poniedziałek, 18 marca 2013

Poeana

,,Już po wszystkim. Już kusz opadł." Myślałam. A jednak coś nadal mnie gnębiło. W pokoju spotkałam elfa.
- Nie rozumiem. Co tu robi Isidar Mitrich i Wyrda? No tak ten niebieski klejnot mamy od zawsze, ale ten fioletowy? Co tu robi?
- Mamy za dużo pytań, a za mało odpowiedzi. Być może chodzi o odbudowanie świata? A może chodzi o to by nie wpadły w niepowołane ręce? Pamiętasz jak cię bolały plecy? Mnie wtedy strasznie bolała głowa. To znaki. Dziś też mnie bolała, ale koło lasu sosnowego obok jeziora.
- Czy zmierzasz do tego, że chcesz się tam dostać?
-Dokładnie.
***

W środku lasu było strasznie ciemno. Vird potknął się i już nie wstał.
- Vird! - Krzyknęłam, ale nie dostałam odpowiedzi. Doskoczyłam do niego i zaczęłam nim trząść.Nic się nie działo. Wykrzyknęłam imię elfa po raz drugi. Nagle zobaczyłam błysk czerwonego światła. Poszłam tam. Pod krzakiem był kamień, a na nim siedział ptak. O taki:
http://www.sokolnictwo.pl/rarog.jpg
Wzięłam go ze sobą bo zdawało mi się, że złamał skrzydło. W tej chwili elf się obudził.
- Coś mnie ominęło? - spytał.
Pokazałam mu kamień - To Zar'rok czyli nieszczęście
- Tak wróciliśmy do szkoły. Ptak leżał jakieś 5 dni, a następnie mógł latać. Stał się moim pupilkiem.

piątek, 15 marca 2013

Inez

Po wyjściu Cav zapadła chwila ciszy. Przerwało ją pojawienie się chłopaków. Kiedy tylko ich zobaczyłyśmy wszystkie trzy zerwałyśmy się z krzeseł.
- Jak on się czuje? – zapytała Maya
Ani Div ani Alex nie odpowiedzieli, a miny mieli nieszczególne...
- Czy on…? – zaczęłam przerażona
- Nie – zaprzeczył szybko Alex – Ale nadal jest nieprzytomny – westchnął ciężko - Nie udało mi się go uleczyć – wyznał załamany
- Zrobiłeś co mogłeś – powiedział Div, kładąc mu rękę na ramieniu
- Może, ale to nie wystarczyło. Gdybym był silniejszy…
- Nic by to nie dało – wtrącił się Leo, wchodząc do pokoju – Ta wiedźma powiedziała, że tak będzie – wyjaśnił – Miałem nadzieję, że się myliła – szepnął
- Czy…czy możemy do niego wejść? – zapytałam
- Jasne – mruknął łowca i poprowadził nas do sypialni
Rafaell leżał na łóżku blady i nieprzytomny. Maya podbiegła do niego i wybuchnęła płaczem, wtulając się w chłopaka.
- Jjjak można mu pomóc? – zaszlochała
- Nie wiem – szepnął Alex – Ale się dowiem
Zapadła cisza. Słychać było tylko szloch Mayi i płytki oddech Rafaella. Wszyscy staliśmy przy jego łóżku w grobowej atmosferze.
W końcu postanowiłam wziąć się w garść.
- Słuchajcie – zaczęłam stanowczo - Na razie jedyne co możemy zrobić dla Rafaella to dać mu odpocząć i opiekować się nim
- Tym drugim ja się zajmę – wtrącił Leo
- Dobrze – skinęłam głową – A my już pójdziemy. Nie ma sensu tak tu stać. Nie pomożemy mu tym tylko jeszcze bardziej pogorszymy sytuacje…
- Ale ja go nie zostawię! – zawołała płaczliwie Maya
Podeszłam do małej i wzięłam ją na ręce.
- Nie martw się – szepnęłam, przytulając ją – Znajdziemy sposób żeby mu pomóc
Maya płakała, wtulona we mnie, ale nie protestowała kiedy wyniosłam ją z pokoju. Za nami wyszli Eve, Alex i Div.
- Idę do Cav – powiedział Divertente
- W porządku – zgodził się Alex – Przyjdź z nią do naszego pokoju za jakies pół godziny dobrze? Musimy pogadać
- Ok – powiedział anioł i poszedł w swoją stronę
Odprowadziliśmy dziewczynki do ich pokoju i położyliśmy je spać. Eve zasnęła niemal natychmiast, ale Maya jeszcze długo płakała wtulona we mnie. W końcu usnęła wyczerpana płaczem i przeżyciami dzisiejszego dnia. Ostrożnie położyłam ją do łóżka i razem z Alexem wyszłam z pokoju.
- Musimy isć bo Cav i Div już na nas czekają – powiedział Alex, obejmując mnie ramieniem – Musimy im powiedzieć o problemach szkoły
- Dobrze – zgodziłam się niechętnie – Ale zanim tam pójdziemy powiedz mi tylko jedno
- Co?
- Dlaczego wszystko się stało równocześnie? – zapytałam z rozpaczą – Ranny Rafaell, kłopoty w szkole…
- Tak po prostu musi być – szepnął anioł – Nic na to nie poradzisz
- Wiem, ale…
- Ale?
- Obiecuję ci, że zrobię co w mojej mocy żeby to wszystko wróciło do normy
- Wierzę, że dotrzymasz obietnicy – powiedział Alex – Ale pamiętaj, że nie jesteś sama – W tym momencie otworzył drzwi naszego pokoju gdzie czekali już Cavaliada i Div – My ci pomożemy.

Rozalie

- A więc co cię do mnie sprowadza? - zapytałam Cav kiedy skończyła jeść.
- Stęskniłam się za tobą. - powiedziała. 
Uśmiechnęłam się.
- Powiedzmy, że Ci wierzę. - szepnęłam. 
Między nami zapanowało milczenie. Ale nie takie... Niezręczne... Raczej nafaszerowane wspomnieniami...
- Pamiętasz może jeszcze tą piosenkę, którą śpiewała nam Mary Lou? - zapytała nagle. 
Nigdy tej piosenki nie zapomnę...

link: http://www.youtube.com/watch?v=uKrCE1aYz7o

"Are you, are you

Coming to the tree

Where they strung up a man they say murdered three?
Strange things did happen here

No stranger would it seem

If we met up at midnight in the hanging tree.

Are you, are you

Coming to the tree
Where the dead man called out for his love to flee?
Strange things did happen here

No stranger would it seem

If we met up at midnight in the hanging tree.

Are you, are you

Coming to the tree
Where I told you to run, so we'd both be free?
Strange things did happen here

No stranger would it seem

If we met up at midnight in the hanging tree.

Are you, are you

Coming to the tree

Wear a necklace of rope, side by side with me...
Strange things did happen here

No stranger would it seem

If we met up at midnight in the hanging tree."


(Słowa: Suzanne Collins)

Śpiewałyśmy razem jak za dawnych czasów. Kiedy skończyłyśmy obie miałyśmy łzy w oczach.
- Dawno tego nie śpiewałam... - wyszeptała. 
Podjechałam do niej powoli.
- Ja też. Ale nadal siedzi mi w głowie. -
- A pamiętasz, jak nie rozumiałyśmy tej ostatniej zwrotki i robiłyśmy naszyjniki ze sznurów, co twoja mama tak strasznie się wystraszyła? - zapytała. 
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

Cavaliada

Inez opowiedziała nam szybko co się stało. Byłam zszokowana. Delikatnie mówiąc...
- I co teraz? - zapytałam. 
Nie miałam pojęcia co robić. Zresztą pewnie inni też nie wiedzieli. Inez wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Nie mam pojęcia... - powiedziała stając pod drzwiami Raffaella i Leo. 
Bez pukania weszliśmy do pokoju. Div i Alex ruszyli do sypialni Raffa, a ja, Inez, Maya i Eve usiadłyśmy przy stole. Nie odzywałyśmy, ale po co? Chciałam coś zrobić, przerwać tą ciszę. Jednak nic nie przychodziło mi do głowy. Zerwałam się z krzesła.
- Ja tak nie mogę. Jestem u Ro, jakby coś. - szepnęłam i wyszłam. 
Biegiem dotarłam do pokoju przyjaciółki.
- Cześć Ro. - powiedziałam, wchodząc do środka. 
Dziewczyna siedziała przy oknie. Na mój widok uśmiechnęła się.
- Cześć Cav. Dawno Cię tu nie było. - powiedziała. 
Spojrzałam na nią smutno.
- Małe problemy w związku. - odpowiedziałam.
- Tym bardziej powinnaś tu przychodzić. - zanuciła. 
Ona uwielbia śpiewać. Ma piękny głos, i naprawdę jest genialna.
- Chcesz ciacho z kremem? - zapytała, a po chwili już miałam talerzyk przed sobą. 
Zaś obok mnie stała Nira.
- Hej. - powiedziałam. - Dzięki za ciastko. - szepnęłam i ugryzłam ciasto francuskie wypełnione po brzegi kremem kakaowym.

środa, 13 marca 2013

Alex - event

Po odnalezieniu towarzyszy Inez poprowadziła nas do czarownicy. Szliśmy dość długo, ale nie napotkaliśmy już żadnych pułapek. W pewnym momencie wpadliśmy do jakiejś wielkiej sali. Nagle poczułem, że ktoś mnie rozdziela z Inez i rzuca w stronę sciany.
- Inez! – krzyknąłem i chciałem do niej podbiec, ale okazało się że jestem uwięziony w klatce - Co się dzieję? – zapytałem zdezorientowany
- Próbuję was czegoś nauczyć – odezwał się jakiś głos
- Kim jesteś? – zapytałem
- Nie poznajesz mnie? – zapytała sarkastycznie – Ach tak! Zapomniałam, że zabrałam ci wzrok!
- Och ty…! – zacząłem, ale przerwała mi Inez
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Mówiłam już. Chciałam was czegoś nauczyć i udało mi się. Przynajmniej w waszym przypadku.
- W naszym przypadku?
- Tak bo waszym przyjaciołom nie poszło tak łatwo – prychnęła pogardliwie wiedźma – Ale jeszcze trochę ich potorturuję i wreszcie zrozumieją.
- Nie rób im krzywdy! – krzyknęliśmy chórem ja i Inez
- Oj, zrobię tylko to co trzeba – zapewniła nas wiedźma ironicznym głosem – Ale teraz nie mówmy o nich tylko o was. No bo przecież przyszliście tu mnie o cos poprosić, nieprawdaż?
- To prawda – przyznała Inez – Chcieliśmy prosić o sporządzenie eliksiru, który mógłby zamknąć dziury w barierze
- I myślicie, że ja od tak to zrobię?
W odpowiedzi usłyszałem warknięcie i krótki krzyk wiedźmy
- Kira co ty wyrabiasz?
Potem było kolejne warknięcie i zamieszanie. Chaos przerwał ostry i stanowczy głos mojej pani.
- Dosyć!
Zapadła cisza. Podejrzewałem, że Inez rozmawia z wiedźmą telepatycznie. Jak się póżniej okazało miałem racje.
- Tu macie eliksir – powiedziała wiedźma na głos
- Dziękuję – Inez była uprzejma i stanowcza – A teraz proszę uwolnić Alexa i zwróć mu wzrok
- Ale…
- Zrób to!
- Niech będzie
Poczułem, że kraty zniknęły. Byłem wolny, ale zanim zdążyłem choćby się ruszyć wiedźma chlusnęła mi jakimś płynem prosto w twarz.
- Ała! Cos ty zrobiła?! – zawołałem, łapiąc się za twarz, która paliła żywym ogniem
- Oddałam co twoje – odpowiedziała spokojnie
- Co?! Skrzywdziłaś go! – zawołała Inez, podbiegając do mnie
- Tak myślisz? No cóż… ciekawe co powiesz za pół minuty kiedy twój anioł odzyska wzrok
- Podziękuję. Jeśli odzyska… - szepnęła Inez
Tymczasem ból twarzy minął, a ja zaczynałem widzieć mgliście to co było wokół mnie. Stopniowo wzrok mi się wyostrzał aż wreszcie wrócił do normy.
- I co? Dalej jesteś ślepcem? – prychnęła wiedźma
- Nie… już nie. Dziękuje – powiedziałem, a Inez rzuciła mi się na szyje
- Jak dobrze, że już wszystko z tobą w porządku – szepnęła mi do ucha, a po chwili zwróciła się do wiedźmy – Dziękuję.
- Słucham? – zapytała zdumiona czarownica
- Dziękuję – powtórzyła moja pani – Za to czego nas nauczyłaś i za eliksir
- Idźcie już – powiedziała wiedźma, odwracając się do nas plecami
- A co z…?
- Wasi towarzysze do was dołączą – przerwała mi – A teraz idźcie bo się rozmyślę!
Poszliśmy szybko w kierunku szkoły. Nagle zauważyłem, że ktoś za nami podąża.
- Kto tu jest? – zapytałem, zatrzymując się w pół kroku
- To pewnie Kira – mruknęła Inez
- Kira? – Uniosłem brwi
- Wilczyca, która była zaczarowana przez wiedźmę – wyjasnila – Dzięki nam wyzwoliła się z pod działania czaru i postanowiła do nas dołączyć.
Te wyjaśnienia mi wystarczyły. Ruszyłem w dalszą drogę, a Inez poszła za mną. Po jakimś czasie dołączył do nas Leo z Rafaellem na rękach. Obaj nie wyglądali zbyt dobrze…
-Co wam się stało?- zapytała Inez
-Nieważne. Nie będę o tym mówił...- burknął Leo, nawet na nas nie patrząc
Wracaliśmy do szkoły. Kiedy byliśmy na miejscu Inez wyjęła flakon z eliksirem.
- Teraz trzeba to rozbić przy barierze
- Co?! – zdumiał się Leo – To po co się tak staraliśmy skoro to trzeba zniszczyć
- Nie zniszczyć tylko użyć – poprawiła go Inez – Tak działa eliksir
Po tych słowach rozbiła flakonik przy barierze. Wszystkie dziury niemal natychmiast zniknęły.
- Udało się! – krzyknęła przyjaciółka i rzuciła mi się na szyję
- Taak, dobrze się spisaliśmy – powiedziałem cicho – No i ta przygoda sporo nas nauczyła
- Jasne – prychnął Leo – To może teraz…
- Rafaell! Inez! Jesteście!
Odwróciliśmy się zaskoczeni
Krzyczała Maya, biegnąc do nas ile sił w nogach. Tuż za nią biegli Eve, Cav i Div.
Kiedy zobaczyli co się stało Rafaellowi stanęli jak wryci.
- Co się…? – zaczęła Cav
- Nie ma czasu – przerwała jej Inez – Leo zanieś Rafaella do pokoju. My zaraz tam przyjdziemy.
Leo bez protestów wykonał prośbę.
- To teraz nam powiesz co się stało? – zapytała Cav
- Oczywiście. Opowiem wszystko po drodze…

niedziela, 3 marca 2013

Leonardo

http://www.youtube.com/watch?v=GM-M5QaYYf0

Obudziły mnie czyjeś kroki. Nie chciałem by przyjaciel zamarzł ale zabrać też go nie mogłem, gdyż nie byłem w stanie. Mogłem jedynie zaczekać. W głębi duszy miałem nadzieję, że to gołąb z towarzyszką. Nie miałem siły walczyć z czymkolwiek.
Jak się okazało byli to nasi towarzysze. Po raz pierwszy poczułem ulgę na ich widok.
-Tutaj jesteście.- zaczęła Inez.- Co z wami?
-Nic...- burknąłem jak miałem w standardzie.- A co z wami?- postarałem się naprostować.
-Yyy...- zdziwiła się.- No...
-Straciłem wzrok, nie mogę leczyć i same bzdury...- ściął anioł najwidoczniej nie będąc w humorze.
-Ale widzę, że Inez się spisała.- powiedziałem podnosząc głowę z ramienia przyjaciela.
-I to bardzo. A wy jakie mieliście zdanie?
-Za trudne dla mnie.- szepnąłem szczerze.-Nie mówmy o tym...
-No... dobrze.- zgodziła się Inez. Zaczęła mnie dziwnie oglądać.
-Coś nie tak?- zapytałem nie rozumiejąc.
-Patrzę jak bardzo się połamałeś.
-Skąd wiesz..
-Widzę jak się krzywisz. Co cię boli?
-To nie ważne.
-Ważne bo mogę to jeszcze wyleczyć.
-Że niby jak?- zapytałem zaskoczony.
-Takie zioło. Długa historia. Więc?
-Żebra i ręka.- mruknąłem niechętnie. Nie lubiłem jak mnie ktoś leczył.
Dziewczyna zabrała się za złamania a ja nie mogłem się nadziwić jak to robiła. Na dodatek coś się w niej zmieniło ale nie wiedziałem jeszcze co. Gdy skończyła poderwałem przyjaciela z ziemi i przytulając mocno do siebie zapytałem:
-Dokąd teraz?
-Yyy...
-Tędy.- powiedziała stanowczo dziewczyna łapiąc gołębia za rękę.
Ruszyłem za nimi. Miałem ufać? Ja?... Na ogół to niemożliwe ale teraz... wyjścia nie było. Jeżeli Rafaelowi coś się stanie, to obiecałem sobie, że rozwalę tę całą jaskinię. Nieważne jak, gdzie i kiedy. Rozwalę i koniec!
W połowie drogi zacząłem się niepokoić. Naraz nie było żadnej pułapki... niczego, co wydało mi się dziwne. Po chwili przystanąłem i zrozumiałem, że co jak co ale przyjaciel już cało z tego nie wyjdzie...
-Inez... możemy się pospieszyć?
-Co?- zapytała dziewczyna oglądając się za siebie- Dlaczego? Coś nie tak?
-Chce żebyśmy wszyscy wyszli stąd żywi a nie w trójkę.- szepnąłem a dziewczyna spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
-Co sugerujesz?
-Że niedługo nie będę miał pana...
-Przykro mi ale nie mam już...
-Wiem. Pospieszmy się tylko. Proszę.- szepnąłem.
-Dobrze.
Dziewczyna zgodziła się a tempo marszu wzrosło drastycznie.
***

Z impetem wypadliśmy z korytarza wprost do wielkiej sali. Na środku niej stała kobieta.
http://www.full3d.pl/wp-content/uploads/2012/08/2012-merida-waleczna-004.jpg
Oddzieliła mnie i Rafaela od pozostałej dwójki za pomocą szklanej ściany sięgającej aż do sufitu. Za jej pomocą popchnęła mnie w kąt sali i zamknęła w klatce. To samo zrobiła z Alexem. Uderzyła mnie jakimś czarem tak, że wypuściłem przyjaciela z rąk. Wystarczyło kilka sekund i prze teleportowała go obok siebie.
Zaczęła coś szeptać mu do ucha po czym przejechała palcami po jego policzku, zostawiając szron.
-Zostaw go!!- wrzasnąłem ile tylko sił w płucach. Inez stała za taflą lodu nie widząc nic ani nie słysząc. Nie miała pojęcia co się działo.
-Bo co mi zrobisz?
-Zostaw!!
-Jesteśmy u mnie. Moje zasady i nic na to nie poradzisz.
-Zostaw!! Słyszysz!!
-Ha ha ha... Wiesz, będę miłą i cię dobiję.- mruknęła uśmiechając się z pogardą.- I tak ci z niego nic nie zostanie.
-Jeżeli spadnie mu przez ciebie choć włos z głowy, to obiecuję, że zniszczę to miejsce całkowicie...
-Przeze mnie? Ha! Dobre sobie! Przecież on i tak oślepnie, ogłuchnie, straci zmysł zapachu i pamięć i co ciekawsze, nie przeze mnie.
-Ty...
-Zważaj na słowa. Wiem po co przyszliście. Wiem też o co chcesz mnie zapytać.
-Jasnowidz się znalazł.
-Mniej więcej. Stracisz przyjaciela przez jego przeszłość. Pisane mu męczarnie. znajdź tego, który zabrał mu głos.- wycedziła nagle kładąc mu dłoń na piersi.
-Nie!! Zostaw!!- zacząłem się drzeć i wyrywać.
-Śmieszne...
-Zostaw!! Zostaw... błagam...- szepnąłem klękając- Zabaw się mną. Nie nim...
-Ale on jest ciekawszy.
-Błagam!!
-Nie. Najpierw zobaczę jak się zaprezentuje w kolekcji szachowej. Brak mi króla i wieży...
-Proszę...
-Równorzędna wymiana. Jego życie za spokojne życie uczniów szkoły.
-Ale... to zabierz nas obu... błagam... nie każ mi patrzeć...
-Będziesz patrzeć! Masz patrzeć!
-Ale...
-Myślisz, że zawsze kontrolujesz sytuację? Że nie czujesz bólu? Co prawda, jako łowca jesteś na niego nieco bardziej odporny ale teraz zobaczysz jak jest naprawdę. Poczujesz to co czują inni gdy twoja rasa zabija ich rodziny! Ta wasza Rada po odejściu Pierwszego nie pomaga ale szkodzi!
-Ale ja nie jestem w radzie...
-Wiem. Ale jesteś łowcą!- krzyknęła kobieta i zaczęła zamrażać Rafaela.
Nie mogłem patrzeć. Uczucie bezsilności roznosiło mnie od środka. Miałem ochotę rozerwać kobietę na strzępy ale równocześnie zdawałem sobie sprawę, że tylko ona może go zaś odmrozić.
Nagle klatka w której siedziałem pękła.
-Ciebie trudniej czegoś nauczyć niż ich. Pożegnaj się z przyjacielem.- mruknęła kobieta odgradzając się od nas lodem.
Dopadłem przyjaciela ze łzami w oczach. Nigdy nie płakałem ale teraz nie mogłem wytrzymać. Łzy puściły się same spod zaciśniętych powiek. Przytuliłem chłopaka do siebie. Wiedźma nie zamroziła go jeszcze jak posąg ale serce zatrzymała...
-Przepraszam... ja... ja nie chciałem...- zacząłem się jąkać.- Tylko nie ty... będzie dobrze... Choler*! Co ja gadam! Nie będzie!..- rozkleiłem się bardziej. Kobieta wróciła po dłuższym czasie. Zanim zdążyła coś powiedzieć krzyknąłem na nią.-Wygrałaś!! Zabiłaś go!!... Wygrałaś...
-Jak się czujesz?- zapytała nie zwracając na nic uwagi a głos jej był wyprany z emocji.
-Jak chciałaś...
-Czyli?
-Boli... za bardzo... zabij mnie też...
-Nie bo o to mi nie chodziło.
-Nie obchodzi mnie to. Chcę...- nie skończyłem bo mi przerwała.
-Chcesz dla niego jak najlepiej a on cię zmienia. Może jeszcze coś z ciebie będzie niż maszyna do tropienia i zabijania.
-Błagam...
-weź go.
-Że co?
-Rozmawiałam już z aniołem i dziewczyną. Załatwiliście już sprawę.
-Ale...
-W szkole zobaczysz skutki. Idź bo zmienię zdanie!
Złapałem przyjaciela i wtulając się w niego ruszyłem w kierunku, z którego przyszliśmy. Na miejscu była już Inez i Alex z uśmiechami na ustach, które szybko zniknęły na nasz widok.
-Co wam się stało?- zapytała Inez.
-Nieważne. Nie będę o tym mówił...- burknąłem nie patrząc na nich więcej.
Wracaliśmy do szkoły.

Rozalie

- Nira, te gofry są cudne. Dasz jeszcze troszkę czekolady? - zapytałam.
Elfica kiwnęła głową i ruszyła do kuchni. Nagle usłyszałam drapanie w drzwi.
- Niro, zostaw tą czekoladę. Lepiej sprawdź kto tam się dobija – powiedziałam, zjadając kolejnego gofra z miodem.
Po chwili elfka weszła do pokoju z dwoma dziewczynkami i szczeniakami. Uśmiechnęłam się.
- Cześć. Jestem Maya, a to Eve. - powiedziała brązowowłosa.
- Witajcie. Jestem Rozalie. Może chcecie gofry, co? Nira robi najlepsze na świecie. - zaprosiłam dziewczynki do stołu.
Elfka zaraz postawiła przed nimi talerze, a na każdym dość duży stosik gofrów. Dała też kilka miseczek z roztopioną czekoladą, miodem no i dżemem.
- Smacznego. - uśmiechnęła się i pobiegła odciągnąć dwa małe szczeniaki od jej szafy z ubraniami.
Nira uwielbia pieski, nawet takie łobuzy jak te. Maya, cały czas mówiła. Opowiadała o Rafaellu, Leonardzie, Inez, Alexie i wspomniała też coś o Cavaliadzie. Buzia jej się nie zamykała. Znała wiele kawałów, przez które dusiłam się i płakałam. Urocza dziewczynka. Naprawdę genialna. Za to Eve, mało mówiła. Śmiała się cichutko pod nosem, z kawałów Mayi, ale nic więcej. Nie zmuszałam jej do rozmowy. Ja sama też tego nie lubię.
- Maya, może już pójdziemy. Późno już. - powiedziała kotołaczka, wstając od stołu i biorąc jednego ze szczeniaków na ręce. Brązowowłosa zrobiła smutną minę.
- Musimy? - zapytała.
Szybko zerknęłam na zegarek.
- Maya, już naprawdę późno. Możecie wpaść jutro jak chcesz. - powiedziałam.
Podałam jej Leę leżącą na moich kolanach i na moim wózku odprowadziłam je do drzwi.
- Do zobaczenia! - powiedziała Maya i razem z Eve poszły korytarzem do swojego pokoju.