tej zarazy od środka. "Skoro w szkole jak na razie byli tylko zmiennokształtni na podmiankach to ja będę podmieniał ich. Raz a porządnie ale po cichu. Tak, by dużo czasu zajęło im odkrycie tego. A co jeżeli do tego dojdą? Nie będzie mi się przecież udawało w nieskończoność" rozmyślałem." To wtedy narobimy zamieszania. Tak by myślano, że nie tylko jedna osoba w tym siedzi a każdy kto był prawdziwym uczniem."
Mając prowizoryczny zarys planu schowałem swoją broń w pokoju. Było tam jedno jedyne miejsce, o którym nikt nie wiedział, nawet mój Pan. Następnie wziąłem jego broń i jak gdyby nigdy nic, wyszedłem z pokoju zakluczając go, a klucz schowałem w bucie. Niby prymitywna kryjówka ale zapewne nikt nie będzie mi grzebał w obuwiu.
Na korytarzu nie było nikogo, co mnie zdziwiło ale nie było czasu aby się nad tym zastanawiać. Trzeba było przetrzebić te zarazę zanim opanuje całą szkołę. Jedynym motywem moich działań była nadzieja, że znajdę jakąś poszlakę dotyczącą "choroby" przyjaciela. 

Korzystając ze swoich umiejętności przedostałem się niezauważony do ogrodu. Szybko wychwyciłem jedną zmianę, która aż kłuła w oczy." Po cholerę im stos? Będą wiedźmy palić?" pomyślałem ale w tej chwili szła trójka podróbek. Na rozgrzewkę wystarczyli. Nikt nawet nie usłyszał najmniejszego pisku. Ostrze miecza świetnie rozdzierało skórę, ukazując ciemną, czerwoną ciecz spływającą od gardła wzdłuż. Co prawda była nieco nieporęczna ale w porównaniu z bronią, którą dysponowałem w graciarni była cudowna. Narzekać nie mogłem. Drażniło mnie jedynie ukrywanie każdego ciała. Nudna, mozolna praca, no ale trzeba było.
Wiele podróbkę chodziło po ogrodzie ale też wśród nich byli normalni uczniowie, więc dodatkową stratą czasu było identyfikowanie rasy każdej istoty. Jednak po piętnastu osobach, gdy robiłem sobie przerwę, mignęła mi kostka z dziwnym numerkiem...
"542 9. Choler*! Żywiołaki?! No bez jaj!" myślałem wściekły. miałem szczęście, że to tylko władcy wiatrów. "Dobrze, że nie ósemki. Mógłbym się bardzo szybko sparzyć na ogniu."
Żywiołaków nie mogłem zabić już tak po prostu podrzynając im gardło. Trzeba było odciąć głowę oraz przebić ją na wylot ostrzem.
Sprawy komplikowały się coraz bardziej a ja myślałem co dalej zrobić będąc sam. Strasznie denerwowało mnie, iż nie mogłem używać swoich mocy i broni. Na broń nie miałem pozwolenia od Rady. Jednak moje rozmyślania przerwał głośny huk. W moim pokoju!!
Szybko się wycofałem po drodze kasując następną dziesiątkę przedstawicieli zarazy. Będąc w korytarzu zauważyłem, że do mojego pokoju szedłem nie tylko ja ale i również cholerne podróby Inez i ekipy. Bez większego namysłu zabrałem się za nich. Nieco to trwało, bo jak się okazało byli o wiele lepiej uzbrojeni i... spodziewali się mnie. "Czyli znaleźli trupy. Mogę szaleć." pomyślałem. Skończywszy z nimi chciałem się rozprawić z intruzami w pokoju ale zanim dotknąłem drzwi to w korytarzu namnożyło się podróbek i żywiołaków.
Nie poddałem się ale wśród nich znalazł się najprawdopodobniej czarodziej, który ogłuszył mnie porządnie. Kiedy leżałem już na ziemi przed pokojem usłyszałem znajomy głos... gołębia? Pożałowałem, że przez całą walkę na korytarzu nie odezwałem się ani słowem. 

Obudził mnie deszcz. Ogłuszenie jednak nie działało zbyt długo sądząc po słońcu, które właśnie zanikało za zasłoną burzowych chmur. Zaczynało padać i grzmieć. Na dodatek byłem przywiązany za pomocą lin, najprawdopodobniej wzmacnianych magią, do pala.
-Czekałem aż ktoś się zorientuje, że podmieniamy uczniów. Mówiąc szczerze, przypuszczałem, że już na samym początku ktoś się domyślił. Ale Leo zawiodłeś mnie. Powinieneś być po naszej stronie. Coś ci się nie pomieszało? A tak, muszę teraz użyć tego pala.-powiedział mężczyzna dotychczas stojący za mną. Gdy zobaczyłem jego twarz, doznałem szoku. Członkowie samej Rady byli już w szkole... Od samego początku!-Na dodatek nic nie powiedziałeś, że masz Pana bądź Panią.- kontynuował.
"Czyli nie wie kto to. Mam przewagę." pomyślałem.
-Wiem też, że masz moce ale nikt nie chce powiedzieć jakie. Leonardzie obiecuję, że zakończę twój etap nauczania tak jak u twojego przyjaciela z pokoju. Pamiętasz ich?
-Nic mi nie zrobisz, bo nie jestem już twoim eksperymentem.
-Nie rozśmieszaj mnie. Ty jesteś udany. Nie potrafisz żyć z innymi ludźmi. Twoja wredota do tego nie dopuszcza, co było zaplanowane od początku. Muszę znać twe moce by to jeszcze skończyć ale tego się dowiem. Rafael nie musi nic mówić. Dimitri go już dość dobrze przeszukał. Przy okazji zabrał mu wspomnienia, wzrok, słuch... i głos.- ostatnie słowa mnie zszokowały.
-Nic mu nie jesteś w stanie zrobić.- odparłem z udawanym spokojem. Wiedziałem, że mnie prowokuje.
-Och Leo... To, że zginie przy tym ten jeden człowiek, to przecież nic dla ciebie nie znaczy, prawda? A wybacz. Troje. Iskra i jej towarzysz bądź towarzyszka również. Tak się złożyło, że mogę rozprawić się z nimi i z tobą. Zawiodłeś mnie już wtedy, gdy zabiłeś tego durnego czarodzieja czy maga... Już nawet nie wiem czym on w sumie był... - mruknąłem mężczyzna odchodząc.
-Nic nie wiesz.- powiedziałem stanowczo.
-A no właśnie. Zapomniał bym. Na stosie posiedzisz trzy dni. Potem się z tobą rozliczę.- wysyczał i odszedł a ja zacząłem bić się z myślami.
"Skąd wiedział... nikt mnie przecież nie śledził... no i Dimitri nie mógł być tam wtedy, przecież był z Maxem zdawać test! Choler*! Więc jednak mnie podpuścił i nawet o tym nie widziałem! A teraz potwierdziłem jego przypuszczenia. No ale skąd wiedział o Rafaelu?... Głos... wzrok i słuch... wspomnienia... Ty palanci*! To byłeś ty!"
Nie wiedziałem co zrobić. Każdym ruchem bardziej bym się wkopał. No i przyjaciół. O ile inni mnie za niego uważali, ale to inna kwestia. Nie miałem też pewności czy w moim pokoju rzeczywiście był Alex czy ktoś inny. Wtedy jednak usłyszałem za sobą cichy szept:
-Nie ruszaj się.
-Alex?- zdziwiłem się.
-Tak. Czekaj bo to nie chce puścić.- szepnął mocując się ze sznurem.
-Wzmacniany magią. Nie ruszysz normalnym sztyletem.
-Ale to nie jest normalny sztylet. Jeszcze trochę wytrzymaj.
-Nie jest źle.- odparłem podnosząc twarz w stronę nieba.- Chcą mnie tylko utopić na stosie.
-Nie czas na żarty. Gotowe.
-Po co mnie uwolniłeś?
-No...- zawiesił się dziwnie na dłuższą chwilę.- Po prostu nie chcę wykonywać ostatniego akapitu listu. Poza tym, to głupie gdybyś przegrał... z potopem.
-Słyszałeś rozmowę?- zapytałem prosto z mostu gdy byliśmy w połowie drogi.
-Kogo? Widziałem tylko jak ktoś niósł połamaną broń Rafaela a zaś zobaczyłem jak się wiercisz na stosie.
-A... To dobrze. Chodzi tylko o to, że sama Rada już tu jest. Może nie cała ale w częściach. Nie możemy sam na sam z nimi walczyć. Poza tym... zwiększa się różnorodność podrób i nie tylko. Musimy wymyślić co zrobić z Mayą.
-A tak właściwie to po co im ona? Nie rozumiem tego całego zamieszania z tą Iskrą.
-Powiedzmy, że to siła za pomocą której można zrobić prawie wszystko. Tak w wielkim skrócie. Chyba.
-Chyba?
-Ja to wiem z książek.
-No to mamy niedobór informacji...
-Idź idź bo mi się zimno robi.- palnąłem poganiając go.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Alexander - event

- No to co teraz? – zapytała mnie Maya kiedy znaleźliśmy się w lesie – Wracamy do domu?
- Hm…jeszcze nie – odpowiedziałem po chwili namysłu
- Jak to? – zdziwiła się Cav
- Musimy najpierw trochę odpocząć – wyjaśniłem spokojnie – No i wymyślić jak przemieścić tego wielkiego konia do szkoły
- Ach.. zapomniałam – przyznała dziewczyna – A co z Inez?
- Prędko się nie obudzi – powiedziałem i westchnąłem ciężko.
Wziąłem nieprzytomną przyjaciółkę na ręce i ruszyłem przed siebie. Ciągle czułem ból Inez i nie mogłem sobie wybaczyć, że pozwoliłem żeby ta cała królowa cos jej zrobiła.
Szliśmy w milczeniu przez ładne kilka godzin wreszcie odezwała się Cav.
- Alex, ja…przepraszam – szepnęła
- Słucham? – zdziwiłem się – Ale za co?
- To przeze mnie Inez jest nieprzytomna i…Div musiał zostać….- dziewczyna wybuchła płaczem
- Cavaliado to nie była twoja wina – powiedziałem łagodnie – Nie mogliśmy wiedzieć, że ta cała królowa jest taka wiedźmowata
- Może i nie, ale…
- Żadnych ale – uciąłem dyskusje – Uspokój się. Zaraz dojdziemy do hotelu. Tam odpoczniemy i pomyślimy jak to wszystko załatwić
- No dobrze – zgodziła się
Szliśmy dalej w milczeniu aż wreszcie w oddali zamajaczył nam jakiś budynek.
- To ten hotel? – zapytała Eve
- Tak
- No to biegnijmy! – zawołała Maya
Wzięła za rękę Eve i Cavaliadę i pociągnęła je w stronę budynku. Już po chwili zniknęły mi z oczu. Westchnąłem i uśmiechnąłem się z podziwem. Jakim cudem miały jeszcze siłę na bieganie? Nie miałem pojęcia. Moje rozmyślania na ten temat przerwał dziwny dźwięk za moimi plecami. Brzmiało to…jakby cios spadły z dużej wysokości…
Odwróciłem się na pięcie i zobaczyłem list i dwie teczki. Podszedłem i szybko je podniosłem. Jak się okazało były to szkolne dokumenty Mayi i Rafaella! Ale skąd one się tu wzięły? Zdumiony otworzyłem list w nadziei, że znajdę w nim odpowiedź. Nie pomyliłem się…
List był od Leo, który pisał, że w szkole są nasze duplikaty, które chcą zabrać Mayę. Radził żebyśmy albo szybko wracali albo nie wracali w ogóle. Chciał żebym dobrze pilnował teczek bo jeżeli dostałyby się w ręce sobowtórów to mogłoby być nieprzyjemnie...
Kiedy skończyłem czytać ogarnęła mnie lekka panika. Jak my mamy szybko i niepostrzeżenie wrócić do szkoły z wielkim, świecącym koniem i nieprzytomną, poparzoną dziewczyną?! To jest niewykonalne!
Jednak po chwili uspokoiłem się i zacząłem układać w głowie plan działania.
Najpierw musiałem załatwić nam szybki transport. Samolot nie wchodził w grę więc co….Teleport! Tak, to będzie najlepsze rozwiązanie. Trzeba tylko znaleźć go w najbliższym otoczeniu…
Nagle przypomniała mi się jedna sprawa. Przecież ten hotel jest używany jako miejsce spotkań czarodziejów i jest w nim teleport! Musimy tylko się do niego dostać, a potem pójdzie gładko.
Pobiegłem do hotelu żeby powiadomić dziewczyny o zmianie planu. Znalazłem je przy stajni gdzie próbowały oporządzić konia.
- Alex, pomożesz nam? – zapytała Cav 
- Nie teraz – odpowiedziałem szybko – Zrobimy to później
- Ale…
- Zmiana planów – uciąłem krótko – Musimy natychmiast wracać do szkoły!
Zaprowadziłem dziewczyny do teleportu. Mieliśmy drobne kłopoty z dostaniem się do niego bo kierownik nie chciał nas wpuścić. W końcu jednak uległ urokowi Mayi i mogliśmy wejść. Ale problemy się nie skończyły bo przypomniałem sobie, że nie mamy żadnej rzeczy ze szkoły i nie możemy się teleportować.
- Co teraz? Co teraz? – mruczałem do siebie, chodząc w te i we w te
Jednocześnie cały czas miąłem w palcach list. Wiadomość była już wymięta do granic możliwości. Czarne pismo na biało-czerwonym tle prawie się rozmazało…zaraz! Na biało-czerwonym tle?! Przecież to była krew! Może Leo coś się stało kiedy wysyłał wiadomość…Bałem się o znajomego łowcę, ale jednocześnie ucieszyłem się, ze mam tu jego „część”
- Weście się za ręce – powiedziałem do dziewczyn
Włożyłem list do kieszeni i wolną ręką chwyciłem Mayę. Weszliśmy razem do teleportu i…wylądowaliśmy z hukiem w pokoju Leo i Rafaella.