środa, 13 marca 2013

Alex - event

Po odnalezieniu towarzyszy Inez poprowadziła nas do czarownicy. Szliśmy dość długo, ale nie napotkaliśmy już żadnych pułapek. W pewnym momencie wpadliśmy do jakiejś wielkiej sali. Nagle poczułem, że ktoś mnie rozdziela z Inez i rzuca w stronę sciany.
- Inez! – krzyknąłem i chciałem do niej podbiec, ale okazało się że jestem uwięziony w klatce - Co się dzieję? – zapytałem zdezorientowany
- Próbuję was czegoś nauczyć – odezwał się jakiś głos
- Kim jesteś? – zapytałem
- Nie poznajesz mnie? – zapytała sarkastycznie – Ach tak! Zapomniałam, że zabrałam ci wzrok!
- Och ty…! – zacząłem, ale przerwała mi Inez
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Mówiłam już. Chciałam was czegoś nauczyć i udało mi się. Przynajmniej w waszym przypadku.
- W naszym przypadku?
- Tak bo waszym przyjaciołom nie poszło tak łatwo – prychnęła pogardliwie wiedźma – Ale jeszcze trochę ich potorturuję i wreszcie zrozumieją.
- Nie rób im krzywdy! – krzyknęliśmy chórem ja i Inez
- Oj, zrobię tylko to co trzeba – zapewniła nas wiedźma ironicznym głosem – Ale teraz nie mówmy o nich tylko o was. No bo przecież przyszliście tu mnie o cos poprosić, nieprawdaż?
- To prawda – przyznała Inez – Chcieliśmy prosić o sporządzenie eliksiru, który mógłby zamknąć dziury w barierze
- I myślicie, że ja od tak to zrobię?
W odpowiedzi usłyszałem warknięcie i krótki krzyk wiedźmy
- Kira co ty wyrabiasz?
Potem było kolejne warknięcie i zamieszanie. Chaos przerwał ostry i stanowczy głos mojej pani.
- Dosyć!
Zapadła cisza. Podejrzewałem, że Inez rozmawia z wiedźmą telepatycznie. Jak się póżniej okazało miałem racje.
- Tu macie eliksir – powiedziała wiedźma na głos
- Dziękuję – Inez była uprzejma i stanowcza – A teraz proszę uwolnić Alexa i zwróć mu wzrok
- Ale…
- Zrób to!
- Niech będzie
Poczułem, że kraty zniknęły. Byłem wolny, ale zanim zdążyłem choćby się ruszyć wiedźma chlusnęła mi jakimś płynem prosto w twarz.
- Ała! Cos ty zrobiła?! – zawołałem, łapiąc się za twarz, która paliła żywym ogniem
- Oddałam co twoje – odpowiedziała spokojnie
- Co?! Skrzywdziłaś go! – zawołała Inez, podbiegając do mnie
- Tak myślisz? No cóż… ciekawe co powiesz za pół minuty kiedy twój anioł odzyska wzrok
- Podziękuję. Jeśli odzyska… - szepnęła Inez
Tymczasem ból twarzy minął, a ja zaczynałem widzieć mgliście to co było wokół mnie. Stopniowo wzrok mi się wyostrzał aż wreszcie wrócił do normy.
- I co? Dalej jesteś ślepcem? – prychnęła wiedźma
- Nie… już nie. Dziękuje – powiedziałem, a Inez rzuciła mi się na szyje
- Jak dobrze, że już wszystko z tobą w porządku – szepnęła mi do ucha, a po chwili zwróciła się do wiedźmy – Dziękuję.
- Słucham? – zapytała zdumiona czarownica
- Dziękuję – powtórzyła moja pani – Za to czego nas nauczyłaś i za eliksir
- Idźcie już – powiedziała wiedźma, odwracając się do nas plecami
- A co z…?
- Wasi towarzysze do was dołączą – przerwała mi – A teraz idźcie bo się rozmyślę!
Poszliśmy szybko w kierunku szkoły. Nagle zauważyłem, że ktoś za nami podąża.
- Kto tu jest? – zapytałem, zatrzymując się w pół kroku
- To pewnie Kira – mruknęła Inez
- Kira? – Uniosłem brwi
- Wilczyca, która była zaczarowana przez wiedźmę – wyjasnila – Dzięki nam wyzwoliła się z pod działania czaru i postanowiła do nas dołączyć.
Te wyjaśnienia mi wystarczyły. Ruszyłem w dalszą drogę, a Inez poszła za mną. Po jakimś czasie dołączył do nas Leo z Rafaellem na rękach. Obaj nie wyglądali zbyt dobrze…
-Co wam się stało?- zapytała Inez
-Nieważne. Nie będę o tym mówił...- burknął Leo, nawet na nas nie patrząc
Wracaliśmy do szkoły. Kiedy byliśmy na miejscu Inez wyjęła flakon z eliksirem.
- Teraz trzeba to rozbić przy barierze
- Co?! – zdumiał się Leo – To po co się tak staraliśmy skoro to trzeba zniszczyć
- Nie zniszczyć tylko użyć – poprawiła go Inez – Tak działa eliksir
Po tych słowach rozbiła flakonik przy barierze. Wszystkie dziury niemal natychmiast zniknęły.
- Udało się! – krzyknęła przyjaciółka i rzuciła mi się na szyję
- Taak, dobrze się spisaliśmy – powiedziałem cicho – No i ta przygoda sporo nas nauczyła
- Jasne – prychnął Leo – To może teraz…
- Rafaell! Inez! Jesteście!
Odwróciliśmy się zaskoczeni
Krzyczała Maya, biegnąc do nas ile sił w nogach. Tuż za nią biegli Eve, Cav i Div.
Kiedy zobaczyli co się stało Rafaellowi stanęli jak wryci.
- Co się…? – zaczęła Cav
- Nie ma czasu – przerwała jej Inez – Leo zanieś Rafaella do pokoju. My zaraz tam przyjdziemy.
Leo bez protestów wykonał prośbę.
- To teraz nam powiesz co się stało? – zapytała Cav
- Oczywiście. Opowiem wszystko po drodze…

niedziela, 3 marca 2013

Leonardo

http://www.youtube.com/watch?v=GM-M5QaYYf0

Obudziły mnie czyjeś kroki. Nie chciałem by przyjaciel zamarzł ale zabrać też go nie mogłem, gdyż nie byłem w stanie. Mogłem jedynie zaczekać. W głębi duszy miałem nadzieję, że to gołąb z towarzyszką. Nie miałem siły walczyć z czymkolwiek.
Jak się okazało byli to nasi towarzysze. Po raz pierwszy poczułem ulgę na ich widok.
-Tutaj jesteście.- zaczęła Inez.- Co z wami?
-Nic...- burknąłem jak miałem w standardzie.- A co z wami?- postarałem się naprostować.
-Yyy...- zdziwiła się.- No...
-Straciłem wzrok, nie mogę leczyć i same bzdury...- ściął anioł najwidoczniej nie będąc w humorze.
-Ale widzę, że Inez się spisała.- powiedziałem podnosząc głowę z ramienia przyjaciela.
-I to bardzo. A wy jakie mieliście zdanie?
-Za trudne dla mnie.- szepnąłem szczerze.-Nie mówmy o tym...
-No... dobrze.- zgodziła się Inez. Zaczęła mnie dziwnie oglądać.
-Coś nie tak?- zapytałem nie rozumiejąc.
-Patrzę jak bardzo się połamałeś.
-Skąd wiesz..
-Widzę jak się krzywisz. Co cię boli?
-To nie ważne.
-Ważne bo mogę to jeszcze wyleczyć.
-Że niby jak?- zapytałem zaskoczony.
-Takie zioło. Długa historia. Więc?
-Żebra i ręka.- mruknąłem niechętnie. Nie lubiłem jak mnie ktoś leczył.
Dziewczyna zabrała się za złamania a ja nie mogłem się nadziwić jak to robiła. Na dodatek coś się w niej zmieniło ale nie wiedziałem jeszcze co. Gdy skończyła poderwałem przyjaciela z ziemi i przytulając mocno do siebie zapytałem:
-Dokąd teraz?
-Yyy...
-Tędy.- powiedziała stanowczo dziewczyna łapiąc gołębia za rękę.
Ruszyłem za nimi. Miałem ufać? Ja?... Na ogół to niemożliwe ale teraz... wyjścia nie było. Jeżeli Rafaelowi coś się stanie, to obiecałem sobie, że rozwalę tę całą jaskinię. Nieważne jak, gdzie i kiedy. Rozwalę i koniec!
W połowie drogi zacząłem się niepokoić. Naraz nie było żadnej pułapki... niczego, co wydało mi się dziwne. Po chwili przystanąłem i zrozumiałem, że co jak co ale przyjaciel już cało z tego nie wyjdzie...
-Inez... możemy się pospieszyć?
-Co?- zapytała dziewczyna oglądając się za siebie- Dlaczego? Coś nie tak?
-Chce żebyśmy wszyscy wyszli stąd żywi a nie w trójkę.- szepnąłem a dziewczyna spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
-Co sugerujesz?
-Że niedługo nie będę miał pana...
-Przykro mi ale nie mam już...
-Wiem. Pospieszmy się tylko. Proszę.- szepnąłem.
-Dobrze.
Dziewczyna zgodziła się a tempo marszu wzrosło drastycznie.
***

Z impetem wypadliśmy z korytarza wprost do wielkiej sali. Na środku niej stała kobieta.
http://www.full3d.pl/wp-content/uploads/2012/08/2012-merida-waleczna-004.jpg
Oddzieliła mnie i Rafaela od pozostałej dwójki za pomocą szklanej ściany sięgającej aż do sufitu. Za jej pomocą popchnęła mnie w kąt sali i zamknęła w klatce. To samo zrobiła z Alexem. Uderzyła mnie jakimś czarem tak, że wypuściłem przyjaciela z rąk. Wystarczyło kilka sekund i prze teleportowała go obok siebie.
Zaczęła coś szeptać mu do ucha po czym przejechała palcami po jego policzku, zostawiając szron.
-Zostaw go!!- wrzasnąłem ile tylko sił w płucach. Inez stała za taflą lodu nie widząc nic ani nie słysząc. Nie miała pojęcia co się działo.
-Bo co mi zrobisz?
-Zostaw!!
-Jesteśmy u mnie. Moje zasady i nic na to nie poradzisz.
-Zostaw!! Słyszysz!!
-Ha ha ha... Wiesz, będę miłą i cię dobiję.- mruknęła uśmiechając się z pogardą.- I tak ci z niego nic nie zostanie.
-Jeżeli spadnie mu przez ciebie choć włos z głowy, to obiecuję, że zniszczę to miejsce całkowicie...
-Przeze mnie? Ha! Dobre sobie! Przecież on i tak oślepnie, ogłuchnie, straci zmysł zapachu i pamięć i co ciekawsze, nie przeze mnie.
-Ty...
-Zważaj na słowa. Wiem po co przyszliście. Wiem też o co chcesz mnie zapytać.
-Jasnowidz się znalazł.
-Mniej więcej. Stracisz przyjaciela przez jego przeszłość. Pisane mu męczarnie. znajdź tego, który zabrał mu głos.- wycedziła nagle kładąc mu dłoń na piersi.
-Nie!! Zostaw!!- zacząłem się drzeć i wyrywać.
-Śmieszne...
-Zostaw!! Zostaw... błagam...- szepnąłem klękając- Zabaw się mną. Nie nim...
-Ale on jest ciekawszy.
-Błagam!!
-Nie. Najpierw zobaczę jak się zaprezentuje w kolekcji szachowej. Brak mi króla i wieży...
-Proszę...
-Równorzędna wymiana. Jego życie za spokojne życie uczniów szkoły.
-Ale... to zabierz nas obu... błagam... nie każ mi patrzeć...
-Będziesz patrzeć! Masz patrzeć!
-Ale...
-Myślisz, że zawsze kontrolujesz sytuację? Że nie czujesz bólu? Co prawda, jako łowca jesteś na niego nieco bardziej odporny ale teraz zobaczysz jak jest naprawdę. Poczujesz to co czują inni gdy twoja rasa zabija ich rodziny! Ta wasza Rada po odejściu Pierwszego nie pomaga ale szkodzi!
-Ale ja nie jestem w radzie...
-Wiem. Ale jesteś łowcą!- krzyknęła kobieta i zaczęła zamrażać Rafaela.
Nie mogłem patrzeć. Uczucie bezsilności roznosiło mnie od środka. Miałem ochotę rozerwać kobietę na strzępy ale równocześnie zdawałem sobie sprawę, że tylko ona może go zaś odmrozić.
Nagle klatka w której siedziałem pękła.
-Ciebie trudniej czegoś nauczyć niż ich. Pożegnaj się z przyjacielem.- mruknęła kobieta odgradzając się od nas lodem.
Dopadłem przyjaciela ze łzami w oczach. Nigdy nie płakałem ale teraz nie mogłem wytrzymać. Łzy puściły się same spod zaciśniętych powiek. Przytuliłem chłopaka do siebie. Wiedźma nie zamroziła go jeszcze jak posąg ale serce zatrzymała...
-Przepraszam... ja... ja nie chciałem...- zacząłem się jąkać.- Tylko nie ty... będzie dobrze... Choler*! Co ja gadam! Nie będzie!..- rozkleiłem się bardziej. Kobieta wróciła po dłuższym czasie. Zanim zdążyła coś powiedzieć krzyknąłem na nią.-Wygrałaś!! Zabiłaś go!!... Wygrałaś...
-Jak się czujesz?- zapytała nie zwracając na nic uwagi a głos jej był wyprany z emocji.
-Jak chciałaś...
-Czyli?
-Boli... za bardzo... zabij mnie też...
-Nie bo o to mi nie chodziło.
-Nie obchodzi mnie to. Chcę...- nie skończyłem bo mi przerwała.
-Chcesz dla niego jak najlepiej a on cię zmienia. Może jeszcze coś z ciebie będzie niż maszyna do tropienia i zabijania.
-Błagam...
-weź go.
-Że co?
-Rozmawiałam już z aniołem i dziewczyną. Załatwiliście już sprawę.
-Ale...
-W szkole zobaczysz skutki. Idź bo zmienię zdanie!
Złapałem przyjaciela i wtulając się w niego ruszyłem w kierunku, z którego przyszliśmy. Na miejscu była już Inez i Alex z uśmiechami na ustach, które szybko zniknęły na nasz widok.
-Co wam się stało?- zapytała Inez.
-Nieważne. Nie będę o tym mówił...- burknąłem nie patrząc na nich więcej.
Wracaliśmy do szkoły.

Rozalie

- Nira, te gofry są cudne. Dasz jeszcze troszkę czekolady? - zapytałam.
Elfica kiwnęła głową i ruszyła do kuchni. Nagle usłyszałam drapanie w drzwi.
- Niro, zostaw tą czekoladę. Lepiej sprawdź kto tam się dobija – powiedziałam, zjadając kolejnego gofra z miodem.
Po chwili elfka weszła do pokoju z dwoma dziewczynkami i szczeniakami. Uśmiechnęłam się.
- Cześć. Jestem Maya, a to Eve. - powiedziała brązowowłosa.
- Witajcie. Jestem Rozalie. Może chcecie gofry, co? Nira robi najlepsze na świecie. - zaprosiłam dziewczynki do stołu.
Elfka zaraz postawiła przed nimi talerze, a na każdym dość duży stosik gofrów. Dała też kilka miseczek z roztopioną czekoladą, miodem no i dżemem.
- Smacznego. - uśmiechnęła się i pobiegła odciągnąć dwa małe szczeniaki od jej szafy z ubraniami.
Nira uwielbia pieski, nawet takie łobuzy jak te. Maya, cały czas mówiła. Opowiadała o Rafaellu, Leonardzie, Inez, Alexie i wspomniała też coś o Cavaliadzie. Buzia jej się nie zamykała. Znała wiele kawałów, przez które dusiłam się i płakałam. Urocza dziewczynka. Naprawdę genialna. Za to Eve, mało mówiła. Śmiała się cichutko pod nosem, z kawałów Mayi, ale nic więcej. Nie zmuszałam jej do rozmowy. Ja sama też tego nie lubię.
- Maya, może już pójdziemy. Późno już. - powiedziała kotołaczka, wstając od stołu i biorąc jednego ze szczeniaków na ręce. Brązowowłosa zrobiła smutną minę.
- Musimy? - zapytała.
Szybko zerknęłam na zegarek.
- Maya, już naprawdę późno. Możecie wpaść jutro jak chcesz. - powiedziałam.
Podałam jej Leę leżącą na moich kolanach i na moim wózku odprowadziłam je do drzwi.
- Do zobaczenia! - powiedziała Maya i razem z Eve poszły korytarzem do swojego pokoju.

piątek, 1 marca 2013

Maya

Od rana zaczęłyśmy z Eve tresować pieski. Musiałyśmy je przede wszystkim nauczyć, że nie zjada się cudzych śniadań…
Szczeniaki na początku nie chciały nas słuchać i hasały po całym pokoju, ale stopniowo zaczynały reagować na komendy. W końcu doszłyśmy do wniosku, że możemy je wypuścić z pokoju i iść z nimi do parku.
Niestety kiedy tylko wyszliśmy na korytarz i szczeniaki zobaczyły nowe miejsce ruszyły pędem przed siebie.
- Luck! Lea! Wracajcie! – zawołałam, biegnąc za nimi
Dogoniłam maluchy dość szybko bo zatrzymały się przed jakimiś drzwiami. Co najgorsze zaczęły w nie drapać, popiskując cicho.
- Nie wolno! – powiedziałam stanowczo, odciągając szczeniaki – Wracajmy do pokoju bo lepiej żebyście…. – nie skończyłam bo drzwi się otworzyły i stanęła w nich jakaś elfka.

Inez - event

Alex przez cały czas leżał nieprzytomny na podłodze, a ja nie wiedziałam co robić. Bardzo chciałam pomóc przyjacielowi, ale co ja mogę?
„Dużo możesz” usłyszałam w myślach
Rozejrzałam się zaskoczona
- Ktoś  tu jest? – zapytałam na głos
„Możesz znacznie więcej niż ci się wydaje” zabrzmiał znowu głos, ale nie odpowiedział na moje pytanie
„Kim jesteś? Pokaż się?” powiedziałam w myślach
Z jakiegoś kąta wyszła ta sama wilczyca co wcześniej.
„Jestem twoją przewodniczką” usłyszałam jej odpowiedź
„Przewodniczką?” zdziwiłam się „Jeśli jesteś po mojej stronie dlaczego skrzywdziłaś Alexa?”
„Ponieważ cię nie posłuchał. Nie zaufał twojej intuicji i zrobił się zbyt zaborczy i nadopiekuńczy”
„Wcale nie!” zaprotestowałam natychmiast
„Nie? Na pewno?” zapytała z lekkim niedowierzaniem
„No może trochę, ale to nie powód żeby zabierać mu wzrok!” powiedziałam stanowczo
„Nie zabrałam mu go na stałe”
Słysząc to odetchnęłam z ulgą.
„Poza tym” kontynuowała wilczyca „Nie zabrałam mu wzroku tylko żeby jego czegoś nauczyć. Ty też musisz stąd wynieść jakąś mądrość”
„Ale jaką?” zapytałam „Zrobię wszystko tylko powiedz mi najpierw czy z Alexem będzie wszystko w porządku” poprosiłam zanim zdążyła mi odpowiedzieć
„To zależy tylko od ciebie”
„Ode mnie? Ale co ja mogę zrobić?” zapytałam z rozpaczą w glosie
„Uwierzyć w siebie i zaufać swojej intuicji. Jeśli tego nie zrobisz zostaniecie tu na zawsze” powiedziała i zniknęła
„Poczekaj!” zawołałam za nią, ale usłyszałam tylko dalekie echo jej głosu mówiące:
„Uwierz w siebie!”
- Łatwo powiedzieć – mruknęłam pod nosem
W gruncie rzeczy wiedziałam jednak, że wilczyca miała racje. Teraz wszystko zależało ode mnie i nie zamierzałam siedzieć bezczynnie. Rozejrzałam się po jaskini i ku mojemu zaskoczeniu zauważyłam niewielką roślinkę wyrastającą z lodowej pokrywy. Jak ona tam wyrosła? Zresztą to nie było teraz ważne ponieważ rozpoznałam tę roślinę. Była to luccressia laurentic czyli ziele które jeśli zjadł je człowiek dawała mu na chwilę możliwość posługiwania się magią.
Uradowana podczołgałam się do miejsca w którym roślina rosła i już miałam po nią sięgnąć kiedy cos mi się przypomniało. Luccressia laurentic mogła zadziałać tylko na człowieka pewnego siebie, o silnej woli i wyczulonej intuicji. Jeśli zażył ją ktoś komu brakowało którejś cechy konsekwencje mogły być straszne. Nie byłam pewna czy jestem tą odpowiednią osobą, ale na sto procent wiedziałam jedno, że muszę pomóc Alexowi.
Zażyłam więc zioło i niemal od razu cos zaczęło się ze mną dziać. Na początku poczułam okropny ból głowy i przed oczami przeleciało mi milion obrazów. Nie wiedziałam co się dokładnie dzieje i przestraszyłam się, że nie powinnam zażywać zioła. Ale nie było już odwrotu…
Po jakimś czasie ból ustał, a obrazy zniknęły. Odetchnęłam z ulgą, ale wciąż nie byłam pewna czy roślina zadziałała tak jak powinna. Postanowiłam to najpierw sprawdzić na sobie zanim spróbuje pomóc Alexowi. Nie chciałam mu dodatkowo zaszkodzić…
Położyłam dłonie na kostce i skoncentrowałam się na skręceniu. Na początku aż jęknęłam bo ból się wzmógł, ale chwilę później noga była zdrowa.
Uradowana wstałam i podbiegłam do anioła. Położyłam mu dłonie na klatce piersiowej i znowu się skupiłam. Po kilku minutach Alex zakaszlał i otworzył oczy.
- Alex! – krzyknęłam z ulgą i przytuliłam go
- Inez…? Gdzie my jesteśmy…? – zapytał z wahaniem anioł
- W lodowej jaskini – odpowiedziałam – Możesz ruszać skrzydłami?
- Skrzydłami tak, ale nadal nic nie widzę i…. – urwał na chwilę – Inez?
- Tak?
- Przepraszam – szepnął ze skruchą – Nie posłuchałem cię. Myślałem, ze sam dam sobie radę i nie chciałem twojej pomocy nawet jak bardzo jej potrzebowałem. A potem jeszcze wpakowałem nas w tarapaty z tymi strzałami i zapadnią….
- Spokojnie, nie gniewam się – zapewniłam go – Ważne, ze już jest w porządku
- W porządku, ale….
- Ale co? – zaniepokoiłam się
- Jak my stąd wyjdziemy? – zapytał – I skoro my mieliśmy kłopoty to co z Rafaellem i Leonardo?
- Myślę, że oni sobie poradzili. Jak to wojownicy – powiedziałam żeby dodać otuchy przyjacielowi, ale w rzeczywistości zaczęłam się martwić o chłopaków – Poszukajmy ich
- No dobrze. Teraz ty prowadź – anioł uśmiechnął się
- Dobrze, ale obiecaj, że mi zaufasz – powiedziałam cicho
- Ufam ci jak nikomu innemu. Wiesz o tym
- No to chodźmy
Wzięłam Alexa pod ramię i pomogłam mu wstać. Poprowadziłam go przez jaskinię. Nagle przed nami wyrosła ściana ognia. Pchnęłam Alexa do tyłu.
- Co się dzieję? – zapytał przestraszony
- Nie wiem, ale to musi być albo pułapka albo ktoś nie chce żebyśmy się dostali do jaskini za ogniem – powiedziałam z wahaniem
- Mogę stworzyć tarczę…. – zaczął anioł
- Nie – przerwałam mu – Przejdziemy normalnie
- Ale Inez...
- Zaufaj mi tak jak obiecałeś, dobrze? – poprosiłam
- W porządku – powiedział
Znowu wzięłam go za rękę i poprowadziłam do ściany z ognia. Tak jak mi to podpowiadała intuicja ogień był zaawansowaną iluzją więc nie zrobił nam krzywdy.
Kiedy już przeszliśmy do drugiej jaskini naszym oczom ukazał się dziwny widok. Leo i Rafaell ranni leżeli przytuleni do siebie w dziwnej pozycji…

Rozalie

- Nira, jak myślisz. Ile jeszcze potrwa moje leczenie? - zapytałam. Elfica spojrzała na mnie.
- To wszystko zależy od ciebie. Jak nie będziesz się poddawała to tydzień może dwa. Ale jak się poddasz to nawet kilka lat... - powiedziała i podniosła mnie z łóżka. - No to pokaż co potrafisz. - Ustawiła mnie na dywanie, dała mi kule i odeszła. Chwiejnie stawiałam każdy krok. Jeden, dwa, trzy. Głęboki oddech, jest okej. Cztery, pięć, sześć. Okej, okej, oddychać. Siedem, osiem, dziewięć. Dobra idę dalej. Dziesięć, jedenaście, dwanaście. Poradzę sobie. Trzynaście, czternaście, piętnaście. Jeah! Szesnaście... I coś się skiepściło. Potknęłam się i upadłam.
- Widziałaś??? Szesnaście kroków! - zawołałam powoli wstając z podłogi, oczywiście z pomocą Niry.
- Gratuluję. Oby tak dalej. Gofry są już na stole. Chodź. - mówi sadzając mnie na wózku.

Cavaliada

-Cav, nadal się nimi przejmujesz? - zapytał Div. W sumie mogłam się przejmować. Moi przyjaciele polecieli do jakiejś szurniętej wiedźmy!
Nie odpowiedziałam. Wzięłam skrzypce (dawno już nie grałam...) WYszłam z pokoju i skierowałam się do parku. Przysiadłam na tamtym kamieniu. Na tym, gdzie pierwszy raz grałam w tej szkole... Wsłuchałam się w ptaki, szelest drzew, strumień... Zaczęłam grać... Zamknęłam oczy. I nagle usłyszałam cichy głos.

Kiedy was nie ma - to jakby nagle
Zabrakło w moim życiu muzyki
Kiedy Was nie ma - to czas mnie straszy
Że przeminę, że będę chwilą
Kiedy was nie ma - to jakby niebo
Miało się rozstać na zawsze ze słońcem
Kiedy Was nie ma - dosyć mam wszystkiego
I pragnę stąd na zawsze odejść

Moi przyjaciele
Moi przyjaciele
Moi przyjaciele bądźcie zawsze ze mną
Moi przyjaciele
Moi przyjaciele

Z wami wiem, że wszystko mogę
Że wystarczy tylko chcieć

Jak mam wyśpiewać, jak mam dziękować
Jak wytłumaczyć, że bez was mnie nie ma
Przytulam do was moją miłość
I wdzięczność mą w modlitwę zamieniam
Milion aniołków narysuję
I wszystkie razem postrącam z nieba
Dom na górze wybuduję
I zagram klauna kiedy trzeba

Moi Przyjaciele...
(Agata Budzyńska - Opowieść o przyjaźni)

Zdziwiona otworzyłam oczy. Na małej gałązce, w strumyku siedziała śliczna myszka. Patrzyła na mnie ślicznymi oczkami.
- Cześć maleńka. - powiedziałam wyciągając ją ze strumyka.
- Witaj! Jestem Kiff. - powiedziała siadając mi na dłoni.
- Ja jestem Cavaliada. Piękna piosenka. Skąd ją znasz? - zapytałam.
- Nie wiem. Gdzieś ją usłyszałam. Czy mogłabym u ciebie zamieszkać? - Roześmiałam się.
- No pewnie!