wtorek, 1 stycznia 2013

Cavaliada

- Inez. Musimy zebrać dowody. Zebrać dowody, że to nie Alex. - szepnęłam. Ale to było dziwne... - Najpierw znika Div, teraz wrabiają Alexa... Uwzięli się na nas. - Wszystkie zmartwienia i lęki tak nagle pojawiły się. Bardzo tego nie chciałam, ale się rozpłakałam. Teraz obie siedziałyśmy na podłodze niczym fontanny. Alex patrzył się na nas. W jego oczach zauważyłam zmieszanie i zaciekawienie.
- Divertente zniknął? - zapytał. Kiwnęłam głową i dałam mu karteczkę, którą znalazłam. Alex spojrzał na nią.
- Ale tego nie napisał Div. Przynajmniej z własnej woli. - powiedział powoli. Spojrzałam na niego zszokowana. 
- Jak to? - zapytałam przez łzy. 
- Został zmuszony, aby to napisać. Zagrozili mu. - szepnął. - I chyba nawet wiem kto... - Nie dokończył. - Dziewczyny idźcie już spać. Cav, nocujesz tutaj. - powiedział i poszedł zrobić kolację. Wstałam z podłogi i klapnęłam na kanapę.
- Rozumiesz coś z tego? - szepnęłam. 
- Ktoś bardzo chce nas dopaść. Nie martw się. Odnajdziemy Divertente...

Inez

Wróciłam do pokoju zdruzgotana rewelacjami Tsukihime. Ledwo weszłam, z oczu pociekły mi łzy. 
- Inez co się stało? - zapytał Alex, podbiegając do mnie. 
- Alex..... - urwałam
- Jestem, powiedz mi proszę co się stało?! 
- Czy ty...? - zaczęłam, patrząc mu w oczy - Czy ty się dzisiaj biłeś z towarzyszem Tsukihime? 
- Co?! Nie! - Alex był w szoku - Inez przecież mnie znasz. Ja nawet nie wiem jak wygląda ten jej towarzysz. Na oczy faceta nie widziałem! 
- Uspokój się. Wierzę ci, ale musiałam zapytać - wyjaśniłam - Szkoda tylko że Tsukihime nie wierzy - mruknęłam - Więcej kar na mnie nałożyć już chyba nie mogła.
- Co? Ukarała cię? Ale za co?! - zdumiał się anioł 
- Za to że cię nie upilnowałam
- Ale ja jestem niewinny! Nie miałaś mnie po co pilnować! 
- Wiem - powiedziałam przygnębiona - Idę się przejść, muszę pomyśleć. 
- Ale przecież jest burza! - zaprotestował Alex 
- Trudno i tak idę, a ty jakbyś mógł przygotować kolacje i błagam nie ruszaj się z pokoju. Nie chce żeby Tsukihime na ciebie wpadła - po tych słowach wyszłam z pokoju.
Pogrążona we własnych myślach dotarłem do ogrodu. Z rozmyślań wyrwał mnie dopiero potężny piorun,. Zorientowałem się, że jestem przemoczona do suchej nitki . Już miałam wrócić do akademika kiedy zauważyłam że ktoś jest na moście. Podeszłam bliżej. To była Cavaliada! 
- Cav co ty tu robisz? - zawołałam do niej, nie odpowiedziała - Cavaliada! - potrząsnęłam nią za ramiona i dopiero wtedy na mnie spojrzała. 
- Inez? Gdzie jestem? - wzdrygnęła się - i czemu jest tak zimno? 
- Chodź, jesteś cała mokra - powiedziałam i poprowadziłam Cav do akademika. Kiedy dotarłyśmy do mojego pokoju, posadziłam Cav na jednym z foteli, okryłam ją kocem i podałam kubek gorącego kakao. 
- Dzięki - dziewczyna uśmiechnęła się do mnie 
- Nie ma za co - powiedziałam, ale uśmiech nie odwzajemniłam
- Coś ty taka smutna? - zapytała mnie Cav 
- To nic.... Ja.... - zaczęłam się jąkać. W końcu nie wytrzymałam i wybuchnęłam płaczem. 
- Inez - przyjaciółka przytuliła mnie - Co się stało? - opowiedziałam jej wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Kiedy skończyłam Cav wyglądała na lekko oszołomioną, ale chyba uwierzyła w niewinność mojego anioła.

Tsukihime

Byłam wściekła. Pie pierwszy z resztą raz od ostatniego czasu.
- Musimy porozmawiać, mam do ciebie sprawę - rzuciłam oschle i odeszłam kawałek dalej. Poczekałam, aż brunetka do mnie dojdzie.
- Tak? - spytała w końcu. Była nieco wystraszona. Podniosło mnie to na duchu.
- Nie tutaj, chodź za mną - zadecydowałam i poprowadziłam ją bez dalszego słowa. Doszłyśmy do okolic wejścia do klasy S+, w samym centrum starego ogrodu. Na niewielkiej polanie leżało kilka czarnych piór i jedno białe.
- Poznajesz? - spytałam, przystawiając Inez przed nos białe.
- No... pióro anioła... - zawahała się.
- Dalej, dalej.
- Chyba Alexa - dodała po chwili namysły.
- A kogóż by innego? - spytałam z ironią.
- Ale co się tu... te czarne pióra... jakaś bójka?
- O ile napaść można nazwać bójką, to tak.
- Ale jak... Alex przecież by nie... nie, to niemożliwe.
- Niemożliwe, to dopiero zaraz będzie - syknęłam. Miałam już dosyć naiwności Inez. - A teraz posłuchaj. nie obchodzi mnie, że to nie ty, tylko ten twój zakichany aniołek, jesteś odpowiedzialna za swoją własność.
- Alex to nie... - zaczęła dziewczyna, ale ją uciszyłam.
- Jak zwał tak zwał. I tak, i tak nie umiesz nad nim zapanować. Moja rodzina spędziła wiele czasu i pieniędzy, żeby wybudować tą szkołę. I nie mam zamiaru puścić płazem potyczek międzyrasowych na jej terenie. Od dzisiaj CODZIENNIE będziesz czyścić całą stajnię, co tydzień będziesz mi meldować się, a gdziekolwiek będziecie chcieli iść, ja mam najpierw o tym wiedzieć i mieć czas na rozpatrzenie prośby. I ostrzegam, następnym razem nie będę tak miła. A teraz pozwól, że wrócę do siebie, muszę przygotować się do wyjazdu.
- Wyjazdu? - zdziwiła się Inez.
- Tak, wyjazdu. Dzięki temu twojemu aniołkowi i jego kumplowi Kuro stracił skrzydło, więc muszę spotkać się z Lucyferem i zawiązać kolejny kontrakt. A teraz żegnam - odwróciłam się na pięcie i odeszłam, pomimo, że widziałam, że brunetka chciała coś jeszcze powiedzieć.

Cavaliada

Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek. To już 17!? Ile ja spałam?
- Div? - zapytałam. Nie było go. Miejsce obok mnie było puste... Przestraszyłam się. Od wypadku jeszcze mnie nie zostawił... Wstałam, ubrałam się i weszłam do kuchni. Na stole stały tosty i szklanka z sokiem. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Żadnego śladu po Div. Byłam delikatnie mówiąc przerażona. Chciałam założyć kurtkę i iść go poszukać, ale z kieszeni wypadł mi liścik.

Kochanie. Nie martw się. Jutro będę z powrotem.
Muszę załatwi kilka spraw. Jedzenie masz w lodówce, wystarczy odgrzać.
Poprosiłem Alexa, aby czasem wpadł zobaczyć co robisz.
Nie przemęczaj się. Całuję
Div

Kamień spadł mi z serca. On żyje i wszystko jest okej. Ubrałam się i poszłam do stajni. Gdy tylko tam doszłam usłyszałam ciche rżenie. Draco. Podbiegłam do niego. Postanowiłam wyczyścić go i wziąć na lonżę. Zdziwiłam się widząc, że młody nigdy nawet siodła nie miał na sobie. Powinien być już przyzwyczajany. Założyłam mu kantar, wzięłam lonżę i wyszłam z boksu. Dracuś był poddenerwowany. Ale nie dziwię mu się.
- CO TY ROBISZ? NORMALNA JESTEŚ? - usłyszałam krzyk. Wystraszyłam się, że to Div. Ale to nie on. To była jakaś dziewczyna. Miała bardzo jasną karnację i czarne włosy. I była wściekła.
- Przyzwyczajam Draco do lonży. On ma już 2,5 roku. A on dzisiaj pierwszy raz na oczy zobaczył siodło. A kim ty jesteś? - zapytałam.
- Jestem Shaya. Jestem jego opiekunką. - powiedziała. Roześmiałam się.
- A więc dlatego młody jest w ogóle nie wyszkolony. Mając taką opiekunkę... - nie wiem co we mnie wstąpiło. Chciałam tej dziewczynie zrobić przykrość. Nagle zachciałam jej pokazać, że jestem lepsza.
- Co ty możesz w ogóle wiedzieć o koniach? - wydarła się na mnie ta cała Shaya.
- Wychowałam się z końmi. A teraz idź. Przeszkadzasz mi. Zresztą jeśli nie zauważyłaś... Draco też nie ma ochoty oglądać twojej twarzy...-Tymi słowami ją dobiłam. Dziewczyna odwróciła się i pobiegła do akademika. Ja skończyłam lekcję z młodym, wyczyściłam go i ruszyłam na mostek. Tam usiadłam i rozmyślałam. Nie przerwała mi nawet burza z piorunami...

Inez

Kiedy z Rafaellem wróciliśmy do jego pokoju, zrobiło się już późno. Pożegnałam się z chłopakami i razem z Alexem wróciłam do swojego mieszkania.
- I jak pogadałeś trochę z Leonardo? – zapytałam anioła
- Tak, ale jakoś ciężko nam ta rozmowa szła, zwłaszcza na początku
- Przepraszam, że tak cię zostawiłam – powiedziałam nieśmiało
- Hej, nie przejmuj się. Nie było znowu tak źle – pocieszył mnie
- Jasne – prychnęłam
- A ty… oprowadziłaś Rafaella po szkole? – anioł wyraźnie chciał zmienić temat
- Tak – uśmiechnęłam się – I nieźle się przy tym bawiliśmy.
- Cieszę się – Alex położył mi dłoń na ramieniu – Dobrze, że…. – nie dokończył bo rozległo się pukanie do drzwi. Kiedy je otworzyłam, ze zdziwieniem zobaczyłam Tsukihime.
- Cześć – powiedziała – Mam do ciebie sprawę.

Leonardo

Nie byłem zadowolony, że Raffaello dostał na mentora akurat tą kobietę. Inez czy jakoś tak. I jeszcze na dodatek siedzę w pokoju z aniołem. Chyba. Alexem czy coś. Nie cierpię takich akcji w stylu "zostańcie tu i zaprzyjaźnijcie się". Co to miało w ogóle być? A może by tak gościa... Nie. Nie będę robił kłopotów Rafiemu.
-Hej, oglądaliście pokaz fajerwerków? – zagadnął chłopak.
-Tsa. - odburknąłem.
-No i? – nie odpowiedziałem– Jak długo jesteście w szkole? –znowu potraktowałem gościa ciszą – ok, może zobaczymy co robią Inez i Raffaello? – zaproponował i po raz kolejny nie otrzymał odpowiedzi – Jak chcesz to zostań – wzruszył ramionami –Ja idę – powiedział chłopak zbierając się.
-Poczekaj – odwrócił się zaskoczony- Zostaw ich. Dadzą sobie radę.
-Yyy...- chłopak się zmieszał- Ok.
-Jesteś jej aniołem, tak?- zapytałem by się upewnić.- Siadaj.- wskazałem ręką na fotel. Chłopak usłuchał ale niechętnie.
-Tak. A ty? Jeżeli można wiedzieć.- facet był kulturalny co mnie bawiło.
-To raczej nie ważne.- ściąłem. Chłopak przyglądał się mojej broni na stoliku z dziwnym grymasem twarzy.- Coś nie tak?
-Nie.
-Coś sie wyciszyłeś. Szybko się dostosowujesz.
-Jak na razie nie ma o czym gadać. Monologu prowadzić nie zamierzam.- powiedział z uśmiechem. Nadal dziwnie zerkał na stolik.
-Co cię tak to ciekawi?
- Interesujące zdobnictwo. Mogę?- zapytał chłopak z dziwnym błyskiem w oku.
-Zgoda. - odpowiedziałem po dłuższym namyśle- Jak coś wywiniesz to obiecuję, że ci piórka powyrywam. Wszystkie.
-Spoko.- zgodził się. Odruchowo sięgnąłem po drugą broń tak żeby nie zauważył.- Skąd ją masz?
-Stare dzieje.
-Spoko.- powiedział oddając mi pistolet.-Ciekawe te zdobienia.
-Co żeś się uparł na te zdobienia?
-Tak jakoś.
-Interesujesz się bronią?
-Ha! Jeszcze się pytasz. Jak każdy facet.- powiedział promiennie.
-Ta. Jak każdy facet. Wiesz gdzie jest biblioteka?- zapytałem.
-Pewnie a co?
-Chcę się tam udać w najbliższym czasie.
Chłopak ze szczegółami streścił mi drogę do biblioteki. Ku memu zdziwieniu była dość łatwa. Gdy skończył zapytał:
-Co zamierzasz przeczytać?
-Jakiś horror a co?
-A nic. Ciekawość.
-A ty co najbardziej preferujesz?
-Oj dużo by gadać.- trafiłem na temat najwyraźniej odpowiadający mojemu rozmówcy. Zacząłem nawet z gościem gadać a nie tylko odburkiwać. -Polecam "Wiedźmina".
-Że co?- zapytałem zdziwiony.
-No "Wiedźmina" z pod ręki Sapkowskiego. Czytałeś?
-Nie za bardzo. Raczej ja w innym kierunku chyba podążam.
-Możliwe. Ale i tak polecam. Coś ich długo nie ma.
-Przyjdą.
-A jak coś się stanie?
-Że niby? Nie martw się. Masz trochę luzu.
-A ty się kiedyś zaczniesz martwić? A jak go zgubisz?
-Nie zgubię.
-Jasne.
-Jestem łowcą. Nie umknie mi.
-Strasznie pewny siebie jesteś.
-Mój fach.- walnąłem z uśmiechem.
W tym momencie do pokoju "wróciły zguby". Anioł spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Raffaello pożegnał się podszedł do mnie pytając:
"Jak było? Widzę, że nerwy ci nie puściły."
-Jakoś poszło. Następnym razem ide z tobą.
"Dlaczego? Przecież nic mi nie jest."
-Spójrz która godzina.

Rafaello

Cały wieczór Leo nie dawał mi spokoju. Ciągle się o coś wypytywał. Wkurzyłem się, w końcu ile można go słuchać. Dałem mu gitarę i wymigałem:
"Albo zadajesz głupie pytania i próbujesz wyprowadzić mnie z równowagi, albo zaczniesz się normalnie zachowywać"
- Wybacz. Wiesz jak reaguję na nowe miejsca. Z resztą znasz mnie.
Wziął gitarę i zaczął na niej grać. Ja w tym czasie odsłoniłem okno by popatrzeć na gwiazdy.
"Wiesz co? Dostałem mentora. Ciekawe kto to."
- Mnie się nie pytaj. Sprawy biurowe i papierkowe to nie moje klimaty. - walnął z uśmiechem. -Idziemy obejrzeć pokaz?
"A masz ochotę?"
- To zależy od ciebie.
" Spoko. Ale najpierw coś zjemy." Uśmiechnąłem się.

Leo przygotował wspaniały posiłek. Zjadłem go bez gadania. Ostatnio nieźle potrafił coś przesolić ale dziś się naprawdę postarał. We wspaniałym klimacie dotrwaliśmy do pokazu, który był po prostu wspaniały.
-Za rok wyjedziemy.
"Co? Gdzie?"
-Zobaczysz.
"Ale, że nie podobało ci się?"
- Podobało. A teraz idziesz spać. Jedną nockę dałem ci zawalić przez pakowanie się ale następnej nie odpuszczę.
"Co ty moja matka jesteś?"
-Wybacz.
"Mój rozsądek" Walnąłem i z uśmiechem na ustach wróciliśmy do pokoju. Leo w try miga pościelił łóżka i przygotował mi kąpiel. Denerwował mnie nadopiekuńczością. Czy to, że nie mogę mówić czyni mnie słabszym? Nie.
Gdy wyszedłem z łazienki Leo siedział na parapecie i bawił się bronią. Miał dziś wenę na drażnienie mnie.
"Opanujesz się?"
-Wybacz. Przyzwyczajenia.
"Wybitnie dobijające przyzwyczajenia. Właź do łóżka i mnie jużnie denerwój."
-Oczywiście. Dobranoc bladooki. -uśmiechnął się szeroko.
"Oberwiesz jutro"
-Oczywiście. Z chęcią.

Następnego dnia obudził mnie zapach... gofrów?
Wstałem leniwie z łóżka i poszedłem do kuchni. Nos mnie nie zawiódł. Leoś odwalił już całą robotę.
-Idealnie. Siadaj bo ci wystygną.
Zdziwiło mnie jego zachowanie. Całkowita odmiana.
"Co ci jest?"
-Mi? Nic. Mimo obfitej kolacji rano burczało ci w brzuchu, więc gotuję.
"Był ktoś?"
-Nie. Nie migaj tylko jedz, bo odgrzewane już tak nie smakują.
Z chęcią zjadłem śniadanie z Leośkiem. Potem przebrałem się i miałem zamiar znaleźć swojego mentora. Nie wiedziałem za bardzo jak ale miałem zamiar.
-A ty gdzie?
"Szukać mentora"
-Sam cię znajdzie. Zobaczysz.
"Skąd masz pewność?"
-Zobaczysz.
"No zgoda."
Ruszyłem w kierunku okna by zobaczyć jaka jest dzisiaj pogoda, jednak zanim do niego doszedłem ktoś zapukał do drzwi. Była to moja mentorka. Z kotem! Była to ta sama dziewczyna co na moście. Przedstawiła siebie i przyjaciela a ja musiałem przedstawić Leo.
"A tam jest mój przyjaciel Leoś" Wymigałem i wskazałem na rozwalonego na łóżku chłopaka. "Już taki jest, nie patrz na niego. Totalna wredota." Wymigałem z uśmiechem. Leo nie zareagował. Był jakiś cichy.
-To wychodzi na to, że powinniśmy iść na ten spacer. Alex zostaniesz?
-Oczywiście.- usłuchał chłopak.
"Fajnie, że wzięłaś kota. Nie potrzaskaj mi się." Ostrzegłem Leo i udaliśmy się na wycieczkę krajoznawczą.
Dziewczyna pokazała mi całą szkołę, stajnie, boisko i na końcu ogród. Jak zawsze musiałem mieć przy sobie tableta. Dobrze, że to stworzyli. Dobijające jest ciągle nosić kartki i ołówki przy sobie. Poprosiłem dziewczynę, żeby położyła kota na ziemi, żebym mógł go narysować. Jednak on nie chciał współpracować i skończyło się na kupie śmiechu dziewczyny. Musiałem pomóc ściągnąć go z drzewa.
"Chodźmy zobaczyć czy Leo nie rozniósł pokoju."
Dziewczyna się zgodziła. Na reszcie miała spokój. Ku memu zdziwieniu pokój był cały a chłopaki się nie pozabijali.