Byłam wściekła. Pie pierwszy z resztą raz od ostatniego czasu.
- Musimy porozmawiać, mam do ciebie sprawę - rzuciłam oschle i odeszłam kawałek dalej. Poczekałam, aż brunetka do mnie dojdzie.
- Tak? - spytała w końcu. Była nieco wystraszona. Podniosło mnie to na duchu.
- Nie tutaj, chodź za mną - zadecydowałam i poprowadziłam ją bez dalszego słowa. Doszłyśmy do okolic wejścia do klasy S+, w samym centrum starego ogrodu. Na niewielkiej polanie leżało kilka czarnych piór i jedno białe.
- Poznajesz? - spytałam, przystawiając Inez przed nos białe.
- No... pióro anioła... - zawahała się.
- Dalej, dalej.
- Chyba Alexa - dodała po chwili namysły.
- A kogóż by innego? - spytałam z ironią.
- Ale co się tu... te czarne pióra... jakaś bójka?
- O ile napaść można nazwać bójką, to tak.
- Ale jak... Alex przecież by nie... nie, to niemożliwe.
- Niemożliwe, to dopiero zaraz będzie - syknęłam. Miałam już dosyć naiwności Inez. - A teraz posłuchaj. nie obchodzi mnie, że to nie ty, tylko ten twój zakichany aniołek, jesteś odpowiedzialna za swoją własność.
- Alex to nie... - zaczęła dziewczyna, ale ją uciszyłam.
- Jak zwał tak zwał. I tak, i tak nie umiesz nad nim zapanować. Moja rodzina spędziła wiele czasu i pieniędzy, żeby wybudować tą szkołę. I nie mam zamiaru puścić płazem potyczek międzyrasowych na jej terenie. Od dzisiaj CODZIENNIE będziesz czyścić całą stajnię, co tydzień będziesz mi meldować się, a gdziekolwiek będziecie chcieli iść, ja mam najpierw o tym wiedzieć i mieć czas na rozpatrzenie prośby. I ostrzegam, następnym razem nie będę tak miła. A teraz pozwól, że wrócę do siebie, muszę przygotować się do wyjazdu.
- Wyjazdu? - zdziwiła się Inez.
- Tak, wyjazdu. Dzięki temu twojemu aniołkowi i jego kumplowi Kuro stracił skrzydło, więc muszę spotkać się z Lucyferem i zawiązać kolejny kontrakt. A teraz żegnam - odwróciłam się na pięcie i odeszłam, pomimo, że widziałam, że brunetka chciała coś jeszcze powiedzieć.
wtorek, 1 stycznia 2013
Cavaliada
Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek. To już 17!? Ile ja spałam?
- Div? - zapytałam. Nie było go. Miejsce obok mnie było puste... Przestraszyłam się. Od wypadku jeszcze mnie nie zostawił... Wstałam, ubrałam się i weszłam do kuchni. Na stole stały tosty i szklanka z sokiem. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Żadnego śladu po Div. Byłam delikatnie mówiąc przerażona. Chciałam założyć kurtkę i iść go poszukać, ale z kieszeni wypadł mi liścik.
Kochanie. Nie martw się. Jutro będę z powrotem.
Muszę załatwi kilka spraw. Jedzenie masz w lodówce, wystarczy odgrzać.
Poprosiłem Alexa, aby czasem wpadł zobaczyć co robisz.
Nie przemęczaj się. Całuję
Div
Kamień spadł mi z serca. On żyje i wszystko jest okej. Ubrałam się i poszłam do stajni. Gdy tylko tam doszłam usłyszałam ciche rżenie. Draco. Podbiegłam do niego. Postanowiłam wyczyścić go i wziąć na lonżę. Zdziwiłam się widząc, że młody nigdy nawet siodła nie miał na sobie. Powinien być już przyzwyczajany. Założyłam mu kantar, wzięłam lonżę i wyszłam z boksu. Dracuś był poddenerwowany. Ale nie dziwię mu się.
- CO TY ROBISZ? NORMALNA JESTEŚ? - usłyszałam krzyk. Wystraszyłam się, że to Div. Ale to nie on. To była jakaś dziewczyna. Miała bardzo jasną karnację i czarne włosy. I była wściekła.
- Przyzwyczajam Draco do lonży. On ma już 2,5 roku. A on dzisiaj pierwszy raz na oczy zobaczył siodło. A kim ty jesteś? - zapytałam.
- Jestem Shaya. Jestem jego opiekunką. - powiedziała. Roześmiałam się.
- A więc dlatego młody jest w ogóle nie wyszkolony. Mając taką opiekunkę... - nie wiem co we mnie wstąpiło. Chciałam tej dziewczynie zrobić przykrość. Nagle zachciałam jej pokazać, że jestem lepsza.
- Co ty możesz w ogóle wiedzieć o koniach? - wydarła się na mnie ta cała Shaya.
- Wychowałam się z końmi. A teraz idź. Przeszkadzasz mi. Zresztą jeśli nie zauważyłaś... Draco też nie ma ochoty oglądać twojej twarzy...-Tymi słowami ją dobiłam. Dziewczyna odwróciła się i pobiegła do akademika. Ja skończyłam lekcję z młodym, wyczyściłam go i ruszyłam na mostek. Tam usiadłam i rozmyślałam. Nie przerwała mi nawet burza z piorunami...
- Div? - zapytałam. Nie było go. Miejsce obok mnie było puste... Przestraszyłam się. Od wypadku jeszcze mnie nie zostawił... Wstałam, ubrałam się i weszłam do kuchni. Na stole stały tosty i szklanka z sokiem. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Żadnego śladu po Div. Byłam delikatnie mówiąc przerażona. Chciałam założyć kurtkę i iść go poszukać, ale z kieszeni wypadł mi liścik.
Kochanie. Nie martw się. Jutro będę z powrotem.
Muszę załatwi kilka spraw. Jedzenie masz w lodówce, wystarczy odgrzać.
Poprosiłem Alexa, aby czasem wpadł zobaczyć co robisz.
Nie przemęczaj się. Całuję
Div
Kamień spadł mi z serca. On żyje i wszystko jest okej. Ubrałam się i poszłam do stajni. Gdy tylko tam doszłam usłyszałam ciche rżenie. Draco. Podbiegłam do niego. Postanowiłam wyczyścić go i wziąć na lonżę. Zdziwiłam się widząc, że młody nigdy nawet siodła nie miał na sobie. Powinien być już przyzwyczajany. Założyłam mu kantar, wzięłam lonżę i wyszłam z boksu. Dracuś był poddenerwowany. Ale nie dziwię mu się.
- CO TY ROBISZ? NORMALNA JESTEŚ? - usłyszałam krzyk. Wystraszyłam się, że to Div. Ale to nie on. To była jakaś dziewczyna. Miała bardzo jasną karnację i czarne włosy. I była wściekła.
- Przyzwyczajam Draco do lonży. On ma już 2,5 roku. A on dzisiaj pierwszy raz na oczy zobaczył siodło. A kim ty jesteś? - zapytałam.
- Jestem Shaya. Jestem jego opiekunką. - powiedziała. Roześmiałam się.
- A więc dlatego młody jest w ogóle nie wyszkolony. Mając taką opiekunkę... - nie wiem co we mnie wstąpiło. Chciałam tej dziewczynie zrobić przykrość. Nagle zachciałam jej pokazać, że jestem lepsza.
- Co ty możesz w ogóle wiedzieć o koniach? - wydarła się na mnie ta cała Shaya.
- Wychowałam się z końmi. A teraz idź. Przeszkadzasz mi. Zresztą jeśli nie zauważyłaś... Draco też nie ma ochoty oglądać twojej twarzy...-Tymi słowami ją dobiłam. Dziewczyna odwróciła się i pobiegła do akademika. Ja skończyłam lekcję z młodym, wyczyściłam go i ruszyłam na mostek. Tam usiadłam i rozmyślałam. Nie przerwała mi nawet burza z piorunami...
Inez
Kiedy z Rafaellem wróciliśmy do jego pokoju, zrobiło się już późno. Pożegnałam się z chłopakami i razem z Alexem wróciłam do swojego mieszkania.
- I jak pogadałeś trochę z Leonardo? – zapytałam anioła
- Tak, ale jakoś ciężko nam ta rozmowa szła, zwłaszcza na początku
- Przepraszam, że tak cię zostawiłam – powiedziałam nieśmiało
- Hej, nie przejmuj się. Nie było znowu tak źle – pocieszył mnie
- Jasne – prychnęłam
- A ty… oprowadziłaś Rafaella po szkole? – anioł wyraźnie chciał zmienić temat
- Tak – uśmiechnęłam się – I nieźle się przy tym bawiliśmy.
- Cieszę się – Alex położył mi dłoń na ramieniu – Dobrze, że…. – nie dokończył bo rozległo się pukanie do drzwi. Kiedy je otworzyłam, ze zdziwieniem zobaczyłam Tsukihime.
- Cześć – powiedziała – Mam do ciebie sprawę.
Leonardo
Nie byłem zadowolony, że Raffaello dostał na mentora akurat tą kobietę.
Inez czy jakoś tak. I jeszcze na dodatek siedzę w pokoju z aniołem.
Chyba. Alexem czy coś. Nie cierpię takich akcji w stylu "zostańcie tu i
zaprzyjaźnijcie się". Co to miało w ogóle być? A może by tak gościa...
Nie. Nie będę robił kłopotów Rafiemu.
-Hej, oglądaliście pokaz fajerwerków? – zagadnął chłopak.
-Tsa. - odburknąłem.
-No i? – nie odpowiedziałem– Jak długo jesteście w szkole? –znowu
potraktowałem gościa ciszą – ok, może zobaczymy co robią Inez i
Raffaello? – zaproponował i po raz kolejny nie otrzymał odpowiedzi – Jak
chcesz to zostań – wzruszył ramionami –Ja idę – powiedział chłopak
zbierając się.
-Poczekaj – odwrócił się zaskoczony- Zostaw ich. Dadzą sobie radę.
-Yyy...- chłopak się zmieszał- Ok.
-Jesteś jej aniołem, tak?- zapytałem by się upewnić.- Siadaj.- wskazałem ręką na fotel. Chłopak usłuchał ale niechętnie.
-Tak. A ty? Jeżeli można wiedzieć.- facet był kulturalny co mnie bawiło.
-To raczej nie ważne.- ściąłem. Chłopak przyglądał się mojej broni na stoliku z dziwnym grymasem twarzy.- Coś nie tak?
-Nie.
-Coś sie wyciszyłeś. Szybko się dostosowujesz.
-Jak na razie nie ma o czym gadać. Monologu prowadzić nie zamierzam.- powiedział z uśmiechem. Nadal dziwnie zerkał na stolik.
-Co cię tak to ciekawi?
- Interesujące zdobnictwo. Mogę?- zapytał chłopak z dziwnym błyskiem w oku.
-Zgoda. - odpowiedziałem po dłuższym namyśle- Jak coś wywiniesz to obiecuję, że ci piórka powyrywam. Wszystkie.
-Spoko.- zgodził się. Odruchowo sięgnąłem po drugą broń tak żeby nie zauważył.- Skąd ją masz?
-Stare dzieje.
-Spoko.- powiedział oddając mi pistolet.-Ciekawe te zdobienia.
-Co żeś się uparł na te zdobienia?
-Tak jakoś.
-Interesujesz się bronią?
-Ha! Jeszcze się pytasz. Jak każdy facet.- powiedział promiennie.
-Ta. Jak każdy facet. Wiesz gdzie jest biblioteka?- zapytałem.
-Pewnie a co?
-Chcę się tam udać w najbliższym czasie.
Chłopak ze szczegółami streścił mi drogę do biblioteki. Ku memu zdziwieniu była dość łatwa. Gdy skończył zapytał:
-Co zamierzasz przeczytać?
-Jakiś horror a co?
-A nic. Ciekawość.
-A ty co najbardziej preferujesz?
-Oj dużo by gadać.- trafiłem na temat najwyraźniej odpowiadający mojemu
rozmówcy. Zacząłem nawet z gościem gadać a nie tylko odburkiwać.
-Polecam "Wiedźmina".
-Że co?- zapytałem zdziwiony.
-No "Wiedźmina" z pod ręki Sapkowskiego. Czytałeś?
-Nie za bardzo. Raczej ja w innym kierunku chyba podążam.
-Możliwe. Ale i tak polecam. Coś ich długo nie ma.
-Przyjdą.
-A jak coś się stanie?
-Że niby? Nie martw się. Masz trochę luzu.
-A ty się kiedyś zaczniesz martwić? A jak go zgubisz?
-Nie zgubię.
-Jasne.
-Jestem łowcą. Nie umknie mi.
-Strasznie pewny siebie jesteś.
-Mój fach.- walnąłem z uśmiechem.
W tym momencie do pokoju "wróciły zguby". Anioł spojrzał na mnie dziwnym
wzrokiem. Raffaello pożegnał się podszedł do mnie pytając:
"Jak było? Widzę, że nerwy ci nie puściły."
-Jakoś poszło. Następnym razem ide z tobą.
"Dlaczego? Przecież nic mi nie jest."
-Spójrz która godzina.
Rafaello
Cały
wieczór Leo nie dawał mi spokoju. Ciągle się o coś wypytywał. Wkurzyłem
się, w końcu ile można go słuchać. Dałem mu gitarę i wymigałem:
"Albo zadajesz głupie pytania i próbujesz wyprowadzić mnie z równowagi, albo zaczniesz się normalnie zachowywać"
- Wybacz. Wiesz jak reaguję na nowe miejsca. Z resztą znasz mnie.
Wziął gitarę i zaczął na niej grać. Ja w tym czasie odsłoniłem okno by popatrzeć na gwiazdy.
"Wiesz co? Dostałem mentora. Ciekawe kto to."
- Mnie się nie pytaj. Sprawy biurowe i papierkowe to nie moje klimaty. - walnął z uśmiechem. -Idziemy obejrzeć pokaz?
"A masz ochotę?"
- To zależy od ciebie.
" Spoko. Ale najpierw coś zjemy." Uśmiechnąłem się.
Leo przygotował wspaniały posiłek. Zjadłem go bez gadania. Ostatnio nieźle potrafił coś przesolić ale dziś się naprawdę postarał. We wspaniałym klimacie dotrwaliśmy do pokazu, który był po prostu wspaniały.
-Za rok wyjedziemy.
"Co? Gdzie?"
-Zobaczysz.
"Ale, że nie podobało ci się?"
- Podobało. A teraz idziesz spać. Jedną nockę dałem ci zawalić przez pakowanie się ale następnej nie odpuszczę.
"Co ty moja matka jesteś?"
-Wybacz.
"Mój rozsądek" Walnąłem i z uśmiechem na ustach wróciliśmy do pokoju. Leo w try miga pościelił łóżka i przygotował mi kąpiel. Denerwował mnie nadopiekuńczością. Czy to, że nie mogę mówić czyni mnie słabszym? Nie.
Gdy wyszedłem z łazienki Leo siedział na parapecie i bawił się bronią. Miał dziś wenę na drażnienie mnie.
"Opanujesz się?"
-Wybacz. Przyzwyczajenia.
"Wybitnie dobijające przyzwyczajenia. Właź do łóżka i mnie jużnie denerwój."
-Oczywiście. Dobranoc bladooki. -uśmiechnął się szeroko.
"Oberwiesz jutro"
-Oczywiście. Z chęcią.
Następnego dnia obudził mnie zapach... gofrów?
Wstałem leniwie z łóżka i poszedłem do kuchni. Nos mnie nie zawiódł. Leoś odwalił już całą robotę.
-Idealnie. Siadaj bo ci wystygną.
Zdziwiło mnie jego zachowanie. Całkowita odmiana.
"Co ci jest?"
-Mi? Nic. Mimo obfitej kolacji rano burczało ci w brzuchu, więc gotuję.
"Był ktoś?"
-Nie. Nie migaj tylko jedz, bo odgrzewane już tak nie smakują.
Z chęcią zjadłem śniadanie z Leośkiem. Potem przebrałem się i miałem zamiar znaleźć swojego mentora. Nie wiedziałem za bardzo jak ale miałem zamiar.
-A ty gdzie?
"Szukać mentora"
-Sam cię znajdzie. Zobaczysz.
"Skąd masz pewność?"
-Zobaczysz.
"No zgoda."
Ruszyłem w kierunku okna by zobaczyć jaka jest dzisiaj pogoda, jednak zanim do niego doszedłem ktoś zapukał do drzwi. Była to moja mentorka. Z kotem! Była to ta sama dziewczyna co na moście. Przedstawiła siebie i przyjaciela a ja musiałem przedstawić Leo.
"A tam jest mój przyjaciel Leoś" Wymigałem i wskazałem na rozwalonego na łóżku chłopaka. "Już taki jest, nie patrz na niego. Totalna wredota." Wymigałem z uśmiechem. Leo nie zareagował. Był jakiś cichy.
-To wychodzi na to, że powinniśmy iść na ten spacer. Alex zostaniesz?
-Oczywiście.- usłuchał chłopak.
"Fajnie, że wzięłaś kota. Nie potrzaskaj mi się." Ostrzegłem Leo i udaliśmy się na wycieczkę krajoznawczą.
Dziewczyna pokazała mi całą szkołę, stajnie, boisko i na końcu ogród. Jak zawsze musiałem mieć przy sobie tableta. Dobrze, że to stworzyli. Dobijające jest ciągle nosić kartki i ołówki przy sobie. Poprosiłem dziewczynę, żeby położyła kota na ziemi, żebym mógł go narysować. Jednak on nie chciał współpracować i skończyło się na kupie śmiechu dziewczyny. Musiałem pomóc ściągnąć go z drzewa.
"Chodźmy zobaczyć czy Leo nie rozniósł pokoju."
Dziewczyna się zgodziła. Na reszcie miała spokój. Ku memu zdziwieniu pokój był cały a chłopaki się nie pozabijali.
- Wybacz. Wiesz jak reaguję na nowe miejsca. Z resztą znasz mnie.
Wziął gitarę i zaczął na niej grać. Ja w tym czasie odsłoniłem okno by popatrzeć na gwiazdy.
"Wiesz co? Dostałem mentora. Ciekawe kto to."
- Mnie się nie pytaj. Sprawy biurowe i papierkowe to nie moje klimaty. - walnął z uśmiechem. -Idziemy obejrzeć pokaz?
"A masz ochotę?"
- To zależy od ciebie.
" Spoko. Ale najpierw coś zjemy." Uśmiechnąłem się.
Leo przygotował wspaniały posiłek. Zjadłem go bez gadania. Ostatnio nieźle potrafił coś przesolić ale dziś się naprawdę postarał. We wspaniałym klimacie dotrwaliśmy do pokazu, który był po prostu wspaniały.
-Za rok wyjedziemy.
"Co? Gdzie?"
-Zobaczysz.
"Ale, że nie podobało ci się?"
- Podobało. A teraz idziesz spać. Jedną nockę dałem ci zawalić przez pakowanie się ale następnej nie odpuszczę.
"Co ty moja matka jesteś?"
-Wybacz.
"Mój rozsądek" Walnąłem i z uśmiechem na ustach wróciliśmy do pokoju. Leo w try miga pościelił łóżka i przygotował mi kąpiel. Denerwował mnie nadopiekuńczością. Czy to, że nie mogę mówić czyni mnie słabszym? Nie.
Gdy wyszedłem z łazienki Leo siedział na parapecie i bawił się bronią. Miał dziś wenę na drażnienie mnie.
"Opanujesz się?"
-Wybacz. Przyzwyczajenia.
"Wybitnie dobijające przyzwyczajenia. Właź do łóżka i mnie jużnie denerwój."
-Oczywiście. Dobranoc bladooki. -uśmiechnął się szeroko.
"Oberwiesz jutro"
-Oczywiście. Z chęcią.
Następnego dnia obudził mnie zapach... gofrów?
Wstałem leniwie z łóżka i poszedłem do kuchni. Nos mnie nie zawiódł. Leoś odwalił już całą robotę.
-Idealnie. Siadaj bo ci wystygną.
Zdziwiło mnie jego zachowanie. Całkowita odmiana.
"Co ci jest?"
-Mi? Nic. Mimo obfitej kolacji rano burczało ci w brzuchu, więc gotuję.
"Był ktoś?"
-Nie. Nie migaj tylko jedz, bo odgrzewane już tak nie smakują.
Z chęcią zjadłem śniadanie z Leośkiem. Potem przebrałem się i miałem zamiar znaleźć swojego mentora. Nie wiedziałem za bardzo jak ale miałem zamiar.
-A ty gdzie?
"Szukać mentora"
-Sam cię znajdzie. Zobaczysz.
"Skąd masz pewność?"
-Zobaczysz.
"No zgoda."
Ruszyłem w kierunku okna by zobaczyć jaka jest dzisiaj pogoda, jednak zanim do niego doszedłem ktoś zapukał do drzwi. Była to moja mentorka. Z kotem! Była to ta sama dziewczyna co na moście. Przedstawiła siebie i przyjaciela a ja musiałem przedstawić Leo.
"A tam jest mój przyjaciel Leoś" Wymigałem i wskazałem na rozwalonego na łóżku chłopaka. "Już taki jest, nie patrz na niego. Totalna wredota." Wymigałem z uśmiechem. Leo nie zareagował. Był jakiś cichy.
-To wychodzi na to, że powinniśmy iść na ten spacer. Alex zostaniesz?
-Oczywiście.- usłuchał chłopak.
"Fajnie, że wzięłaś kota. Nie potrzaskaj mi się." Ostrzegłem Leo i udaliśmy się na wycieczkę krajoznawczą.
Dziewczyna pokazała mi całą szkołę, stajnie, boisko i na końcu ogród. Jak zawsze musiałem mieć przy sobie tableta. Dobrze, że to stworzyli. Dobijające jest ciągle nosić kartki i ołówki przy sobie. Poprosiłem dziewczynę, żeby położyła kota na ziemi, żebym mógł go narysować. Jednak on nie chciał współpracować i skończyło się na kupie śmiechu dziewczyny. Musiałem pomóc ściągnąć go z drzewa.
"Chodźmy zobaczyć czy Leo nie rozniósł pokoju."
Dziewczyna się zgodziła. Na reszcie miała spokój. Ku memu zdziwieniu pokój był cały a chłopaki się nie pozabijali.
Kurochi
Noc była piękna. Żałowałem, że Hime poszła już spać. Postanowiłem zamknąć ją z bezpiecznym Świecie Odwróconym, a sam udać się na spacer po ogrodzie. W końcu w Nowy Rok świat niematerialny i materialny są najbliżej siebie, więc może kogoś spotkam... Jezioro oświetlone księżycem było piękne. Zatęskniłem trochę do Podziemia i Krainy Wiecznej Zimy. Ale nawet dla niej nie opuściłbym Hime. Wyciągnąłem się zadowolony na trawie i przymknąłem oczy. W pewnej chwili usłyszałem szelest. Posłałem kulę mroku ku miejscu, skąd pochodził odgłos.
- Ej! - zaprotestował ktoś. - Ja rozumiem, że konkurencja i tak dalej, ale mógłbyś chociaż raz odpuścić! W końcu jesteśmy tu z kobietami, a nie wypada ich martwić - zza drzewa wyłonił się jasny kształt z dużymi, białymi skrzydłami. Skrzywiłem się zniesmaczony.
- Ty - stwierdziłem.
- Ja - potwierdził...
< I co, który to anioł przyszedł za mną?>
Inez
Pokaz wyszedł wspaniale. Udało nam się zadowolić nawet Tsukihime, a
to duży wyczyn. Wszyscy się dobrze bawiliśmy i dopiero przed świtem
rozeszliśmy się do pokoi.
Jak tylko weszłam do swojego mieszkania
zauważyłam, że Alex zrobił mi niespodziankę. Na stole stał szampan z
dwoma kieliszkami i talerz moich ulubionych ciasteczek.
- Napijesz się ze mną? - zapytał anioł
-
Oczywiście! - uśmiechnęłam się. Wznieśliśmy toast za udany nowy rok.
Potem byłam tak zmęczona, że ledwo zdołałam dojść do łózka. Kiedy się
już w nim znalazłam niemal od razu zasnęłam.
Obudziłam się w południe. Mimo, że spałam tylko kilka godzin byłam wypoczęta.
- Może pójdziemy na spacer? – zaproponowałam Alexowi po śniadaniu.
- Możemy iść – uśmiechnął się do mnie
-
Wezmę Nalę – powiedziałam. Kotkę znalazłam śpiącą smacznie na jednym z
głębokich foteli. Wzięłam ją na ręce i przytuliłam do siebie.- Chodźmy –
zakomenderowałam rozpromieniona.
Wyszliśmy z pokoju i podążyliśmy do wyjścia z akademika. W pewnym momencie sobie o czymś przypomniałam.
- Muszę odwiedzić Rafaella – zwróciłam się do przyjaciela
- Kogo?
- Nowego ucznia – wyjaśniłam – Jestem jego mentorką, a jeszcze nawet go nie widziałam.
- A wiesz gdzie on mieszka? – przytaknęłam – No to chodźmy go odwiedzić.
Przypomniałam
sobie wskazówki Tsukihime i podążyłam korytarzami do pokoju Rafaella.
Kiedy już tam dotarliśmy nieśmiało zapukałam do drzwi. Po chwili
otworzył je…. rysownik!
Cześć”– wymigał do mnie z uśmiechem
- Cześć – odpowiedziałam zdumiona
Wejdź do środka” - zaprosił mnie - Widzę ze ktoś ci towarzyszy”
-
Tak, to jest Alex. Mój przyjaciel – przedstawiłam anioła. Przypomniałam
sobie, że sama nie zdążyłam się mu jeszcze przedstawić – Ja jestem Inez
– dodałam, rumieniąc się
Rafaello” przedstawił się chłopak
- Masz może ochotę na spacer? Pokazałabym ci szkołę - zaproponowałam
Przepraszam,
ale czekam na kogoś” - pokazał na migi, a ja mimowolnie posmutniałam -
Czekam na mojego mentora” wyjaśnił szybko, widząc moją reakcje.
- No to się doczekałeś – powiedział Alex, śmiejąc się – To Inez jest twoją mentorką.
Subskrybuj:
Posty (Atom)